niedziela, 14 lipca 2013

Zapalone, Zgaszone, Zapalone, Zgaszone, Świeci, nie świeci, świeci, nie świeci, Jasno, Ciemno, Jasno, Ciemno

 Uciekałam bo mnie znaleźli nas znaleźli... Chcieli robić złe rzeczy z nami ze mną, a ja nie chciałam by je robili.

Próbowałam uciec, naprawdę próbowałam, ale to było niemożliwe, otoczyli mnie, otoczyli i czymś porazili. Od tamtej pory śnią mi się koszmary, śnię że płonę, żywcem i wszystko w koło też płonie. To nie było łatwe, ale znów spróbowałam i tym razem moje światło mnie nie zawiodło... 
Wyssało ze mnie kolor wyssało niektóre wspomnienia.
Myślałam, że się udało... Myliłam się

 Nie rozumiałam co oni mówili, ale wiedziałam, czułam, że mówią dokładnie jakie plany mają odnośnie mnie. Ja nie chciałam nas wydać. Nie chciałam, wybaczcie mi... Wiem, że to bezcelowe ich was już nie ma... Przynajmniej z tego co zrozumiałam co ci obcy ludzie chcieli mi przekazać. Teraz umrę jestem tego pewna... 

Jest ciemno, a ja nie chcę... Tak bardzo nie chce się bać ani świecić tym bardziej! Tu jest tak ciemno wiem, że oni mnie obserwują... Nie wiem, co ze mną zrobią, ale chce umrzeć chce do was dołączyć... Zobaczyć was. 
Już was nie pamiętam.

Nie wiem ile tu siedzę. Nie wiem czy jest dzień czy noc. Oni, nie ma ich nikt mnie nie pilnuje, tak mi się wydaje. Tak bardzo nie chce, a jednak świecę to wysysa mój kolor do reszty jestem biała. Gdybym w tedy nie zaświeciła... To wy byście żyli. Już was nie pamiętam choć chce pamiętać. Nie odróżniam jawy od snu. Nie wiem, może ja też jestem już martwa? Tu jest tak ciemno i mokro widzę jedynie dzięki mojej poświacie.

Muszę uciec znowu tym razem sama. Modlę się za was kochani, choć was już nie pamiętam. Jeżeli nie ucieknę mam nadzieje, że umrę... Inaczej to nie ma sensu....

Budzę się, ale widzę światło. Widzę okno. Widzę niebieskie ściany. Widzę, że leżę. Mam bandaże. 
Miło tu jest. Chyba jestem w niebie.

Wypytują mnie o wszystko, każą pisać pamiętnik chcą posłać do szkoły. Próbuje walczyć, ale oni są cierpliwi i stawiają na swoim.


18 lat | Irys|  Pokój nr 5 | Świeci jak lampeczka, czasem jak neon | Ognia i ciasnych, ciemnych pomieszczeń się boi | Nerwowa | Niecierpliwa | Wszystko na łapu capu | Pozory mylą to nie lalka choć mała, delikatna i filigranowa | To żyjąca istota. Też ma uczucia i co najważniejsze charakter | Nieopanowane świecenie w dziwnych sytuacjach | Wyblakła... Taka biała cała | Je co chwile by mieć siłę | Na to ciągłe świecenie oczywiście | Bałaganiara | Na początku ostrożna i nieufna a potem już się rozkręca | Chciałaby mieć kota | Nie lubi niespodzianek | Nie cierpi jak ją ktoś straszy | Przez koszmary zwiedza szkołę nocą | Częste wizyty u pielęgniarki | To przez te częste upadki i czerwone plamy jak by poparzenia  i  też przez masę innych rzeczy  | Piszę pamiętnik | Próbuję sobie przypomnieć to co było wcześniej i miewa czasem przebłyski | Ale to boli | Lecz ona uparta | Zawzięta | Zainteresowana książkami i nawet nauką | Często więc siedzi w bibliotece | A w pokoju raczej rzadko bywa | Kroczy dumnie | Patrzy w oczy | Marzy by przytyć choć kilogram! | Ale ona ani nie tyje ani nie chudnie | Lubi śmiech innych ludzi. Sama też lubi się śmiać | Zachwyt nad wszystkim dookoła | Nie patrzy pod nogi | 

Irys może zacząć świecić się cała. W tedy jak by się umiała kontrolować mogła by zwiększać lub zmniejszać to jak jasno świeci. Mogłaby również zacząć się świecić np. tylko na dłoni. Ale że nie umie to często się świeci nieopanowanie i nie może często się zgasić.


