czwartek, 25 lipca 2013

Prawdziwe koty nie potrzebują imion, chociaż często są imionami nazywane.

 
Janith Vi Su

~# date
ur. 14.07.1992

~# origin
ojciec - nieznanymatka - Ariadna "Ari" Vi Su, cyrkowa zaklinaczka zwierząt

~# whoami -sp
mutacja - pewne kocie cechy: uszka, oczka z pionową źrenicą, ogon zakończony pędzelkiem, nieco krótsze od ludzkich palce z wysuwanymi pazurami, wyostrzone zmysły, koci refleks, zwinność i doskonałe wyczucie równowagi, ząbki coś za ostre jak na istotę ludzką...

~# whoami -f
edukacja zakończona trzy miesiące temu, obecnie ochroniarz zamku na nocnej zmianie

~# locate
pokój 4a w Recifle College (WSPÓŁLOKATOR POSZUKIWANY!)

~# log1.1
Wcale nie jestem nieśmiała. Tak może powiedzieć ktoś, kto nie rozumie, że ja NIE LUBIĘ dużo mówić, nie, że nagle zapominam języka w gębie. Po prostu lepiej pięć razy się zastanowić, niż strzępić jęzor po próżnicy a potem jeszcze tego żałować.
Nie jestem leniwa, ja po prostu racjonalnie oceniam, co jest warte wysiłku, a co można sobie odpuścić. Lepiej zachować siły na to, co będzie naprawdę konieczne, ważne, pożyteczne albo upragnione. Jeśli na czymś mi zależy, nie odpuszczę, zrobię wszystko, aby osiągnąć upragniony cel. Czasmi bywam nieznośnie uparta.W przyjaźni cenię szczerość, wierność i lojalność, staram się nie nadużywać okazanego mi zaufania. Sama mogę zdawać się nieufna i podejrzliwa, już nieraz słyszałam, że powinnam bardziej się otworzyć. Cóż, pracuję nad tym...
Staram się być cierpliwa i tolerancyjna, ale wszystko ma swoje granice. Nie pozwolę wejść sobie na głowę, zaatakowana mogę ostro zareagować. Chociaż, żeby wytrącić mnie z równowagi, trzeba się trochę postarać.Nie lubię mieszać się w cudze spory, wychodzę z założenia, że każdy sam powinien załatwiać swoje sprawy. Przyznaję, że jako przyjaciółka, pocieszycielką nie jestem dobrą, nigdy nie jestem pewna, co powiedzieć, żeby jeszcze nie pogorszyć sytuacji... Jak to mówią, przede wszystkim nie szkodzić.
Przyznaję, zdarzają mi się chwile, kiedy obecność innych osób mnie irytuje, często wolę być sama. Złośliwi mogą powiedzieć, że właśnie wtedy odzywa się moja kocia natura i każe mi chodzić własnymi, rzadko uczęszczanymi drogami. Nie zaprzeczę, trochę prawdy w tym jest, z jakichś powodów zaraz po ukończeniu edukacji zaczęłam pracować na nocnej zmianie. Lubię ten nocny spokój, samotność i ciszę wydobywającą na zewnątrz to, co w dzień przemija niezauważone.
Nianawidzę, kiedy coś mnie krępuje, sama świadomość ograniczenia doprowadza mnie do szału. Często walczę z pokusą, aby złamać jakieś zasady tylko dlatego, żeby samej sobie udowodnić, że potrafię, uwielbiam napawać się tym uczuciem, które zawsze towarzyszy przełamywaniu oporów. Taka moja mała dewiacja, moja perwersja, mój własny narkotyk.

~# 
log1.2
Znalazłam się w tym miejscu przez przypadek i może gdybym była romantyczką albo artystką, teraz rzuciłabym jakimś patetycznym tekstem o przeznaczeniu. Ja tam jednak nie wierzę w takie bzdury, na świecie jest tylko subtelna równowaga między determinizmem a przypadkiem. A w reinkarnację chciałabym wierzyć, może to znów wina tych kocich genów, które wzięły się nie wiadomo skąd... Ale dziewięć żyć? Przyjemna perspektywa, pomarzyć zawsze można.Przypadek, który sprawił, że teraz jestem w Recife, nazywał się głupota. Ludzka głupota, która każe im zabijać siebie nawzajem o skrawek ziemi albo powstałe z rozkładu organicznych szczątków paliwa, ukryte pod jej powierzchnią. A jaką przewagę zyskałby ten, w którego szeregach służyliby osobnicy obdarzeni zwierzęcymi cechami?
Wieloletnie poszukiwania pożądanych cech doprowadziły w końcu wojskowych lekarzy do cyrku, w którym występowała pewna szczęśliwa czternastoletnia dziewczynka, z woli natury w kilka dni opanowująca akrobacje, których nauka innym zajmowała lata. Tak, kocie geny zdecydowanie się przydają. Na wojnie także? To musieli sprawdzić, dobry los sprawił, że nie zdążyli. Matka, czując, co się święci, wysłała mnie tutaj, licząc na to, że będę bezpieczna. Tak też się stało. Do końca życia będę jej wdzięczna, że nie pozwoliła, abym przyczyniła się w jakikolwiek sposób do dalszego nakręcania i wzmacniania tej machiny nienawiści i śmierci, której jedynymi owocami są krew, ból, gniew i smutek.

~# 
log1.3 --extras
* Janith prowadzi bardziej nocny tryb życia.
* Nienawidzi swojego imienia, to chyba jedyna rzecz, o jaką ma żal do swojej niewidzianej od lat matki.
*Kocha parkour i wspinaczkę bez zabezpieczenia, obie te dyscypliny uprawia wszędzie gdzie tylko się da na terenie zamku.
*Na początku wiosny, jak to koty, miewa nietypowe wahania nastroju spowodowane nagłym wyrzutem hormonów, może być wtedy nieznośna i zachowywać się irracjonalnie.
*Ma słabość do słodyczy, na szczęście aktywność pozwala jej dość szybko pozbywać się nadmiarowych kilogramów.
*Nie zna się na modzie, preferuje styl sportowy, wybiera wygodniejsze rzeczy, nie krępujące ruchów.



[Jak na to patrzę, to mam się ochotę pod ziemię zakopać, pisanie po nocach mi nie służy. I jeszcze te idiotyczne gry, których wpływ na moją twórczość będzie z czasem coraz bardziej widoczny. Mam nadzieję, że nikt z krzykiem nie ucieknie, krytykę cierpliwie zniosę, błędy poprawię.
Zdjęcie z deviantartu, nie wiem, czyja to twarz. Cytat w tytule to prafraza T. Pratchetta bodajże, z Kota w wydaniu czystym.
Na wątki i powiązania jestem chętna, jak kogoś przypadkiem pominę, proszę się upominać, wiadomo, błędy ludzkie plus błędy internetu... Jak bez przyczyny na kilka dni zniknę, to zapewne tylko będą problemy techniczne, Mintowi się zdechnie czy coś, wkrótce na pewno wrócę.

46 komentarzy:

Anonimowy pisze...

[To ja powitam i do wątku zaproszę, o]

Carrie Delmont

Aleksandra Krajewska pisze...

[ jedno wow bardzo podoba mi się twoja postać *_*] Calipse

kiraj pisze...

[ Witamy trzecią odważną, która zdecydowała się na postać z pierwszym poziomem >D
Ja kotów nie lubię, Fabian ma alergię, ale Blaise z pewnością się połasi o wątek. ]

F. M. & Blaise Miller

Porcelanowy Chochlik pisze...

