niedziela, 14 lipca 2013

Sometimes I hear you calling from some lost and distant shore...

(1) (2) (3) (4) (5)





Miles Jenkins

lat dziewiętnaście, urodzony w Sanford na Florydzie
osierocony w wieku sześciu-siedmiu lat.

pirokineza, która uaktywniła się na krótko przed osiemnastym rokiem życia i wciąż nie jest dostatecznie opanowana.

taki tam, zwykły chłopak (choć nie do końca się za takowego uważa, głównie przez swoją nadprzyrodzoną zdolność), zdarza mu się wypić i zapalić.
woli chłopców, to dość istotny fakt.
uczniem ośrodka w Recifle jest stosunkowo od niedawna
znaleźć go można w pokoju 1a.





13 lipca 2011
Zaczynam pisać i żałuję tylko tego, że zebrałem się na to dopiero teraz. (…)
Miałem około siedmiu lat, kiedy trafiłem do sierocińca. Pamiętam pożar. Wielki, bo cały nasz dom stał w płomieniach, paliło się dosłownie wszystko. Na dodatek to była noc i ogień wkradł się również do pokoju, który dzieliłem ze starszym o cztery lata bratem, Calebem. Może po jakiejś chwili obudziłbym się sam, a może i nie… ale na szczęście Caleb wstał szybciej i wyciągnął mnie z łóżka. Trzymałem się kurczowo jego ręki, kiedy wybiegaliśmy na korytarz i zmierzaliśmy w stronę schodów, których poręcz była już pożerana przez płomienie. I właściwie, to są to tylko urywki, które pamiętam w miarę wyraźnie. Ciężko było nam oddychać przez dym, który wypełniał już wszystkie pomieszczenia, ale jakimś cudem udało nam się wydostać na zewnątrz. Sąsiedzi z domu obok wybiegli nam naprzeciw i odciągnęli na bezpieczną odległość. Chyba właśnie oni wezwali straż pożarną, która zjawiła się niedługo potem. (…) Cały czas pytałem o rodziców, o to dlaczego jeszcze ich tu nie ma. Do samego końca nie traciłem nadziei na to, że się wydostaną… (…) Później nas zabrano, przekazywano z rąk do rąk, aż wreszcie obaj wylądowaliśmy w domu dziecka. Tak po prostu z dnia na dzień staliśmy się sierotami i nikt nie był w stanie wyjaśnić, jak doszło do pożaru. (…) Na krótko przed moimi jedenastymi urodzinami pojawili się ludzie, którzy zaczęli się starać o to, żeby stworzyć mi dom. Niestety nie mogli (czy też nie chcieli) wziąć razem ze mną mojego brata. Naprawdę niewiele kojarzę z tamtego okresu, bo trochę czasu minęło od tych wszystkich zdarzeń. W końcu dziś mam już siedemnaście lat i nowy dom. Jednak jestem pewien, że pożegnania z bratem nie zapomnę nigdy, tak jak tego pożaru. To wspomnienie po prostu wryło się w moją pamięć i nic nie zdoła go wymazać. (…) Caleb obiecał, że pewnego dnia mnie odnajdzie, gdziekolwiek nie wyląduję… i nieważne, jak bardzo nasze drogi się rozejdą, on zrobi wszystko, żeby mnie znaleźć i żebyśmy zawsze mogli być razem. Bo jesteśmy rodziną, prawdziwą i żaden inny człowiek nam jej nie zastąpi.