________________________

Dzień Dobry!
Buźki użyczyła - Nastya Zhidkova 

38 komentarzy:

kiraj pisze...

[ Kiedyś miałam chłopaka z wizerunkiem tej pani. Tak się trochę głupio wtedy złożyło, ale tylko ona mi wtedy pasowała. Tak czy siak - postać ciekawa, bardzo chętnie skuszę się na wątek. Fabian jest mistrzem bałaganienia i dużo czyta kiedy mu się nudzi, to na pewno ich łączy c: ]

F. E. Maverick

Porcelanowy Chochlik pisze...

[Witam, witam :)
Jako, że obie nasze postacie są w pewien sposób "wyblakłe" musimy mieć wspólny watek. Ot co! Zgodzisz się ze mną, prawda?]

Alicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

[Dziękuję bardzo! :)
Hm...i tak po raz kolejny przeczytałam Twoją KP i widzę, że nasz śnieżynki jeszcze coś łączy, a mianowicie miłość do książek. Mogą więc spotkać się w bibliotece i A. albo I. będzie miała mały kłopot pt. spadające książki, ponieważ będzie chciała wyciągnąć z najwyższego regału daną lekturę. I jedna śnieżynka pomoże drugiej śnieżynce zdobyć owy łup i uciec z biblioteki nim dopadnie je jakaś stara, jędzowata bibliotekarka, która pełni dzisiaj straż nad swoimi papierowymi dziećmi.
Dziewczyny mogą zostać oczywiście złapane i dostaną wspólny szlaban np. wyczyszczenie jakiegoś ciemnego i ciasnego miejsca. I właśnie wtedy - jako, że I. się takowych miejsc boi - może zacząć świecić jak szalona, a A. ją stamtąd wyprowadzi, uspokoi i sama dokończy sprzątanie.
Co Ty na to? No i może powstać między nimi jakaś nić porozumienia.]

Alicia

Ace pisze...

[nie, standardowa biblioteka może być :D Reid chętnie pomoże poszukać książek oraz częstuje ciastkami i herbatką! zapraszamy! xd]

Reid.

Porcelanowy Chochlik pisze...

Stuk. Puk. Stuk. Puk...
Opustoszałym korytarzem maszerowała niewysoka, przygarbiona postać. A zza ciemnego kaptura wymykały się jasne, cholernie proste włosy, które raz za razem odgarniały drżące dłonie. Jednocześnie sine koniuszki palców nerwowo, wręcz obsesyjnie skubały rękawy grubaśnego swetra w rozmiarze XXL. Przypominał on bardziej obszerny worek niż część garderoby, skrywając chuderlawe ciało. I co jakiś czas z ust dziewczyny wyrywało się ciche, zmęczone westchnienie, którego nie starał się nawet powstrzymać. Znużona. Z podkrążonymi oczami i trupio-bladą cerą przypominała rasowego zombie wprost z filmu science fiction.
Niespodziewanie drzwi biblioteki zaskrzypiały, a do obszernego i wysokiego pomieszczenia wsunęła się panienka Weber we własnej osobie. I przechadzając się powłóczystym krokiem między drewnianymi regałami wdychała zapach starego pergaminu i kurzu. Powoli i z nabożnością, dotykając wybranych książek. Idealnie.
I wtedy ją zobaczyła. Dość niską dziewczynę, która przypominała wyglądem żywą śnieżynkę, bałwana lub najprawdziwszego ducha. Jej bezsensowne wysiłki rozbawiły naszego gbura, który bez zbędnego namysłu podszedł do najbliższej drabiny i przyciągnął ją do atakowanego regału.
- Ta? A może ta? - zapytała, balansując na szczebelku i dotykając kolejnych okładek. Jednocześnie poprawiła kaptur na głowie i w skupieniu nadęła blde policzki.

Alicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

Zatkało ją. Do diabła! Czegoś takiego po prostu się nie spodziewała. I młócąc dłońmi powietrze balansowała na krawędzi drewnianego szczebelka, kurczowo zaciskając palce na drabinie, która chwiała się i skrzypiała. A świat w jednej chwili stał się wielką, niewyraźną plamą; zaś twarde okładki książek spadały na ziemię, niczym ranne ptaki z połamanymi skrzydłami. Natomiast kilka z nich zaatakowało naszą biedaczkę, która mimowolnie cicho pisnęła, starając się utrzymać na drabinie oraz osłonić głowę przed kolejnymi ciosami. Cóż to było za widowisko!
- Auć. Aua. To boli. Ajajajaj! - zachrypnięty głos Ali i złowieszcze szepty starej, pomarszczonej bibliotekarki utworzyły nie lada hałas, który tutaj (w owej świątyni ciszy) był czymś NIEDOPUSZCZALNYM i karygodnym.
- Mordercy! Chuliganie! - skrzek staruszki odezwał się tuż nad głową Irys, zaś Ala poczuła jak szpony bibliotekarki zaciskają się na nogawce spodni. I nie minęło nawet kilka sekund, a nasze śnieżynki znalazły się przed biurkiem wiedźmy, która wrzeszczała i krzyczała, wymachując swoimi żylastymi dłońmi. Raz za razem. Zaś kropelki śliny tworzyły w kąciku jej ust obrzydliwe bąbelki.
- Spokojnie bo...
- MILCZ!
- Ale...
- Szlaban! Słyszycie?! SZLABAN! Obie macie się tutaj zjawić za kilka godzin. Zrozumiano?
Ala jedynie skinęła głową, chowając twarz w cieniu kaptura orz wpatrując się w bibliotekarkę szeroko otwartymi oczami. Wręcz czuła jak staruszce skoczyło ciśnienie, a serce wali niczym młot pneumatyczny.

Alicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

Oho! A to Ci heca! Nieznajoma śnieżynka był niczym żywa latarnia, której jasne światło nie tylko raziło, lecz również wytwarzało pewną ilość ciepła. I właśnie TO pochłonęło cała uwagę Ali, kiedy ta wykonała przesadzony, teatralny dyg w kierunku zszokowanej bibliotekarki i powłóczystym krokiem opuściła pomieszczenie, aby zatrzymać się pośrodku opustoszałego, ciemnego korytarza.
- Mały akumulatorek. Płochliwy akumulatorek. - wymamrotała pod nosem, kołysząc się na piętach i pocierając czubek zdartego nosa. Raz za razem. Aż pojawiły się na nim czerwone plamki, a ona sama zaczęła przypominać wyglądem bajkowego Rudolfa. I dopiero po kilku minutach ruszyła w kierunku pokoju, aby opaść na łóżko w pozycji rozgwiazdy (a raczej męczennika) tym samym omijając kolejny posiłek, którym była kolacja.
Zaś dokładnie dwie godziny później Alicia siedziała na jednym ze starych, skrzypiących krzeseł, czując na sobie czujne i złowrogie spojrzenie bibliotekarki. A mamrotanie staruchy bez przerwy dotyczyło morderstwa, którego dopuściły się obie uczennice. Oczywiście jednej z nich nadal nie było, a Ala coraz bardziej wątpiła w to, że śnieżynka pojawi się w drzwiach biblioteki.

Alicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

Tym razem Alicia była ubrana jedynie w wytarte, lekko potargane jeansy oraz - o dziwo! - idealnie przylegający, popielaty sweter. Natomiast jej długie, białe włosy zostały związane w ciasny koczek, który wesoło podrygiwał na czubku głowy. Raz za razem. Przy każdym, nawet najlżejszym, ruchu kobieciny, która z uwagą wpatrywała się w przygarbioną postać bibliotekarki. I może to dziwne, lecz w jej oczach widniała szczera troska, a także zawziętość, kiedy to usłyszały skrzekliwy wyrok: SPRZĄTANIE ARCHIWUM. Fantastycznie. Już teraz Ala mogła sobie wyobrazić ciasne, ciemne i wilgotne pomieszczenie, znajdujące się w piwnicach zamczyska. A schodziło się do niego poprzez niewielką klapę w marmurowej podłodze, które nie zachęcała do odwiedzin, a tym bardziej spędzenia tam kilku godzin.
- Zejdę pierwsza. - mruknęła, zerkając kątem oka na śnieżynkę, która w danej chwili wyglądała jak osoba, która marzy tylko o jednym: natychmiastowej ucieczce. I jak powiedziała, tak zrobiła. Ostrożnie zeszła na dół i zeskoczyła z ostatniego stopnia, aby zapalić pojedynczą, gołą żarówkę, która kołysała się tuż przy suficie.