[Po pierwsze: serdecznie witam :)
Po drugie: mam nadzieję, że dobrze napisałam Twoje nazwisko w linkach bo nie byłam pewna czy to ViSu czy Vi Su.
Po trzecie: nie wiem gdzie znalazłaś zdjęcie ale jest REWELCYJNE!
Po czwarte: bardzo, ależ to bardzo chcę z Pani wątek.]

Alicia W.

Rukia pisze...

[Witam kobietę kot ;) Mam nadzieję, że pokusisz się na wątek]

Declan Ward

raven pisze...

[Ona ma ogon <3. Ja ustawiam się w kolejce po wątek, zwłaszcza że Buzz wreszcie odnajdzie osobę, za którą będzie mógł latać dniami i nocami. Chłopina lubi nietypowe mutacje, trzeba mu to wybaczyć.]

Buzz

wilczyca pisze...

[pani na zdjęciu to Natalie Portman.. tylko nie wiem czemu wyglada na tym zdjęciu jakby miała rozszep górnej wargi (bez urazy) i trochę przypominała myszkę xD - ale i tak sie pisze na watek ^^]

Raven

Raven pisze...

[to ogolnie widać.. tylko ona w roli zwierzaka niepasuje o.O xD
hmmm - piszesz, ze to ochroniarz. No to może przyłapiemy Rav na goracym uczynku? ]

Heckins pisze...

[Witam cieplutko :) Chcesz może jakiś wątek między dziewczynami?]

Isobell

Heckins pisze...

[Bell uwielbia łamac zasady i wymykać się ze szkoły by po prostu się zabawić, rozerwać itp i dyrekcja ją sadza w kozie itp a ona i tak swoje robi heh to może coś do tego podepniemy? Że dziewczyna sobie u niej przeskrobała wymykaniem się, ale jakoś chcą naprawić swoje relacje i Bell namówi ją by razem się wymsknęły czy coś ;p]

Isobell

Porcelanowy Chochlik pisze...

[I tak nie zmieni to mojej opinii, co do zdjęcie, które uważam wprost z GENIALNE :). A wątek jest jak najbardziej udany. Nie masz się o co martwić.]

Padam z nóg... - Alicia ciężko westchnęła. Wyprostowała obolałe plecy i uniosła dłoń ku górze, żeby rozplatać ciasny koczek, tkwiący na czubku głowy.
Bezpłciowe. Nudne. Popieprzone. Między innymi właśnie takich słów używała nasza kobiecina na określenie gęstych, białych włosów, które opadły jej na ramiona, muskając końcówkami dół pleców. Jednocześnie rozdzieliły się tworząc przedziałek na prawym boku. Wszystkie prawie tej samej długości, nie licząc kilku krótszych kosmyków tuż przy policzkach.
- Umieram... - z ust Ali wyrwało się kolejne westchnienie zmęczenia; zaś ona sama już dawno przestała walczyć z narastającym znużeniem i opadającymi, lekko podkrążonymi powiekami. Sama zaś ubrana jedynie w czarny stanik i majtki opadła na chłodną, zmiętą pościel, rozkładając szczupłe ramiona i tworząc coś na wzór rozgwiazdy (a może raczej pozy męczennika?). I chociaż była dopiero 17 nasza kruszyna czuła jak traci resztki energii, dzięki której zdołała przetrwać kilka dzisiejszych zajęć, aby po trzech godzinach zaszyć się w pokoju. Dodatkowo czuła tępy ból w prawej skroni, który był zapowiedzią nadchodzącej migreny. Cudownie, prawda?
Jednak powróćmy do Ali, która niespodziewanie drgnęła i zmarszczyła brwi, powoli otwierając przekrwione, podkrążone oczy. Miała wrażenie, że usłyszała ciche, lecz natarczywe stukanie w szybę. Raz za rzem. Jakby ktoś uderzał w okno ostrymi pazurkami.
- Co... - Ala zsunęła się z łóżka i ostrożnie, stąpając na palcach i zakładając jednocześnie rozciągnięty podkoszulek, podeszła do okna, aby szarpnąć ciemne zasłony.I jednym sprawnym ruchem otworzyła stare okiennice, wychylając się na zewnątrz, a to co ujrzała sprawiło, że z jej ust wyrwał się zduszony krzyk podobny do jęku. - Ja chyba śnię...

Alicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

Oddychaj głęboko! Jeśli natychmiast nie weźmie się w garść i nie zapanuję nad nerwami, dostanie spazmów i wyjdzie na wariatkę. A to na prawdę kiepski pomysł zwłaszcza, kiedy kilka sekund temu wierzyło się, że ciche stukanie do okna to jedynie wymysł umysłu; zaś widoczna za oknem postać dziwny twór wyobraźni. Z pewnością w najbliższym psychiatryku przyjęliby ją z otwartymi ramionami, gwarantując sterylnie czysty pokój z miękkim ścianami oraz masą kolorowych pigułek. O tak! Perspektywa była kusząca, prawda? Szczególnie jeżeli ponad połowa szkoły uznaję Cię za aspołecznego odludka, porozumiewającego się jedynie poprzez półsłówka, wzruszenia ramionami czy ciche westchnienia.
Jednak powróćmy do naszej młodej kobieciny, która szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w twarz nieznajomej, która stanęła nieopodal okna, machając swoim ogonem (a był on na prawdę BAJECZNY!). A jej spojrzenie zatrzymało się na kocich oczach oraz "zdeformowanych" rysach twarzy, które nagle wydawały się być dziwnie znajome; zaś popękane, sine wargi Ali lekko drgnęły w dostrzegalnym grymasie dezorientacji.
Znam ją. Jestem tego pewna!
Dziewczyna cicho sapnęła, wydymając policzki i kołysząc się na bosych stopach, które raz za razem pocierała o chuderlawe łydki. Było jej zimno o czym świadczyło niekontrolowane drżenie całego ciała, a w szczególności dłoni. Powinna być pod ciepłą pierzynką, a nie stać przy otwartym oknie w samej, półprzeźroczystej podkoszulce. Tak, to nie był zbyt udany pomysł! Nie w przypadku takiego zmarzlucha jak Ala.
- Tak. Czy... - przerwała marszcząc brwi i czując jak białe kosmyki łaskoczą ją w policzki i nos. A miała je rozpuszczone i oczywiście cudownie zmierzwione. - ...czy my się znamy? - dokończyła, przekrzywiając głowę na bok i wymijając młodą kobietę, aby zamkną stare, skrzypiące okiennice.

Alicia

Aleksandra Krajewska pisze...

[Myślę, że mogą się znać bo Calipse tu jest od jakiegoś czasu :D]

raven pisze...

[Wiesz, Buzz w Recifle siedzi dosyć długo, więc z pewnością już nie raz i nie dwa postanowił sobie polatać za Janith. Syndrom towarzyskiego bękarta się w nim odzywa, szczególnie przy paniach ;).]

Buzz

Porcelanowy Chochlik pisze...