29 czerwca 2012
Wczoraj stało się coś strasznego, dom prawie spłonął. To tak, jakby koszmar z dzieciństwa powrócił, żeby o sobie przypomnieć… a może to wróciło dlatego, że znów zacząłem rozpamiętywać? (…) Pamiętam, że ktoś w szkole mnie wkurzył, a gdy wróciłem i zamknąłem się w pokoju, nie mogłem już na niczym skupić myśli. Nagle zaczęło mi się robić gorąco i to do tego stopnia, że nie byłem w stanie tego znieść. Czułem się tak, jakbym cały płonął od wewnątrz. Dosłownie. Z trudem dźwignąłem się z łóżka i ruszyłem w stronę okna, żeby je otworzyć, bo miałem wrażenie, że zaczynam się dusić, ale zanim dostatecznie się do niego zbliżyłem, zasłona zaczęła się palić. Tak po prostu! Cofnąłem się pod ścianę i z coraz bardziej rosnącym przerażeniem obserwowałem to, co działo się przede mną… płomień, jak żywy przeszedł leniwie na biurko, następnie ześlizgnął się na podłogę i zaczął pochłaniać dywan. Nie zdążyłem dopaść drzwi, a ogień już tam był. Upadłem. Zrobiło mi się tak strasznie słabo, że nie dałem rady ustać na nogach. Zaschło mi w gardle i nie mogłem wydobyć z siebie głosu, żeby chociaż zawołać po pomoc. (…) Nie wiedziałem już, czy to mi się śni, czy może dzieje się naprawdę… ale zamknąłem oczy i zacząłem sobie wmawiać, że to wszystko jest nieprawdą, że zaraz zniknie. Potrzebowałem się uspokoić, choć to brzmi raczej niedorzeczne, jeśliby się wczuć w tę całą sytuację. Ale to pomogło, bo kiedy uchyliłem powieki, po pożarze nie było już śladu. Pozostał jedynie zapach spalenizny, który mógł poświadczyć o tym, co jeszcze chwilę temu widziałem. Żadnych zniszczeń, tylko ten duszący zapach. (…) Nikomu o tym nie powiedziałem, po prostu wywietrzyłem pokój. Czułem, że wzięliby mnie za wariata, gdybym opisał to komukolwiek, bo nawet mnie wydawało się to nieprawdopodobne.

3 lipca 2012
Dziś znów jest mi gorąco, dokładnie tak, jak wcześniej. Boję się, że zaraz wszystko dookoła mnie zacznie się palić… może jestem chory psychicznie? Nie sądzę, bym miał z kim o tym porozmawiać. Czuję, że moi przybrani rodzice by tego nie zrozumieli. (…) Nadal wierzę w to, że brat po mnie przyjdzie.

13 lipca 2012
Niedawno wróciłem do domu i jestem maksymalnie podekscytowany! Zaczynam wierzyć w to, że potrafię władać ogniem, poważnie. (…) Jest w szkole taki chłopak, George. Nie tylko na mnie się uwziął, bo irytuje większość uczniów, ale dziś ewidentnie przegiął z docinkami w moją stronę, a tego nie lubię. Nie wdawałem się z nim w głupią wymianę zdań i milczałem uparcie, za to w myślach wyklinałem go od najgorszych. I był moment, kiedy sięgnął po papierosy i zapalniczkę… skupiłem całą swoją złość na płomieniu, którym George przypalał końcówkę trzymanego w ustach papierosa, a ten w ostatniej chwili buchnął mu prosto w twarz, aż zatoczył się do tyłu i padł na plecy. Wszyscy obecni przy tym uznali to za jakiś dziwny wypadek, ale ja właśnie wtedy uwierzyłem, że nie wariuję, że coś jest na rzeczy. (…) W domu podwędziłem ojcu zapalniczkę i zamknąłem się z nią u siebie w pokoju. Odpaliłem ją i tak długo patrzyłem w płomień, aż ten nie powiększył co najmniej trzykrotnie. (…)

20 października 2012
Odkryłem, że jeśli mocno skupię się na płomieniu i dopiero wtedy włożę w niego rękę, to się nie poparzę.

1 grudnia 2012
Nie do końca wiem jak to możliwe, ale nie potrzebuję zapalniczki do tego, żeby wzniecić ogień. (…) Dziś w szkole nogawka George’a zaczęła się palić, gdy bardzo tego zachciałem.

(…)

13 lipca 2013
Doprawdy nie wiem jak się tutaj znalazłem. Śmieję się, że wylądowałem na końcu świata, choć właściwie to tak się czuję i jak teraz o tym piszę, to wcale mnie to nie śmieszy. Chociaż przynajmniej nie jestem tutaj sam. W tym miejscu jest wiele osób podobnych do mnie, bo oni też są… nienormalni. Jakkolwiek to brzmi. I nie wszyscy też radzą sobie z tym, co potrafią.
Caleb… jak Ty mnie teraz odnajdziesz?



ostatnia aktualizacja: 4 sierpnia 2013
no to się witam razem z Milesem i mam nadzieję, że taka forma karty będzie odpowiadać.
z czasem pewnie coś pozmieniam, jak to ja, no ale teraz niech jest, tak jak jest.
w tytule fragment z kawałka RED - Hymn for the missing.
na zdjęciach Kris Kidd, natomiast łapka z płomieniem z jakiegoś tumblra.