Alicia

Ace pisze...

Reid z nudów przechadzał się między regałami, przestawiał książki, poprawiał je, ustawiał równo... No co, jak już tu był (pracował!), to się chociaż za coś weźmie. A jeśli będzie ładnie, schludnie wszystko wyglądać, to i jemu zrobi się tak cieplej na serduszku. No i w głowie ma się od razu poukładane.
W końcu skierował się do swojego biurka, kiedy dostrzegł swoją koleżankę, z którą raz po raz sobie pogadał, pośmiał się, pomógł sięgnąć książki z wyższych półek i tak dalej, i tak dalej.
- Cześć, Irys. Co tym razem masz? - usiadł obok niej, zainteresowany. Spojrzał na nią, to na książkę i się uśmiechnął. - Herbatki? Ciasteczek? Dzisiaj mam czekoladowe. I kokosanki. Lubisz kokosanki?

Porcelanowy Chochlik pisze...

Wystarczyło jedno spojrzenie na twarz śnieżynki, aby Alicia zmarszczyła brwi i intensywnie potarła czubek zadartego nosa. Raz za razem. Kołysząc się delikatnie na piętach i czując w ustach nieprzyjemny smak goryczy i stęchlizny. A na dodatek ta ogromniasta warstwa kurzu na stolikach i półkach, która sprawiała, że nasza kobiecina rozpoczęła niekończący się maraton kichania. Łapiąc się przy tym za brzuch i zginając w pół. Raz. Drugi. Trzeci. Aż wreszcie zatkała sobie nos rękawem swetra i zmrużyła oczy, aby złagodzić jasną łunę, wydobywającą się z ciała nieznajomej.
- Jeść? - powtórzyła i zwilżyła spierzchnięte wargi koniuszkiem języka, jednocześnie rozglądając się dookoła z nadzieją, że ujrzy gdzieś w ciemnym kącie jakiś rumiany bochenek chleba czy koszyczek truskawek. Aż wreszcie stanęła twarzą w twarz ze swoją towarzyszką, aby wsunąć dłonie do kieszeni jej bluzy i wyciągnąć garść przesłodkich cukierków. - Zjedź, dobrze? I głęboko oddychaj. - dodała z łagodnym, może nawet zatroskanym uśmiechem.

Alici

Porcelanowy Chochlik pisze...

Alicia była wyraźnie skołowana. O tak! Drżenie śnieżynki wzbudzało w niej troskę jak i pewną, nieopartą chęć niesienia natychmiastowej pomocy. I może dlatego - niewiele myśląc - pochwyciła dłoń dziewczyny, aby delikatnie ją ścisnąć i pociągnąć w kierunku szczebelek drabiny.
- Dobrze. - skinęła nieznacznie głową i stając na palcach uchyliła otwór w podłodze, aby ta mogła opuścić obskurne, ciasne, ciemne pomieszczenie, którego woń budziła u Ali dość dziwne podejrzenia. Czyżby w jednym z worków czyhał trup? Bzdura! Przestań się nakręcać! Skarciła się w duchu i ruchem podbródka wskazała dziewczynie wyjście, które tutaj było rozpoznawalne jako jasna plamka. - Idź. A ja się tym zajmę. - dodała, otrzepując dłonie z kurzu i rozglądając się po archiwum.

Alicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

- Tak. Idź. - dziewczyna delikatnie popchnęła śnieżynkę w kierunku drewnianej, dość starej drabiny. Sama zaś zadarła głowę ku górze, aby obserwować mozolną wspinaczkę oraz powoli zanikając światło. A wraz z odejściem Irys w pomieszczeniu zrobiło się niesamowicie ponuro i ciemno, a sama Ala delikatnie zadrżała. Zaś jej chora wyobraźnia zaczęła jej podsuwać najróżniejsze obrazy, a w szczególności sylwetki psychopatów, chowających się w zakamarkach archiwum.
- Alicia. Nazywam się Alicia! - krzyknęła jeszcze nim została całkowicie sama i przy mdłym świetle żarówki rozpoczęła segregacje papierów, teczek i innych dziwactw. A podczas porządków znalazła kilka pozłacanych guzików, zdechłą mysz (to wtedy krzyknęła zaskoczona widokiem martwego gryzonia), niedziałającą zapalniczkę, którą wsunęła do spodni i puste pudełeczko po jakiś wafelkach.
I kilka godzin później: brudna, zmęczona i spocona wracała do pokoju, powłócząc przy tym nogami i rozmasowując tył głowy, w który przypadkowo się uderzyła, kiedy to opuszczała schowek.