Alicia jedynie cicho westchnęła. Opadając przy tym na miękkie łóżko, które nieznacznie ugięło się po ciężarem naszej chudzinki. A jasne kosmyki łaskotały ją w czubek nosa, co uparcie ignorowała, wpatrując się w postać młodej kobiety. W "zniekształcone" rysy, które sprawiały, że do złudzenia przypominała zmieszaną kocicę. Janith Vi Su. Kobiet-kot. Zdobywczyni szkolnym murów. Panienk Weber lekko potrząsnęła głową, a przez jej sine usta przemknął łagodny półuśmiech; zaś ona sama pociągnęła nosem, aby następnie kilkukrotnie kichnąć. Raz za razem. Niczym wybuch z armaty!
- Nie. Zostań. - wymamrotała kilkukrotnie mrugając, aby pozbyć się wilgotnej mgiełki, która sprawiała, że obraz stał się niewyraźny i zamazany. A już po chwili potarła opuchnięte powieki knykciami, przeciagając się z cichym pomrukiem. O tak! Była zmęczona mimo to nie zmrużyłaby dzisiejszej nocy oka, czując jak po raz kolejny ciemność wywołuje u niej niespodziewany i niekontrolowany napad lęku. - Oczywiście jeżeli chcesz. - dodała pospiesznie i wskazała szpiczastym podbródkiem na drugie (oczywiście puste) łóżko, które kiedyś miało zostać zamieszkane. Póki co dyrekcja szkoły zdawała się rezygnować z przydzielenia Ali jakiegokolwiek współlokatora, ponieważ większość uczniów cierpiało na jakieś dolegliwości, które jedynie pogorszyłyby stań Weber. Biedna, samotna kruszynka spędzała więc dnie w towarzystwie swojego pluszowego misia... Co za ironia!
- Masz boski ogon, wiesz? - wymamrotał dość niespodziewanie, spoglądając na smukły, odrobinę włochaty ogon, który poruszał się w prawo i lewo. Dół i górę. Uderzając czasami w najbliższą rzecz czy ścianę.
I w słowach Ali nie było złośliwości, lecz najszczerszy podziw i uznanie o czym sugerował jej uśmiech, jak i intonacja głosu.

Alicia

Heckins pisze...

Jeszcze w szkole nie znalazła się taka osoba czy jakaś rzecz c mogłaby powstrzymać Bell od wykradania się by chociaż nie siedzieć w tym durnym pokoju. Dziewczyna po prostu nie mogła przesiadywać w zamknięciu, to nie był ten typ duszy, ona musiała być wolna gdyż żyła zabawą jednak nikt tego nie popierał.
Na terenie szkoły już nie raz natknęła się na Janith, która pilnowała murów szkoły. Bell nie było to w cale na rękę bo zazwyczaj trafiała z powrotem do pokoju choć były i takie sytuacje gdy udało się jej wyjść. Jednak dziewczyny jak już się wspomniało nie mogło absolutnie nic zatrzymać, dlatego obmyśliła inną drogę do wydostania się z terenu szkoły.
Bell nawet się nie chowała przed Janith tylko szła prosto do niej, co nie było czymś nowym, zawsze robiła wszystko by tylko jej nie zauważyła
-Cześć -przywitała się gdy podeszła do niej a ręce miała schowane w kieszeniach od kurtki -Nie mylisz się, to ja w całej mojej okazałości -uśmiechnęła się i wzruszyła lekko ramionami -Co tam słychać? Dużo dziś masz do robienia? -uniosła jedną brew patrząc się na dziewczynę.
Tak, Bell właśnie wchodziła w całkiem miłą i spokojną konwersację ze swoim przeciwnikiem.

Isobell

Anonimowy pisze...

[http://4.bp.blogspot.com/-rILY8njPdL4/UZjnoPrn3PI/AAAAAAAAEjE/Vq8J4CJFrvs/s640/Natalie-Portman-hd-closeup-photos-8748.jpg] - potwierdzenie zdjęcia

Heckins pisze...

Widziała zdziwienie dziewczyny no ale grunt to zaskoczenie przeciwnika, co nie? Na jej pytanie tylko lekko wzruszyła ramionami i podeszła jeszcze bliżej do niej i usiadła sobie na murku niedaleko niej
-Z ciekawości, wiesz zastanawiam się jak to jest łapać takich skurwysynów jak ja -zaśmiała się cicho pod nosem obracając to, że Bell uprzykrza jej życie swoimi ucieczkami w żart.
Na dalszą odpowiedź dziewczyny westchnęła ciężko i pokiwała lekko głową patrząc się przed siebie na chodnik po czym spojrzała na nią
-Wiesz co, to ja mam dla ciebie ofertę -uśmiechnęła się i wstała znów -Pójdziemy sobie do miasta na piwo, wiem, że lubisz się wyrwać ze szkoły jeszcze jak do niej chodziłaś -powiedziała zadowolona jak do koleżanki

Isobell

Porcelanowy Chochlik pisze...

Alicia przygarbiła plecy, opierając szpiczasty podbródek na pokulonych kolanach. A były one wystające i lekko kanciaste, co jedynie uwydatniało fakt, iż nogi dziewczyny były chudziutkie jak patyczki. Mimo to (uwierzcie mi na słowo!) panienka Weber była doskonałym sportowcem, a w szczególności specjalizowała się w bieganiu na długie i męczące dystanse.
Jednak powróćmy do obecnej chwili, kiedy to nasza kruszyna walczyła z narastającą sennością, zmęczeniem oraz bólem głowy, masując pulsujące skronie. Jednocześnie okryła się grubą pierzynką, tworząc coś na wzór szczelnego kokona, aby pozbyć się uczucia wszechobecnego zimna. Czyżby jej ciało utraciło wszelką zdolność samoobrony, zmierzając do niechybnej destrukcji? Tak, moc Ali można było porównać do raka, który pożera swoją ofiarę od środka. Powoli. Sumiennie. Wysysając z niej wszelką energię i chęć życia.
- Nie. - zaprzeczyła, podnosząc spojrzenie na osobę młodej kobiety. Na specyficzne rysy jej twarzy oraz puszysty (z pewnością miękki w dotyku) pędzelek ogona. - Raczej należę do grona śpiochów, jednak nie lubię przebywać w nocy sama. Czasami ciemność po prostu mnie przeraża. - dodała w ramach wytłumaczenia wiedząc, że powiedziała zbyt wiele, zdradzając swoje abstrakcyjne obawy względem tego, że COŚ wyłoni się z mroku i zrobi jej krzywdę. A to COŚ miało na imię Śmierć. Tak, Panie i Panowie Alicia bała się śmierci, a zarazem - gdzieś w głębi serca - jej pożądała.
- Może napijesz się czegoś? - dziewczyna wstała i odrobinę chwiejnym krokiem podeszłam do niewielkiej, prowizorycznej kuchni, która znajdowała się w każdym pokoju i pozwalała na przechowywanie żywności, jak i przygotowanie herbaty czy kawy. - Albo masz ochotę na coś słodkiego? - dodała, zerkając na kobietę i posyłając jej lekki uśmiech. Tak, w danej chwili (a raczej przez większość czasu) Ala wyglądała całkowicie bezbronnie, niegroźnie, a zaraz sprawiał wrażenie osoby chorej i przesympatycznej.

[Dziękuję bardzo :)]
Alici

Aleksandra Krajewska pisze...

Nudziła się, cóż w tym dziwnego? Nie miałą zbyt wielu znajomych, chodź przecież szkołą była wypełniona osobami z podobnymi do jej problemami. Co racja to racja, czasem zastanawiałą się jak to jest kiedy ktoś jest popularny, lubiany. Takie osoby to chyba nie mają czasu do siedzenia i nudzenia się tak jak naza kruszynka, przynajmniej tak było w jej rozumowaniu, które często było dość mylne. Chodź kto miał jej wybić to z głow? Oczywiście nie była znów takim samotnikiem i miała kilku znajomych, nawet więcej niż kilku, którzy chętnie jej chcieli pomóc i pomagali, a to przecież najważniejsze tak?
Dziś wzięła swój ulubiony aparacik i wyszła na błonie przed szkołą. Pogoda była zadawalająca zarówno dla ludzi jak i zwierząt, w tym wypadku owadów. Oj tak, nasza kruszynka z ciekawością śledziła motyle i inne owady robiąc im zdjęcia. Ciężko było zrobić ostre, gdyż owady często się ruszały.
Nagle usłyszała czyjś głosik i od razu odwróciła się uśmiechając się delikatnie. Bardzo lubiła ową dziewczyne jak i jej wygląd.
-Cześć…ee…..- właśnie przypomniała sobie, że zapomniała jej imienia, zrobiło jej się naprawdę głupio. Podałą jej aparat.- Tu przerzucasz, możesz sobie pooglądać- powiedziała z delikatnym uśmiechem i przyglądała jej się próbując sobie przypomnieć jej imię.
-Przepraszam, zapomniałam jak się nazywasz- powiedziała cichutko z spuszczoną głową w dół.
Calipse

Heckins pisze...