50 komentarzy:

YourFuckingSunshine pisze...

Dzisiaj prawie przesadził, wiedział o tym doskonale, świadczyły o tym zawroty głowy oraz zakrwawione ubranie, już nie wspominając o ranach, które zadał sobie sam podczas zajęć podobno pomocnych w ujarzmieniu posiadanych mocy. Został opatrzony, to fakt, spytano się go kilkakrotnie, czy wszystko w porządku, to też prawda, ale to że był zbyt uparty było już wręcz faktem niepodważalnym, wolał skłamać że wszystko jest w porządku, niż skorzystać z pomocy lekarzy, bo do nich z jakiegoś powodu był po prostu uprzedzony.
Kiedy dotarł do drzwi swojego pokoju czuł się, jakby przebiegł maraton, a wyglądał, jakby wrócił z wojny, oczywiście oba zdarzenia nie miały miejsca.
Marzył o tym, żeby zniknąć, ale najpierw zmienić ubranie na czyste i oczyścić też samego siebie.
Kiedy naciskał klamkę stwierdził, że jest nienormalny, bo rany, krew i to wszystko było dla niego prawie chlebem powszednim, ale kiedy wszedł do pokoju i rozejrzał się po nim miał wrażenie, że zwariował.
Oczywiście, pokój dwuosobowy zobowiązywał do tego, aby znajdowały się w nim dwie osoby, już sama nazwa na to wskazywała, ale odkąd tu był mieszkał sam i tak do teko przywyknął, iż nie sądził, że w pokoju zastanie kiedykolwiek drugą osobę.
- Ee… cześć? – wypowiedział pytająco, jego angielski wciąż miał w sobie jeszcze ten twardy, niemiecki akcent, którego nijak nie dało się zatuszować.
I już nawet nie przejmował się, że jest pobrudzony krwią, na dodatek własną, teraz cała jego uwaga skupiała się prawie jak celownik pistoletu, na jednym, bardzo konkretnym obiekcie płci męskiej. Teraz, w pierwszych chwilach miał go prawie za intruza.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Mógłby teraz przeklinać na czym świat stoi, że nie uprzedzono go o współlokatorze, że pokazał się w takim stanie – zmęczony i zanieczyszczony, a miał to za pewną ujmę w oczach drugiego człowieka. Dlatego nie spodobało mu się to zainteresowanie ze strony nowego, powinien nie zareagować, odpowiedzieć tylko na powitanie i na tym skończyć zarówno tę rozmowę, jak i pogłębianie ich znajomości.
- Nie dosłyszałem jak masz na imię – odpowiedział spokojnie, aczkolwiek zdawał sobie sprawę z faktu, że nie powinien unikać odpowiedzi na to niedorzeczne pytanie.
Odruchowo cofnął się o krok, gdy jego nowy współlokator wstał i chyba postanowił się zbliżyć. Nie spodobało się to Leonowi na tyle, by w końcu ruszyć się z miejsca i uniknąć jakiegokolwiek większego kontaktu z ciemnowłosym chłopakiem.
Jakkolwiek śmieszne by to nie było, to po swojej stronie pokoju czuł się bezpieczniej, dlatego już nie tak nerwowo wyciągnął z szafy świeże ubrania i uciekł do łazienki, pod prysznic, który może nie trwał długo, ale z pewnością uspokoił go i dał poczucie kontroli nad sytuacją.
Kiedy wyszedł z łazienki w podkoszulku, luźnych spodniach i z mokrymi włosami jego współlokator nadal tam był. A taką miał nadzieję na to, że zrozumiał i postanowił się ulotnić.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Zatrzymał się na krótko przed dotarciem do własnego łóżka, bo chłopak znajdujący się w pokoju akurat wtedy musiał przerwać ciszę. Leon łypnął więc na niego raz, a później drugi i przetarł twarz, na którą leciały kropelki wody ściekające z mokrych kosmyków włosów.
- Leon, ale pewnie ci o mnie to powiedziano – odparł i od razu zastanowił się nad tym, czy poza imieniem i nazwiskiem Miles został poinformowany o czymś jeszcze. Może o wieku? Wątpił, aby chłopak dostał szczegółowe informacje na jego temat i może to i źle, bo gdyby wszystko wiedział to zapierałby się rękami i nogami, byle nie dzielić z nim przestrzeni. – Trochę ponad pół roku, to niedużo, inni są tu o wiele dłużej – odpowiedział dość wyczerpująco jak na siebie.
Też mógłby teraz zadać pytanie, jakkolwiek zainteresować się osobą Milesa, bo teraz, kiedy powoli przechodziło mu ogólne niezadowolenie był ciekaw osoby, z którą przyszło mu obcować. Pozostawał jednak uparcie niewzruszony i w końcu dotarł do łóżka, na którym ułożył się ostrożnie, doskonale wiedząc, że nie powinien naruszyć ran.
Położył się na boku, twarzą do Milesa i starał się chociażby z samej obserwacji ocenić jego osobę, ale poza tym, że prawdopodobnie byli rówieśnikami nic nie przyszło mu nic do głowy.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Podążył wzrokiem za spojrzeniem Milesa i natrafił na swoje ręce, które nieopatrznie odkrył i z własnej głupoty teraz mógł spodziewać się pytania o blizny, które wyglądały, jakby ktoś po prostu postrzelił go wiele razy, czasami może i nawet trafiając na wylot.
- Nie gap się – wypowiedział, wciąż spokojnie, aczkolwiek stanowczo, bo nie dałby sobie teraz stracić nad sobą panowania, za nic w świecie nie odkryłby się jeszcze bardziej.
Pytanie, znowu z serii tych niedorzecznych, na które odpowiedź jest wręcz oczywista. Każdy, kto tutaj przybył czuł się, jakby trafił do filmu, ale w przypadku Leona była to naprawdę przyjemna odmiana zarówno po tym, co przeszedł jak i po całej ucieczce z kraju, do której był zmuszony, a którą tak ciężko było mu sobie wybaczyć. Wychowywany był bowiem na człowieka, który wszystko zrobi dla kraju, włącznie z rozpętaniem wojny, nawet bratobójczej jeśli zaszłaby taka konieczność.
-Tak, ale z całą pewnością nie tylko ja miałem takie wrażenie. To normalne, że się tak czujesz, przywykniesz, Miles – odpowiedział i już w tej chwili ujawnił się jego nawyk zwracania do innych po imieniu, albo też częstego kończenia nim wypowiedzi, tak jak zrobił to w tej chwili.