Alicia

Ace pisze...

- W sumie pytałem o książkę - powiedział, spoglądając na nią. - Ale skuszę się - wziął od razu trzy i wsunął sobie do ust. - Mmm, dawno nie jadłem orzeszków. Ale mi teraz zrobiłaś apetyt! - roześmiał się i zgarnął jeszcze kilka. - Kokosy są dobre, nie mam nic przeciwko. No i kokosanki są pycha! No ale chyba herbatę chcesz - zmienił temat, patrząc na nią uważnie. - Mam nowe smaki.
No co, był po wypłacie, to zaszalał sobie, a co! No i lubił owocowe herbaty. Ostatnio nawet zasmakowała mu mrożona kawa z czekoladą. I to chyba była jedyna kawa, którą mógł pić, chociaż żadnej jeszcze nie próbował. Jakoś go to odrzucało. A tamta była okej.
- Możesz spokojnie wcinać te orzeszki, nikogo tu nie ma i chyba już nikt nie przyjdzie.

Porcelanowy Chochlik pisze...

Chociaż krzyk śnieżynki był cichutki i niewiele głośniejszy od cykania świerszczy, Alicia zatrzymała się i gwałtownie odwróciła w kierunku nadchodzącej, jasnej postaci. Jednocześnie przez jej twarz, na której widniały ślady brudu i jakiegoś innego, zielonkawego paskudztwa, przemknął łagodny półuśmiech.
- Nie. Oczywiście, że nie! - zapewniła ją, wzruszając jednocześnie ramionami, jak gdyby chciała podkreślić jak błaha była to sprawa. - I nie musisz mi dziękować. To nic takiego. Na prawdę. - dodała jeszcze czując, że po raz kolejny tego dnia wypowiedziała zbyt wiele słów w jednym momencie.

Alicia

Ace pisze...

- O, książki kryminale są fajne. Zresztą, większość książek jest fajna. Ludzie to mają wyobraźnię - westchnął. - Zazdroszczę im. I to bardzo czasami, bo ja tak pisać nie potrafię, no ale... oni mają talent, a ja nie. Takie tam życie... No dobra, to co z tą herbatą? - zmienił temat, spoglądając na nią, jednocześnie odrywając wzrok z okładki książki. - I jaki bazyliszek? - uniósł brew wyżej, zaczynając intensywnie myśleć, o kogo mogło jej chodzić. I nic mu nie przychodziło do głowy.
Wyjął kubki, wstawił wodę i przygotował cukier. Sobie włożył torebkę z malinową herbatą. Jej chętnie dałby tę samą, ponieważ uwielbiał maliny i chciał, żeby posmakowała nowej herbatki, ale nie wiedział, czy Irys lubi maliny.

YourFuckingSunshine pisze...

[Nie mam pomysłów i wątek też sobie raczej odpuszczę. Proponowałabym za to prześledzić kartę i poprawić ją.]

Leon

zawrót głowy. pisze...

[może wątek z Amelią? ;>]

Amelie

Paskudny Sierściuch pisze...

[Lubię pisać lekarzami. Pokrewny zawód :)]

Santiago

Pandora Psyche Kuro pisze...

[ Ohayo Świetliku :) Jarać się będziesz Pandą jak Świetlóweczka xd]

zawrót głowy. pisze...