Jak to się mówi, buntowniczka zostanie na zawsze buntowniczką. Mimo iż z wiekiem się podobno doroślenie bo nie koniecznie mądrzeje to i tak będzie cię ciągnęło do twojej prawdziwej natury. Bell dobrze odrobiła swoje lekcje i wiedziała, że dziewczyna na pewno będzie chciała się wyrwać a w dodatku sama niedawno skończyła szkołę, więc potrzebowała trochę rozrywki.
Uśmiechnęła się gdy tylko dziewczyna zgodziła się na to by z nią iść a tym bardziej gdy ta podzieliła się z nią jej "małą" tajemnicą. Pokiwała chętnie głową
-Nie martw się, ode mnie nikt na pewno się nie dowie -zapewniła dziewczynę z uśmiechem. Były podobne do siebie, więc może to nie był taki głupi pomysł by ją "podejść" i nawet będzie się dobrze bawiła. Dziewczyny rozejrzały się dookoła i żeby nikomu nie podpaść nie otwierały bramy szkolnej, która była automatycznie podłączona a dyrektor wiedział każdą godzinę jej otwarcia. Ruszyły obie wzdłuż muru
-masz jakieś własne przejścia? -spojrzała na nią zainteresowana, może nie bedzie musiała się wspinać po murze

Isobell

Heckins pisze...

Jak ona w ogóle mogła się nie lubić i nie przyjaźnić z taką osobą jak Janith! To po prostu była bardzo dobra i bardzo pożyteczna kopalnia cennych informacji. Posłusznie i cicho ruszała za dziewczyną a szeroki uśmiech gościł ciągle na jej ustach. Jednak było to trochę podejrzane, że tak od niczego po prostu chciała jej pomóc się wydostać z zamku.
-Jesteś pewna? -zapytała gdy przechodziły na drugą stronę, ale udało się i nie włączyły się żadne alarmy, na usta dziewczyny znów wpłynął uśmiech.
-To jaki plan? -spojrzała na nią zadowolona kierując się we wskazaną stronę do drogi, którą dojdą do upragnionego miasta Bell.

Isobell

Porcelanowy Chochlik pisze...

Wystarczyło jedynie stanąć na palcach (chwiejąc się jak 100-letnia staruszka) i otworzyć drewniane, zdobione drzwiczki szafki, aby oczom Janith ukazał się dość pokaźny zbiór słodkości. Czego tam nie było! Czekoladowe ciasteczka, wafelki, pikantne krakersy, słone orzeszki, cebulowe paluszki, kilka batoników, kukurydziane chrupki, cukierki w kolorowych papierkach... - a wszystko zupełnie nietknięte, czekające na prawdziwych łasuchów i smakoszy. Oczywiście również niewielka, dość mała lodówka skrywała w sobie dość ubogie złoża pyszności tj. aromatyczne, cudowne, rozpływające się w ustach kawałki ciast ze szkolnej stołówki; dwa kubełki lodów czekoladowych i cytrynowych oraz ogromne zapasy mleka czekoladowego i owocowych jogurtów.
- Mam nadzieję, że COŚ wpadnie Ci w oko. - wymamrotała nasza chudzinka, która bardzo rzadko (jedynie w lepsze dni) korzystała ze swoich zapasów zwykle rozdając je innym uczniom czy niewielkiemu gronu znajomych, których zdołała "zdobyć" przez cały okres przebywania w szkole. Jak przystało na aspołecznego odludka, porozumiewającego się za pomocą półsłówek i gestów, prawda? - Czuj się jak u siebie. - dodał jeszcze nim wzięła jedną z buteleczek z truskawkowym jogurtem, który zaczęła potrząsać w dłoni. Jednocześnie powstrzymując się przed złapaniem puszystego ogona młodej kobiety, który łaskotał ją w odsłonięte łydki. A było to nie lad wyzwaniem dla Ali, która już w dzieciństwie musiała dotknąć dosłownie wszystkiego, a w szczególności tego, co było niebezpieczne, dziwne czy posiadało ostre ząbki.
- Czy...czy mogę dotknąć? - zapytała, wskazując szpiczastym podbródkiem n pędzelek ogona i posyłając swojemu gościowi łagodny, trochę nerwowy uśmiech. A jej dłonie delikatnie drżały, zaś skronie pulsowały w tępym bólu zapowiadającym niedoszłą migrenę.

Alicia

Heckins pisze...

Pokiwała głową uśmiechając się szeroko i lekko przygryzając dolną wargę z ekscytacji oraz radości z całej tej wyprawy. Spojrzała na Janith
-No przecież wiem! -powiedziała z radością, no bo o to chodziło, żeby się zabawić wszędzie i jak tylko się dało. Bell naprawdę nie przejmowała się czy pójdą do baru, klubu czy gdziekolwiek by w końcu zapomnieć co czeka ją po powrocie , czyli nudna, szara codzienność.
Zaśmiała się pod nosem na to co Janith zrobiła z tym chłopakiem, niezły był z nie ochroniarz. Pokręciła lekko głową i zaczęła się rozglądać za jakimś fajnym klubem
-Oj teraz przesadzasz, nie zawsze jest tak źle. -spojrzała na nią z uśmiechem i lekko wzruszyła ramionami -Zacznij się nimi bawić, wykorzystywać, poprawi ci to humor -puściła jej oczko po czym złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę jednego klubu. Z wejściem nie miały problemu więc już po kilku minutach znalazły się w środku całkiem wypełnionego klubu.

Isoebll

Heckins pisze...

Reakcje ludzi na jej nową koleżankę naprawdę ją rozśmieszały, przecież ona była potulna jak mały kociak, gdzie tu się jej bać?! Pokręciła tylko rozbawiona głową kiedy jakiś chłopak przecierał oczy nie wiedząc co dokładnie widzi, w tym czasie Bell podeszła do baru gdzie od razu zagadał do niej barman. Dziewczyna uśmiechnęła się i oparła się o blat pochylając się w jego stronę
-A co proponujesz? -uniosła lekko brew uśmiechając się też zadziornie w kierunku chłopaka. Oczywiście nie byłaby sobą gdyby nie przetrzepała jego myśli wzdłuż i w szerz i od razu wiedziała czego chłopak chciał więc zamówiła sobie tequilę i usiadła obok Janith przy barze
-Weź przestań ludzi straszyć bo nie będzie się z kim bawić -zaśmiała się pod nosem patrząc się na nią i odebrała shota z alkoholem, którego od razu wypiła.

Isobell

Porcelanowy Chochlik pisze...