Leon

kiraj pisze...

[ Co ty na to, żeby się o coś pożarli i Fabian się przypadkowo podjara w dosłownym tego słowa znaczeniu? :> ]

F. E. Maverick

Aleksandra Krajewska pisze...

[No to już mam pomysł - pirokinetyk tak? Calipse się boi ognia. Teraz będzie trzeba tylko wymyślić gdzie i jak może się ja przestraszyć przypadkowo, w jakich okolicznościach.]
Calipse

YourFuckingSunshine pisze...

Leon na pewno nie śnił o tym, aby wrócić do rodzinnego Füssen. Owszem, tęsknił za ojczyzną, bo tak był wychowany i chciałby się jej przysłużyć, pomimo faktu, że znienawidziłby przez to samego siebie jeszcze bardziej.
- Uwierz mi, że to miejsce jest o wiele lepsze, niż opcja, że mogliby na tobie przeprowadzać jakieś badania, bo masz zmutowane geny – oświadczył tak, jakby go ta wypowiedź kompletnie nie dotyczyła. Jakby tylko przypuszczał, a nie wiedział o tym, że taka opcja jest jak najbardziej możliwa. W rzeczywistości po prostu dobrze się krył i do czasu, aż nie zaczynano zadawać mu pytań dotyczących przeszłości nie tracił panowania nad sobą, dopiero gdy miał cokolwiek opowiadać nadchodziła niepewność i drżenie głosu, które po prostu go wydawały.
Odetchnął głęboko i przewrócił się na plecy, zdawać by się mogło, że stracił zainteresowanie Milesem, ale tak nie było. On po prostu doszedł do wniosku, że z natarczywego przypatrywania się chłopakowi już raczej nic nie wyciągnie, więc wolał się od tego powstrzymać.
- Tu przynajmniej masz spokój i się czegokolwiek nauczysz – wypowiedział, ale mimo całego opanowania dało się słyszeć kpinę w jego głosie. Odkąd tu przebywał nauczyciele niewiele mu dali, może poza nauką prawdziwej historii, ale jeśli chodzi o moc, to więcej nauczył się, kiedy był sam, kiedy mógł się forsować i doprowadzać na skraj wytrzymałości, tylko po to, aby się samodoskonalić.