Brunetka standardowo zajmowała jedno ze swoich ulubionych miejsc w tym niewielkim gabineciku, czyli sofę pod oknem. Pomieszczenie stanowczo należało do tych przytulnych; ściany były w kolorze beżu, podłoga terakotowa, jednak dziewczyna ozdobiła ją puchatymi dywanami. Na ścianach wisiało kilka fotografii, szafka pełna leków wyglądała niczym zwykła komoda, a karty uczniów pochowane były w szufladach biurka, zatem pokój wyglądał prawie zwyczajnie.
Dzień się dopiero zaczął zatem dziewczyna była pewna, że dziś również będzie miała całe mnóstwo roboty. Zaparzyła sobie kubek gorącej herbaty cynamonowej, zjadła śniadanie i połknęła kilka pigułek, które miały poprawić kondycję jej włosów. Jej ciało umiało się samo regenerować, a o kondycję włosów musiała dbać tabletkami? Niestety. Traciła ich coraz więcej i nie wiedziała czy było z przemęczenia, czy jest może na coś chora. Nie, drugą opcję odrzuciła natychmiast. Od czasu mutacji nie zachorowała nawet na głupie przeziębienie, a wcale o siebie nie dbała. Panienka Viser była bowiem osóbką, która bardzo lubiła igrać z ogniem i jeśli tylko miała taką możliwość, ganiała w deszczu.
Amelie siedziała właśnie przed laptopem popijając już nieco chłodną herbatę. Co jakiś czas spoglądała na zegarek dziwiąc się, że jeszcze nikt od niej nie zawitał, ani ona nie jest gdzieś pilnie wzywana. Opanowała w tak wysokim stopniu swoją moc, że potrafiła uleczyć prawie każdego, nie łączyło się to jednak z niwelowaniem raka czy tego typu chorób, czasami już nie było ratunku, a brunetka mogła jedynie uśmierzać ból i razem ze swoim pacjentem cierpliwie wyczekiwać śmierci.
Dopiero, gdy Eliza skoczyła jej na biurko i łapkami poklikała kilka klawiszy domagając się pieszczot ktoś zastukał do drzwi.

Amelie.

Ace pisze...

Reid wrzucił torebki do kubków i usiadł na swoim cudnym fotelu. Patrzył na nią i słuchał jej uważnie, potakując głową.
- Aaa, no wiem, straszna jest, nie? Brrr, masakra - aż się wzdrygnął. - Ej, jak będziesz potrzebowała książki z górnej półki, to wal do mnie jak w dym! Ja zawsze pomogę. No i nie potrzebuję drabinki.
I nie chodziło mu tylko o swój wzrost, ale także o skrzydła. No z takim sprzętem można się było na każdą wysokość tutaj w bibliotece dostać, nie? No.
Zalazł im herbatki, pomieszał.
- Nie wiem czy słodzisz. Ja nie. Spróbuj i powiedz - powiedział, na wszelki wypadek podsuwając cukierniczkę.
Spod blatu wyjął świeże, nieotwarte jeszcze ciasteczka. Otworzył opakowanie i podsunął je pod nos Irys.
- Smacznego!

Ace pisze...

- Musisz mnie szukać. Raczej nie jest trudno mnie znaleźć - rzucił krótkie spojrzenie na swoje plecy, a konkretnie na skrzydła. - Wiesz mi, zawsze wszyscy mnie znajdują - westchnął. - Okej, okej, nie złość się na mnie. Masz, słodź sobie ile chcesz. W naszym kraju jeszcze cukier jest w normalnej cenie - znowu westchnął. - E tam, o tę babę się nie martw. Najwyżej powiem, że mi pomagałaś poodkładać książki, to ci da spokój, zobaczysz - uśmiechnął się do niej i puścił jej oczko. Uniósł kubek i napił się. - Ajaja, gorące. Uważaj. Chyba, że lubisz gorące. Moja mama uwielbiała pić od razu gorące rzeczy.

Ace pisze...

Uniósł jedną brew wyżej. Matko kochana. On nigdy nie zrozumie, jak można pić takie gorące, naprawdę. I chyba nie chciał. On sobie grzecznie ostudzi, dmuchając w napój, troszkę odczeka... W międzyczasie powcina sobie troszkę ciasteczek. Mniam, czekoladowe ciasteczka! To jest to!
- E tam, ja nie zamierzam się rzucać na gorące, o to możesz być spokojna - puścił jej oczko, a potem napił się troszeczkę. Jeszcze było trochę gorące, więc odpuścił sobie na jeszcze troszkę. - Nie patrz na nią, serio. To działa - zaśmiał się. - Ale ignorowanie jej też jest złe. Kiedyś mnie skrzyczała, że jej nie słucham.

Ace pisze...

- Ej, no wiesz co? Ja umiem słuchać, pfff. Co do bazyliszka, to ja po prostu unikam jej jak ognia. Ot co. Tak jest łatwiej - pokiwał powoli głową i napił się herbatki. Zjadł też ciastko. Jedno, dwa.
Hm... bazyliszek nie zmieniał faktu, że to Reid był ulubionym bibliotekarzem. No bo jak tu nie kochać skrzydlatego bibliotekarza? Który nikomu nie przeszkadza, doradzi lub gra sobie na kompie? W dodatku nie na swoim, tylko na tym szkolnym, ale ciii...