Drżące, zimne dłonie Ali ostrożnie i odrobinę nieśmiało dotknęły puszystej, niesamowicie miękkiej końcówki ogona, aby wreszcie pochwycić ją pomiędzy palce. A na twarzy dziewczyny pojawił się zadowolony półuśmiech, zaś na chorobliwie bladych policzkach wykwitł ledwo dostrzegalny rumieniec. Fantastyczny! Nasza chudzinka zakołysała się na bosych piętach i uniosła głowę, aby spojrzeć na Janith. Wprost w pionowe, kocie źrenice, które wywoływały u Ali jedynie ciekawość, a nawet pewną fascynację.
- Utyłaś? - powtórzyła z ewidentnym rozbawieniem, wsadzając do ust jedno z czekoladowych ciasteczek oraz odkręcając butelkę z truskawkowym jogurtem. I nie bacząc na nic wypiła większą połowę napoju, czując jak przyjemny chłód rozchodzi się po zupełnie pustym żołądku. Mimo to nie odczuwał głodu, a jej apetyt był wręcz minimalny i potrafił zadowolić się zwykłym jabłkiem czy jedną, lichą kanapką. - Jak dla mnie wyglądasz rewelacyjnie! - dodała po dłuższej chwili w sposób sympatyczny i luźny, jak gdyby znały się całą wieczność, a nie kilka minut od kont kobieta wsunęła się do pokoju przez otwarte okno.
Jednocześnie Ala usiadła na skraju łóżku, pocierając ponownie skronie, jak i czoło. Bolało. Cholernie bolało! Po prostu oddychaj. Dziewczyna odgarnęła z oczu jasne, wręcz białe włosy, które miały identyczna barwę jak brwi czy rzęsy kruszyny. Nijakie. Bezpłciowe. Popieprzone.
- Jeżeli będziesz miała kiedyś ochotę na coś słodkiego to wiedz, że u mnie zawsze COŚ znajdziesz. - wymamrotała jeszcze, oddychając spokojnie i głęboko oraz wpatrując się osobę Janith.

Alicia

Heckins pisze...

Zaśmiała się rozbawiona słowami koleżanki, no w sumie racja jak się boją to dobrze będą się przynajmniej trzymać od nich z daleka. No ale dziewczyny nie przyszły tu po to by siedzieć cały czas przy barze. Bell złapała Janith za rękę i pociągnęła za sobą na parkiet. Z początku tańczyły i bawiły się razem, dopiero potem zaczęły się rozdzielać i tańczyć z coraz to nowszym chłopakiem. Isobell bawiła się cudownie, nie mogła sobie darować by nakręcić chłopaka wiedząc bardzo dobrze czego chciała a potem po prostu ich zostawić i przejść do następnego. W jakiś sposób miała być to zemsta w mniemaniu Bell, a robiła to każdemu fartowi przez to co jeden z nich zrobił jej.
Dziewczyna bawiła się w najlepsze a gdy odwróciła się tyłem do chłopaka i coraz bardziej kusiła go swoimi ruchami zauważyła dopiero, że Janith zniknęła z jej pola widzenia. Bell od razu porzuciła chłopaka i zaczęła się rozglądać za nową koleżanką gdy w końcu ją zlokalizowała powoli ruszyła w jej stronę, ale było coś nie tak. Wyraźnie czuła, że ktoś chce się na niej zemścić, wyrzyć, zrobic jej krzywdę, nie mogła na to pozwolić. Bell od razu podeszła do dziewczyny i ostrzegła ją o zagrożeniu i o tym, że muszą się zwijać.

Isobell

Porcelanowy Chochlik pisze...

Alicia zmrużyła oczy, wpatrując się w rozmazaną i niewyraźną twarz kobiety. Wszystko wokół niej zdawało się wirować w jakimś dzikim tańcu, przyprawiając ją o mdłości oraz coraz dotkliwszy ból głowy. Jednocześnie ręce i uda dziewczyny pokryła gęsia skórka oraz skoczyło jej ciśnienie, co doskonale odczuła ponieważ w klatce piersiowej zacisnął jej się supeł nastającego niepokoju i lęku.
Przestań się mazać! - nasza chudzinka skarciła się w myślach, pocierając opuchnięte powieki, pod którymi czuła nieprzyjemne pieczenie. Tak, była cholernie zmęczona oraz słaba, jak gdyby KTOŚ lub COŚ wyssało z niej cała energię (a raczej jej resztki). Jej własna, prywatna mutacja trwała ją o środka, niczym inteligentny rak, doprowadzając organizm Ali do niechybnej destrukcji. A ta nawet nie starał się z tym walczyć, aby opóźnić to co nieuniknione. Wszystko ma swoją cenę. A w szczególności inność.
- To nie ja jestem chora. - wymamrotała i drgnęła, kiedy butelka z jogurtem upadła na drewniane panele, wydając z siebie cichy łoskot. Jednocześnie przycisnęła do klatki piersiowej drżącą, siną dłoń. - Tylko świat i ludzie. - dodała, a spojrzenia kobiet wreszcie się spotkały, a Ala po prostu się uśmiechnęła. Lekko. Spokojnie. Jakby chciała powiedzieć: "nic mi nie jest, widzisz?".
I chyba zamierzała wstać z łóżka, ponieważ lekko się uniosła. Jednak już po chwili ponownie opadła na jego krawędź, kiedy to zakręciło jej się w głowie.
- Pomożesz mi? - wymamrotała i wskazała podbródkiem wymownie na drzwi od łazienki.

Alicia

Aleksandra Krajewska pisze...

Kiedy Janith siedziała i oglądała zdjęcia, ona próbowała sobie przypomnieć imię koleżanki. Chciała wcześniej wypowiedzieć jej imię, niż ona przypomni je jej szybciej. Obserwowała także twarz dziewczyny by wyczytać z niej emocje. Czy podobają się jej zdjęcia, a może po prostu kłamię? Ona była strasznie podejrzliwa, ostatnio dość często spotykała się z kłamstwem i teraz na każdego spoglądała uważniej.
Uśmiechnęłą się szeroko kiedy usłyszała komplement, był szczery co ucieszyło ją i to zdecydowanie..
-Janith- powtórzyła jeszcze raz, jakby to miało zapewnić, że na sto procent tym razem zapamięta jej imię. To zazwyczaj działało w taki sposób, że pamiętała imiona osób z którymi spotykała się prawie codzienni. Wystarczyły dwa tygodnie przerwy by zapomnieć czyjeś imię. Było jej z tym naprawdę głupio. – Przepraszam, już tak mam… wiesz, że to nie będzie głupi pomysł? Zrobie tobie zdjęcie i sobie je powiesze gdzieś, a może…. Zrobić sobie taki album, to nie głupie- powiedziałą z delikatny m uśmieszkiem. Odebrała od niej aparat i odeszłą na kilka kroków by zrobić dość fajne zdjęcie, podobało się jej.
-Jeszcze nie jedno ci zrobie, obiecuje powiedziałą i przeczesała palcami włosy rozglądając się.
-Chyba tak, nie mam w sumie co robić, a ty jakie masz plany?

Heckins pisze...

Zaczynało po prostu robić się bardzo nie przyjemnie i musiały się stamtąd zwijać. Bell nie były potrzebne dodatkowe problemy i podejrzewała, że Janith też wolałaby żeby nikt jej nie zobaczył razem z uczennicą jeszcze poza murami szkoły bez żadnego pozwolenia!
Ludzi co chwile im zachodzili drogę i było ciężko im się wydostać z klubu, ale jakoś im w końcu się udało, dopiero wtedy Bell odetchnęła trochę z ulgą. Spojrzała na koleżankę i uśmiechnęła się do niej.
-To co, czas do szkoły co? -zapytała i powoli ruszyły przed siebie bez żadnego konkretnego kierunku -Chyba już wystarczy tych przygód na dzisiaj -uśmiechnęła się lekko do niej.
Bell lubiła jak coś naprawdę się działo, ale bez przesady, żeby ktoś im chciał zrobić krzywdę, tego było o wiele za dużo.