Leon

Aleksandra Krajewska pisze...

[ Z chęcią zaczne tylko wpierw zrobię posprzątam :) a jak się bedziesz nudzić to zapraszam do zaczęcia]

Aleksandra Krajewska pisze...

Calipse

YourFuckingSunshine pisze...

Prychnął ze wzgardą słysząc słowa Milesa. Nie wierzył w to, że właśnie tu nauczą go jak nad sobą panować, ufał sobie i własnej samowystarczalności, której był uczony od dziecka, nie mógł się użalać nad sobą, wołać o pomoc za każdym razem, gdy wpadał w kłopoty.
- Miles, bez ograniczeń człowiek jest w stanie nauczyć się o wiele więcej – wypowiedział bez cienia wątpliwości w głosie, bo naprawdę w to wierzył, nawet jeśli nauka prowadziłaby do samozagłady, to byłoby warto, a tutaj był pilnowany, kiedy przesadzał – przerywano mu i dlatego nie było widać postępów. W Neuschwanstein przynajmniej nie zważano na jego stan zdrowia, a na to, czy zbliżają się do ustalonego celu.
Zmarszczył brwi słysząc ton, jakim chłopak wypowiadał kolejne słowa. Zapewne w zamiarach miał zapytać o coś delikatnego, może o ręce, albo o to, dlaczego tu jest, tego Leon nie potrafił mimo wszystko przewidzieć.
Uspokoił się. Najwyżej uniknie odpowiedzi, miał już w tym przecież niezłą wprawę, podobnie jak w kłamaniu i udawaniu kogoś, kim nie był.
- To zależy o co chcesz zapytać, ale próbuj, może odpowiem – oznajmił nadal nie odrywając swojego wzroku od sufitu, który wcale nie był aż tak pasjonujący, by prowadzić jego dokładne obserwacje, ale lepszy taki cel, niż sunięcie wzrokiem po raz kolejny po Milesie, którego osoba jak na złość mu nadal niewiele mówiła.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Padło jedno z tych pytań, które przewidywał, było o tyle wygodne, że Miles nie sprecyzował o co dokładnie chodzi, czy o sposób w jaki powstały, czy może o samą przyczynę, więc Leon wolał wykorzystać nieścisłość niżeli kłamać w dość istotnej kwestii, jeśli o jego osobę chodzi.
- Są po kulach – odpowiedział mimowolnie zwracając swoje spojrzenie na przedramiona, które nie wyglądały tak najgorzej, w porównaniu z klatką piersiową na przykład, ale ta na szczęście była bezpieczna od spojrzenia Milesa pod materiałem koszulki.
Ciekawiła go jedna kwestia. Jego współlokator oznajmił, że dla niego ograniczenia będą w jakimś stopniu przydatne, więc od razu nasuwało się pytanie o moc, którą chłopak dysponował.
- Dlaczego tu jesteś? Co potrafisz, Miles? – zapytał po raz pierwszy od rozpoczęcia ich rozmowy, a tym samym okazał jawne zainteresowanie. Nie wiedział, czy to dobrze, czy źle, ale uznał, że skoro on grzecznie odpowiada na zadawane pytania, to chłopakowi też to nie zaszkodzi, a przynajmniej nie będzie musiał snuć domysłów na temat powodu pobytu Milesa tutaj.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