M. Aristow pisze...

[Hej, pomysł może jakiś..
skoro dziewczyna boi się ognia to może coś z tym...Irys może wpadnie na niego gdzieś na korytarzu i wytrącony lekko z równowagi nie opanuje ognia..coś się może stać przypadkiem. wiem ze to słabe ;/]

Aristow

M. Aristow pisze...

Powinien bardziej uważać na otoczenie, wiedzial o tym. To nie było miejsce gdzie spędził wiele lat, tutaj nikt nie schodzil mu z drogi bojąc sie zetknąć nawet z nim.
Zderzenei z dziewczyną bylo niespodziewane, ale na tyle by jego opanowanie szlag trafiło.
Spojrzał na nią rozdrażniony, ale zaraz spojrzał na swoje ręce które zaczeły płonąć, tak po prostu. Niebieski ogień ogarnął jego przedramiona, zacisnął dlonie w pięści i rozluźnił, przyglądał się chwilę jak płomienie ślizgają się po skórze.
Dopiero po chwili przypomniał sobie że z kimś się zderzył. Oparł się o ścianę i zerkając na dziewczynę wygasił ogień. Milczał parę minut nie wiedząc co może powienieć, lub co tż raczej powinien powiedzieć.
- yyy....Ja....sorry, nie chciałem cię wystraszyć - odparł trochę się mieszając wyraźnie.

Ace pisze...

- Serio? - zaśmiał się. No w sumie coś w tym było. Może naprawdę był aniołem, a nie mutantem. No cóż, ciekawe czy się kiedyś tego dowie. Ale raczej miał po prostu w sobie ten gen i tyle, o. - Jak tu trafiłem... Zwyczajnie. Kiedy zaczęły mi rosnąć skrzydła, bo to nie tak, że się z nimi urodziłem, zacząłem szukać informacji na ten temat. Bo w szkole nic nie mówili o skrzydłach, które mogą wystąpić podczas dojrzewania, prawda? No właśnie. I tak po paru minutach szukania znalazłem stronę Recifle college. Poczytałam i postanowiłem, że muszę tu przyjechać. Po prostu nie było innej opcji. W końcu dotarło do mnie, że nie jestem sam. No wiesz... inny. Poczułem się od razu lepiej, kiedy tutaj zamieszkałem - uśmiechnął się na same wspomnienia. - No a ty? Jak trafiłaś na Recifle?

Dobry Niemiec pisze...

[Rozczuliło mnie to, że 'nie może się zgasić' <3 Skoro urządza sobie nocne spacery po szkole, to skorzystajmy z tego i spotkajmy ich nocną porą, a co z tego wyjdzie - zobaczymy :)]

~Rodion

cośtupowinnobyć pisze...

[jest w niej coś tak 'uroczego', że Greg ma ochote kupić jej kota... xD]

greg.

cośtupowinnobyć pisze...

[postraszyć to raczej ona jego.. XD Nie dość, ze biała to jeszcze świeci. Duch drodzy państwo, DUCH! XD ale chętnie jej tego kota kupi xD Proponuje spotkanie w środku nocy, Greg po kilku kieliszkach idzie w stronę pokoju, a tu nagle na drodze staje mu świecąca panna. Zawał serca murowany xD A jako że będzie pod wpływem, to będzie nieco bardziej rozmowny niż zwykle... Pasuje? ;>
Aaaa! I zaczniesz może? ;>]

greg.

cośtupowinnobyć pisze...

Greg starał się nie wracać 'pod wpływem' do swojego miejsca zamieszkania. Jak już chciał się napić to zwyczajnie kupował wódkę i zamykał się w pokoju, nie czyniąc nikomu krzywdy. Wychodził z założenia, że każdy czasem potrzebuje się całkiem po prostu narąbać i zapomnieć o bożym świecie. Zwłaszcza wtedy gdy jest się mutantem, którego odrzuciło społeczeństwo, a w dodatku gdy ma się nad sobą wizję cudownego 'odnalezienia' przez wojsko, które tylko czeka aż będzie mogło wsadzić cie do więzienia za zdezerterowanie. Greg lubił swoje życie, szczególnie wtedy gdy był po butelce średniej jakości wódki, której procenty przyjemnie rozchodziły się po ciele.
Szedł właśnie w stronę swojego pokoju, nucąc przy tym hymn Stanów Zjednoczonych pod nosem, gdy nagle na końcu korytarza zobaczył oślepiającą kulę światła. Oczywiście gdyby był normalny, cofnąłby się o kilka kroków i wybrał inną drogę 'do domu', ale zamiast tego podszedł bliżej, czując że serce zaraz wyskoczy mu z piersi.
- Jak jesteś duchem, to nie mam pieniędzy – uniósł ręce w geście poddania i dopiero do niego dotarło, że to zdanie nie miało najmniejszego sensu – I... Niczego innego też nie mam. - dodał szybko.

greg.

cośtupowinnobyć pisze...