Isobell

Porcelanowy Chochlik pisze...

Powoli. - drobna, drżąca dłoń zacisnęła się na ramieniu kobiety, szukając wsparcia. Jednocześnie Alicia cicho westchnęła i zrezygnowana potarła chorobliwie blady policzek, który na ułamek sekundy nabrał świeżego, różowego odcienia. Była nie tylko zmęczona, lecz również przemarznięta o czym świadczyły dreszcze i sine zabarwienie ust.
W łazience dziewczyna odkręciła kurek, zanurzając dłonie w zimnej, wręcz lodowatej wodzie, którą spryskała rozpaloną twarz, przykładając dłonie do skroni i czoła. I spoglądając w lustro opuszkami palców dotknęła własnego odbicia. Wyglądała żałośnie, niczym najprawdziwszy zombie czy sama śmierć. Aż dziw, że Janith nie uciekła z krzykiem, kiedy to stały ramię w ramię, a Ala w milczeniu wsłuchiwała się w powolne, wręcz leniwe bicie własnego serca.
Stuk, puk. Stuk, puk.
Alicia wzięła głęboki oddech, czując kolejną falę mdłości. Jednocześnie przed jej oczami zatańczyły jaskrawe, pulsujące plamki, a ona sama przeniosła cały ciężar ciała na biedną kobietę, zaciskając dłonie na skraju umywalki.
- Wszystko ma swoją cenę. - wymamrotała, przymykając powieki, pod którymi poczuła nieprzyjemne pieczenie; zaś kropelki wody spływały po bladej twarzyczce, zatrzymując się na drżących wargach czy materiale podkoszulki. - Mogę pomóc innym, lecz nie sobie. - dodała, a grot potwornego bólu przeszył jej głowę, wywołując jedynie cichy jęk. Natomiast sama Ala automatycznie chwyciła się za głowę, zgięła się w pół, zacisnęła powieki i sapnęła, zagryzając wnętrze prawego policzka. A ból zalewał każdy zakątek jej umysłu, kiedy to Weber delikatnie szarpała jasne, wręcz białe włosy, skupiając się na rytmicznym kapaniu wody.
- Nic. To zaraz minie. - bąknęła niewyraźnie, czując jak fala zażenowania zalewa kruche ciało. I powoli otwarła oczy, mrugając dopóki obraz nie odzyskał ostrości. Ból odchodził, pozostawiając po sobie znajomą pustkę i przygnębienie. - Przepraszam.

Alicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

Nie było sensu znowu skręcać w drogę prowadzącą do wniosku, że życie jest niesprawiedliwe. Taki ból niczemu nie służył, a Alicia już wielokrotnie tamtędy chodziła. I za każdym razem dostawała potężną nauczkę od losu, upadając, aby ponownie się podnieść.
- Niestety nie. - wymamrotała delikatnie potrząsając głową, która zdawała się być niesamowicie wrażliwa na jakikolwiek ruch czy głośniejszy dźwięk. Jednocześnie zamiast krzyczeć i walić pięściami w ścianę, tak jak miała ochotę zrobić, mocno przygryzła dolną wargę i zacisnęła dłoń na ramieniu Janith. W obecnej chwili kobieta była jedyną podporą naszej chudzinki, która sprawiała, że ta nie upadła na zimne, twarde kafle. - Potrafię jedynie ofiarować własną energię innej osobie, dzięki czemu mogę ją uzdrowić lub opóźnić chorobę. W zależności od stopnia jej zaawansowania. - wytłumaczyła chociaż owe kilka słów nie mogło w pełni wyjaśnić sposobu w jaki działała mutacja Weber, która nadal się zmieniała i "dojrzewała".
A mówiąc wycofała się powoli z łazienki, aby podejść do łóżka i opaść na jego skraj. Zgięta w pół, z łokciami opartymi na kolanach i spojrzeniem wbitym w literę V utworzoną przez skrzyżowane, bose stopy.
- Próbowałam już wiele, jednak doszłam do wniosku, że najlepiej z tym nie walczyć. - dodała jeszcze, podnosząc spojrzenie na kobietę i posyłając jej delikatny uśmiech. Zwykle omijała rozmowy, która skupiała się na temacie własnej mutacji, jak gdyby było to zakazane czy raczej dołujące.

Alicia

raven pisze...

Kiedy jest się posiadaczem tak niefortunnie zmodyfikowanego genu, bezsenność to tylko jeden z tych gorszych problemów. Przyzwyczaił się. Do biegania po zamku, do naruszania czyjejś prywatności, do oglądania mniej lub bardziej ciekawych obrazów wygenerowanych przez obce umysły. Brak możliwości blokowania (która mogłaby oczywiście zaistnieć, ale jemu nie chciało się kształcić) sprawiał, że niemal każdą noc spędzał poza swoim pokojem. Czasem spacerował sam, lecz niekiedy wręcz korciło go, aby zerwać z łóżka przypadkową osobę i zacząć jej się żalić. Wszak po cóż niepotrzebnie irytować niewinnych ludzi, skoro można zabrać się za mentalną torturę osoby obecnie niewypoczywającej?
Pognał do Janith, tak po prostu. Domyślał się, że odbywała tradycyjne rundki wokół zamku, więc nawet nie musiał szczególnie wysilać tłuszczu mięśniopodobnego, aby do niej dotrzeć. Nawet nie szedł po to, aby się zwierzyć z problemów natury mutacyjnej. Ciągnęło go do towarzystwa. Tak naprawdę mógłby nawet zacząć nawijać o błahych rzeczach do Gustawa, ale przecież on mu nie odpowie – jest tylko zwyczajnym, ludzkim miśkiem, który ewentualnie odezwie się wtedy, gdy ktoś go ożywi.
– Cześć, Kocie – wykrzyknął, kiedy już przykicał do kobiety. – Przyszedłem urozmaicić Ci czas pracy. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ciekawej konwersacji?
Oczywiście miał na myśli to, że on zacznie gadać bez ładu i składu, Janith natomiast będzie musiała udawać, iż go słucha. Spokojnie, kiwanie głową powinno wystarczyć.

//Buzz

Heckins pisze...

Kiwnęła tylko glową i zebrała się zaraz za dziewczyną do wyjścia, naprawdę chciała stamtąd wyjść. Jeszcze nigdy nie znalazła się w takim położeniu, dlaczego ludzie chcieli im coś zrobić? Przecież nic takiego nie robiły po prostu chciały się zabawić. Co takiego złego zrobiły? Przecież nic.
Spojrzała na Janith kiedy wyszły z klubu i zaśmiała się po czym pokręciła przecząco głową
-Nie, zmęczona może nie. Tylko nie rozumiem i zastanawiam się nad tym co takiego zrobiłyśmy, że chcieli nam coś zrobić. Było ciemno przecież nie rzucałyśmy się nawet w oczy -wzruszyła lekko ramionami przyglądając się dziewczynie po czym spojrzała przed siebie i westchnęła cicho i bez słowa szła po prostu przed siebie a ręce włożyła do kieszeni od kurtki
-To co? -spojrzała na nią na chwilę -Kiedy znów wychodzimy? -uśmiechnęła się bo pomimo złego traktowania na imprezie to nie zniechęciła się, dalej chciała się bawić, najlepiej co noc.

Isoebll

Porcelanowy Chochlik pisze...

Z głośnym westchnieniem opadła na łóżko, rozkładając ramiona i podkulając zimne, bose stópki. Jednocześnie szarpnęła róg wzorzystej pierzyny, aby móc okryć nim chociaż połowę drżącego, chuderlawego ciała (za każdym razem, gdy Alicia spoglądała w lustro budziło ono w niej niesmak, smutek, a nawet obrzydzenie). Zaś jej jasne, wręcz białe włosy utworzyły coś na wzór prowizorycznej aureolki, otulając bladą i wyraźnie zmęczona twarz o prześwitujących naczyńkach oraz fioletowych żyłkach.
- Nie. Zostań. - poprosiła, zerkając w kierunku kobiety spod półprzymkniętych powiek. A w zakątku jej wyblakłych oczu pojawił się najprawdziwszy lęk; zaś sinawe palce kurczowo zacisnęły się na materiale kołdry. I nie minęło kilka sekund, kiedy to Ala (z wyraźnym trudem) owinęła się w szczelny kokon, obróciła na bok i położyła się tak, aby światło lampy rzucało na nią cienie uwydatniając wyraziste kości policzkowe. - Nie zasnę jeżeli będę sama. - dodała, przyznając się do własnej słabości i dziwactwa. A co jeżeli Śmierć czeka w ciemności, aby zamknąć ją w swoim zimnych ramionach? Raz na zawsze. Śpiewając jej jedną ze swoich martwych kołysanek.

Alicia

Aleksandra Krajewska pisze...

Szybciutko złapała aparat i przestawiła tam różne ustawienia, idealne dla zdjęć ludzi, a nie much i pająków, jakie to przed chwilką robiła. Bardzo chciałą by Janith była z nich zadowolona.
-Wesołe miasteczko? Na obiad? No dobra, pozwalam tobie wybrać, ale chyba na wesołe się nie nadaje… wiesz ludzie tak krzyczą i ciężko jest nie zwrócić czegoś co się jadło, więc co to za zabawa – wzruszyła ramionkami, była raz i jakoś to dziwnie wspomina. Może po prostu znów jej potrzeba? Kolejnego wyjścia i przyzwyczajenia się.
-Pod drzewewem najpierw a potem tam pod kwiatmi – pokazała i zaczęłą robić zdjęcia szerokim uśmiechem na ustach, cieszyła się, że w końcu ma jakąś modelkę. – potem możemy tam na mostek obok jeziorka- pstryknęła kilka zdjęć.- Super !

Heckins pisze...

Skrzywiła się lekko na jej słowa, miała w sumię rację. Faceci chcieli tylko jednego i od zawsze tak było no i oczywiście na zawsze tak już zostanie. Westchnęła ciężko i spuściła po prostu głowę idąc przed siebie kopiąc jakiś kamyczek po dróżce po której te dwie osóbki sobie szły
-Faceci to świnie, od zawsze oczekują od nas tylko jednego -mruknęła niezadowolona idąc prosto za nią. Po prostu miała nie za dobre przejścia z przeszłości co do tego typu ludzi. Spojrzała na Janit i uśmiechnęła się lekko, nie będzie się jej zwierzała może jeszcze nie ale kiedyś, kto wie.
W końcu doszły do szkoły i przeszły na drugą stronę muru tym samym wejściem. Pod jakimś względem cieszyła się, że jest w szkole i już nic więcej nie będzie chciało się do niej dorwać. Spojrzała w górę na mroczny o tej porze zamek
-To nie nasza wina, że tacy jesteśmy. To całą resztę świata powinno się zamknąć za brak zrozumienia a nie nas za to, że zachciało im się robić jakieś wyostrzenia zmysłów akurat na nas -spojrzała na dziewczynę i lekko wzruszyła ramionami. Już nie raz marzyła o zwykłym życiu, bez zmysłów i tego całego ukrywania się.

Isobell

Porcelanowy Chochlik pisze...

Alicia naciągnęła kołdrę po sam czubek nosa, kuląc się i wtulając blady policzek w miękką, ogromną poduszkę. A miała ich mnóstwo! Duże, małe; okrągłe, kwadratowe, prostokątne; jednolite i kolorowe; a nawet włochate i z kilkucentymetrowymi frędzelkami. Zaś gdzieś wśród nich leżał brązowy, pluszowy miś, który robił nie tylko za ozdobę czy pamiątkę, lecz również za nocnego towarzysza.
Jednak powróćmy do naszej chudzinki, która co chwilę pocierała opuchnięte, zaczerwienione oczy, zawzięcie mrugając i wpatrując się w postać Janith, jak i kołyszący się cień kociego ogona. I tylko czasami ziewała, zasłaniając usta dłonią lub żałośnie kichała, niczym rasowy alergik, którego męczą drobinki kurzu czy wszechobecne pyłki roślin. Nie chciała zasnąć. Po raz pierwszy od wielu dni czy nawet tygodni odczuwała tak potężny i irracjonalny lęk. Z jednej strony była gotowa na spotkanie z tym, co kryje się w mroku, zaś z drugiej była zbyt przerażona, by zgodzić się na tak szybki koniec. Przecież miał tyle marzeń! Planów!
- Zaraz rozboli Cię głowa od tego myślenia. - wymamrotała, mając zamknięte oczy, a jej zachrypnięty głos stłumił materiał poduszki, w której dziewczyna schowała aż połowę chorobliwie bladej twarzy.

Alicia

Heckins pisze...

Dziewczyna po prostu wzruszyła lekko ramionami, nie miała za bardzo ochoty gadać co jej robili, jak tu trafiła i tak dalej, z resztą jak zwykle. Miała za złe ludziom to co jej zrobili, to co się jej przydarzyło. Dziewczyna nie mogła się pogodzić z tym wszystkim a to, że dostawała leki, które naprawdę nie były lekami dowiedziała się jak tu właśnie trafiła.
Bell zatrzymała się na chwilę po czym po prostu zeszła ze ścieżki, która prowadziła dookoła szkoły i usiadła sobie na jednej z ławek, które były przy dróżce
-Tak, sama o tym nie wiedziałam. Robili jakiś tajne eksperymenty nie wiem co to było -wzruszyła ramionami -Moi "rodzice" nigdy nie byli moimi rodzicami a to, że byłam chora na cukrzyce okazało się codzienne podawanie jakiś eliksirów czy co oni tam jaką -wzruszyła ramionami patrząc się w pusty mrok przed siebie

Isoabell

Aleksandra Krajewska pisze...

Zaśmiała się widząc jaką już wprawioną ma modelkę. Zdjęcia naprawdę wychodziły fajnie, bo kiedy jakieś zrobiła, zaraz sprawdzała je na małym wyświetlaczu urządzenia. Może nie było widać tam wszystkiego i zdecydowanie lepiej będzie kiedy zgra na komputer, ale już była prwna, że coś z tego będzie.
-Baru? Wiesz, zabierz minie gdzie chcesz!- powiedziała z uśmiechem i znów zmieniły miejsce. Calipse nie wychodziła za często więc nei miała pojęcia o owych miejscach i jak w nich jest, jedynie słyszała co nieco, ale w plotki nie chciałą wierzyć. Wiec pozwoli jej się zabrać gdzie chce.
-Nie, jeśli ma się kucharza za znajomego, to zawsze coś dobrego przyszykuje- mrugnęłą do niej okiem mając na myśli Buzza, który uczył ją gotować.- ale masz racje mogę porównac i się przekonać!
Calipse

Aleksandra Krajewska pisze...