Dzieciaki w szkole były jednak porąbane. Dotarło do niego, że były bardziej porąbane gdy wracał pod wpływem alkoholu, więc stojąc naprzeciwko niby-ducha obiecał sobie, że już nigdy więcej nie wypije poza murami szkoły. Może nie brzmiało to zbyt pedagogicznie, ale z pewnością było to dla niego dużo bezpieczniejsze. Przecież mógł dostać zawału serca, albo co gorsza uwierzyć temu-czemuś i prosić o wybaczenie.
- Dobra, nie wiem skąd jesteś ani co tu robisz, ale przestań świecić. - mruknął zakładając okulary przeciwsłoneczne. Nie wyglądało to normalnie, zwłaszcza że w całym zamku było ciemno jak cholera. - Możesz się zgasić? - mruknął, jakkolwiek głupio to zabrzmiało.
greg.

kiraj pisze...

[ U Fabianka wątków dużo, u Blaise'a za to mało, co ty na to, żeby wykorzystać twój pomysł z Blaise'm? Poza tym mogliby się trochę znać? ;> ]

Blaise Teddy Miller

Ace pisze...

Patrzył na nią i słuchał uważnie każdego słowa. Łał, a on myślał, że to on ma przerąbane. Znaczy miał. A tu proszę...
- Przepraszam, nie wiedziałem, że to było takie... trudne - westchnął cicho, spuszczając wzrok. Nie chciał wywoływać w niej trudnych wspomnień, naprawdę. Ale jak widać, nie zawsze można było tego uniknąć.
Podsunął jej ciasteczka.
- Tu jesteś bezpieczna. Nikt o nic nie pyta - uśmiechnął się do niej przyjaźnie.

Ace pisze...

No niby miała rację... X-Menów też dopadli w Instytucie...
- Nie odważą się z nami zadrzeć - puścił jej oczko. Jego biblioteka była ostoją. Miał nadzieję, że i dla niej. - No a co jest złego w ciasteczkach? - uniósł brew. - No wiesz, chciałem cię przytulić, ale nie wiedziałem, czy mi zaraz czymś nie przywalisz - zaśmiał się i przysunął się bliżej niej. I wtedy zamknął ją w mocnym (ale żeby jej nie zgnieść) uścisku. - Nie jestem dobry w pocieszaniu. Mam nadzieję, że mój anielski przytulas ci wystarczy.

Ace pisze...

- Buziak? No nie wiem, nie wiem... Na buziaka to trzeba sobie zasłużyć, kochana - zaśmiał się, nadal ją tuląc. Lubił się przytulać. Ostatnio to zanotował. Oczywiście przytulał tych, który również wyrażali taką chęć; on się nie narzucał. No jeszcze ludzie pomyśleliby sobie o nim nie wiadomo co, jakieś niestworzone rzeczy! A on nie lubił jak się o nim gadało. - Och, no nie wiem, dlaczego tak pachnę - zaśmiał się.
W końcu poluzował uścisk, aż w końcu ją puścił. No bo jeszcze sobie o nim pomyśli jakieś straszne rzeczy!
- A tak w ogóle, to ile ty masz lat, co? - spojrzał na nią podejrzliwie.

Ace pisze...

- No ja jestem młody! Mam niecałe dwadzieścia trzy lata! I niedawno skończyłem tutaj edukacje. Ma się to wykształcenie - poprawił teatralnie włosy, uśmiechając się dumnie. - No trudno określić twój wiek na podstawie twojego wyglądu. Nie wyglądasz na osiemnaście. Wyglądasz jakbyś miała jakieś... bo ja wiem... dwanaście? Maks czternaście - uniósł jedną brew wyżej, cały czas się jej przyglądając.

Unknown pisze...

[ja chętnie powątkuje, ale nie mam pomysłu =.=]

Rosalie.