-Nie wiem czy znasz, Pan Buzz. Wpuszcza mnie na zaplecze i uczy gotować, kiedy j powinnam uczyć się czegoś całkowicie innego – powiedziała rozbawiona i zaczesała pasmo niesfornych włosów za ucho i zrobiła kilka kolejnych, dość fajnych zdjęć.- Ale Cii…- mrugnęłą do niej.
I kolejne zdjęcia, było już ich naprawdę dużo. Może i Calipse przesadzała i przemęczała guzik, ale nie chciała by cokolwiek jej umknęło.
-No dobra, myślę, że już starczy i będziesz zadowolona – powiedziała z uśmiechem. Ona też cieszyłą się za wyjście, bo sama wychodzić nie mogłą nigdzie, ostatnie pozwolenie nei skończyło się za dobrze.
Wiec na dzisiejsze wyjście bardzo się cieszyła.

Calipse

raven pisze...

– I o to chodzi, moja droga. Nareszcie odnalazłem kogoś empatycznego, kto potrafi wysłuchać drugiego człowieka. W dzisiejszych czasach, w dobie socjopatycznego kapitalizmu ludzie nie patrzą na emocje. Widzą jedynie pieniądze, dobra materialne oraz korzyści, jakie mogą zaistnieć poprzez kupno czy sprzedaż. Uczuć jednak nie można wystawić za milion dolców na eBayu, prawda? Zawsze wiedziałem, że potrafisz mnie zrozumieć – westchnął, rozmarzonym wzrokiem wodząc po przesłoniętym chmurami niebie. – To miejsce jest straszne. Każde miejsce na Ziemi jest straszne, jeśli przebywa w nim mnóstwo ludzi, a więc hipotetycznie zostałem obiektem nieprzeznaczonym do kontaktów międzyludzkich. Problem tkwi w tym, że ja nie wyobrażam sobie życia bez Was wszystkich. Co powinienem zrobić? W nocy siedzieć w jakiejś odizolowanej jaskini, w dzień zaś powracać do świata żywych?
Niektórzy stwierdzą, że Buzz posiada absurdalną paletę problemów. Poszczęściło mu się jednak, dlatego mutacja to praktycznie jedna z niewielu nieprzyjemnych rzeczy, która śmiała zainfekować jego cudowną egzystencję. Za takiego właśnie uchodził, czyż nie? Idealny chłopiec, idealna rodzina, idealny byt, idealne perspektywy. Wróć! Perfekcja przecież nie istnieje, a jedynie stan do niej zbliżony. To oznaczało, że jego bajkowa, aczkolwiek sztampowa historia posiadała rysę.
– Zrobiłbym coś szalonego, ale z pewnością nie w pojedynkę – oznajmił nagle.

//Buzz

Heckins pisze...

Bell czsami miała dzień albo i kilka pod rząd kiedy po prostu musiała się od wszytskich odciąć mieć troch spokoju i po prostu zapomnieć co dzieje się dookoła. W tej ciemności nie widziała zupełnie nic, nawet gdzie zaczynają się mury zamku, ale to była własnie jedna z takich chwil.
-Chyba już późno, powinnam wracać do pokoju. Podejrzewam, że straż na korytarzu i tak mnie złapie więc wolę iść się wyspać bo bóg wie co znów wymyślą. -skrzywiła się lekko na samą myśl i wstała z ławki. Spojrzała na dziewczynę i usmiechenęła się do niej. Teraz jak już wie trochę jaka jest nawet stwierdza, że może chyba ją polubić. Ale to jeszcze nic pewnego, Bell nie przyzwyczajaj się!
-Dzięki za wyjście, było fajnie do czasu -wzruszyła lekko ramionami po czym dodała -Może kiedyś to powtórzymy jak się nic nie wyda -uśmiechnęła się do niej lekko i powoli ruszyła przed siebie -Do zobaczenia -rzuciła jeszcze i po chwili zupełnie zniknęła w ciemności krążącej wokół szkoły.

Isobell

Porcelanowy Chochlik pisze...

Przyszła po mnie!
W oczach Ali pojawił się cień lęku, a ona sama poruszyła się niespokojnie, naciągając skraj pierzyny po sam czubek nosa. Zaś jej dłonie zacisnęły się kurczowo na ciemnym materiale, aż koniuszki kobiecych palców nieznacznie pobladły. Bała się, chociaż strach był tutaj czymś irracjonalnym i niepotrzebnym. Każdy zmierzał ku Śmierci, jednak droga dziewczyny była o wiele krótsza i trudniejsza.
- Nie jestem jeszcze gotowa. - wyszeptała niewyraźnie, zaciskając powieki i wsłuchując się w bicie własnego serca, które gwałtownie przyspieszyło. W danej chwili była po prostu żałosna i przerażona, niczym małe dziecko, a wszystko za sprawą kilku słów. Oddychaj. Nic Ci nie będzie. Ala powoli otworzyła oczy i usiadła, czując jak kosmyki włosów łaskoczą ją w policzki, na których pojawiły się niezdrowe rumieńce. - To przeciąg. - wyszeptała sama do siebie, pocierając czoło, a na jej buzi pojawiła się najprawdziwsza ulga.
- To tylko przeciąg Janith. Wiatr wpada przez szczelinę pod drzwiami, na korytarzu z pewnością jest otwarte okno. - wytłumaczyła, starając się przekonać o swojej słuszności nie tylko kobietę, lecz przede wszystkim siebie.

ALicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

Męczył ją gorączka o czym świadczyło półprzytomne, błyszczące spojrzenie; nieświadome mamrotanie oraz niezdrowe rumieńce, które pojawiły się na policzkach Ali. Jednocześnie dziewczyna bezustannie kichała, wycierając nos w koniuszek grubej pierzyny. A wyglądała przy tym niesamowicie żałośnie i krucho, niczym worek kości pogrążony w otchłani nieszczęść.
- Co? - jej głos był cichy i drżący, zaś Ala nerwowo oblizała spierzchnięte wargi, ignorując pojedyncze kosmyki, które opadły jej na skronie. A w owym świetle jej włosy zdawały się mieć barwę srebrna czy popieli, kiedy to tworzyły wokół zapadłej twarzyczki coś na wzór aureoli czy puchu. - Ah...nie jestem gotowa na spotkanie z przeznaczeniem. Nie dziś, Janith. - wyszeptała, wpatrując się w kobietę szeroko otwartymi oczyma oraz opadając na liczne poduszki. I kuląc się naciągnęła kołdrę po sam czubek nosa, trzęsąc się z zimna chociaż dzisiejsza noc była ciepła i parna. O tak! Zbierało się na burzę.

Alicia

Porcelanowy Chochlik pisze...

Drobne, drżące dłonie o sinych koniuszkach nerwowo szarpały krawędź jednolitej, grubej kołdry, spod której wystawał jedynie czubek białych włosów oraz para niesamowicie jasnych i dużych oczu. Były tam również spierzchnięte wargi, które nasza kruszyna bezustannie zagryzała lub oblizywała, zerkając ku oknie, w które zaczęła uderzać gałąź drzewa. Raz z razem. A wszystko przy akompaniamencie wiatru, który świszczał i jęczał będąc zapowiedzią burzy.
- To dobrze. - wymamrotała, a jej zmęczoną twarzyczkę rozjaśnił najszczersza ulga, a ona sama usiała na łóżku, opierając się o jedną z największych, kolorowych poduszek. - Jednak czy drzwi są zamknięte? Czy nikt tu nie wejdzie? - kolejne słowa Ala wypowiedziała z lekkim roztargnieniem, a nawet lękiem, jak gdyby spodziewała się, że ktoś, a raczej COŚ przekroczy próg pokoju.
Nic Ci nie grozi. Nie jesteś dziś sama. Już nie. - dziewczyn zamknęła oczy i wzięła głęboki oddech, zdmuchując z twarzy kilka jasnych kosmyków.
- Z chęcią i dziękuję. Dziękuję, że nie poszłaś.

Alicia