- Innymi słowy, jeśli będziesz coś tu kombinował ze swoją mocą, to część szkoły może pójść z dymem. Cudownie – wypowiedział chłodno, ponieważ niespecjalnie podobała mu się możliwość, że Miles próbowałby swoich sił panowania nad żywiołem w ich pokoju i zostałby przez chłopaka spalony żywcem. Nie tak wyobrażał sobie własną śmierć, zdecydowanie powinna ona być mniej przypadkowa.
Przeciągał chwilę odpowiedzi na zadane pytanie. Nie lubił opowiadać o tym, czym jest, bo było to na tyle zawiłe, że zdecydowanie potrzebowałby więcej słów na wyjaśnienie, niż taki Miles, ale on po prostu nie lubił się za bardzo rozwijać w swoich wypowiedziach.
- Jestem tak zwaną żywą bronią - mruknął niechętnie i zdał sobie sprawę z tego, że od bardzo długiego czasu nie musiał tego nikomu wyjaśniać, tłumaczyć, bo tak naprawdę podczas pobytu tutaj nie zacieśniał relacji z innymi uczniami. – Potrafię strzelać głównie nabojami za pomocą swojego ciała – dopowiedział po chwili milczenia, nawet nie spojrzał na chłopaka, żeby zobaczyć jego reakcję.
Miał nadzieję tylko, że jego współlokator jest na tyle bystry, by zrozumieć, że wszystkie blizny nie powstały na skutek strzelania do niego, a z niego, więc różnica była diametralna, bo już nie można było mu współczuć, że ktoś go pokrzywdził, skoro zrobił sobie wszystko sam.

Leon

cisza. pisze...

[Uwielbiam pierwsze zdjęcie. Mogę prosić o wątek? ;)]
Katherine

YourFuckingSunshine pisze...

- Nie, nie tylko ty masz jakieś powiązanie z ogniem – potwierdził hipotezę Milesa i znów przewrócił się na bok, ponieważ stwierdził, że ułożenie zabarwień na suficie zna na pamięć i nie ma sensu robić sobie z tego którejś powtórki. – Spaliłeś już coś, że się tak przejmujesz? – zapytał unosząc lekko brew, co było zjawiskiem dość niezwykłym, jeśli zwrócić uwagę na fakt, że na jego ekspresja twarzy była raczej okrojona do najpotrzebniejszego minimum.
Jego spojrzenie znów przesunęło się mozolnie po sylwetce Milesa i miał ochotę przez to skierować pocisk wprost do swojej głowy, która nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że chłopak nie pobudza w żaden sposób jego wyobraźni, bo nie może tego robić.
Gdyby mógł, zakazałby Milesowi być takim, to znacznie bardziej ułatwiłoby im nawiązanie względnie dobrych stosunków, bo Leon nie musiałby sięgać po swoją najskuteczniejszej linii obrony – odpychania od siebie drugiego człowieka poprzez bycie nieprzyjemnym w obyciu.
Był zdenerwowany na siebie, ale że złość powstała w wyniku niby niewinnego przypatrywania się Milesowi, to wolał powrócić do kontemplacji sufitu.
Nie mógł go pociągać chłopak, nie było o tym mowy, nie w ten sposób go wychowano i nie tak widział samego siebie, koniec i kropka.

Leon

cisza. pisze...

[Dobra, niech będzie, zacznę :) Jednak zrobię to dopiero jutro, ponieważ dzisiaj już słabo myślę.]
Katherine

YourFuckingSunshine pisze...

- Parę? – zainteresował się, tym razem już całkowicie jawnie. Wiedział, że każdy, kto panował nad którymś z żywiołów miał z nim też jakieś przygody, niekoniecznie przyjemne. Nie było w tym nic dziwnego. Miles po prostu nie wyglądał mu na kogoś, kto podpaliłby coś z premedytacją, ale pozory mogły mylić, bo on sam nie wyglądał na kogoś, kto w zamiarze miał posłużyć do mordu na ludziach.
Kiedy tylko kątem oka zaobserwował ruch na łóżku chłopaka, zwrócił twarz w jego stronę, tylko na chwilę, bo był to czysty odruch, który pojawił się jakby z obawy, że Miles jednak może mu w jakiś sposób zagrażać. Już po kilku sekundach, gdy był pewien tego, że nie zostanie mu zaraz poderżnięte gardło powrócił do przypatrywania się sufitowi. Miał ochotę wyśmiać własną paranoję.
- Nie wiem, gdzie palą inni, ja to robię w pokoju – odpowiedział spokojnie i przymknął powieki, zdawać by się mogło, że miał zamiar zasnąć, ale w rzeczywistości tak lepiej było mu ogarnąć chaos we własnej głowie, uspokoić się. – I nie, nie będzie mi przeszkadzać, jeśli ty też będziesz tu palił – odpowiedział jakby z obawy, że chłopak zada kolejne pytanie i znów niepotrzebnie zwróci na siebie jego uwagę.
Prawie wbrew swojej woli znów przekręcił głowę, po to by spojrzeć na Milesa. Był po prostu ciekaw, czy chłopak skorzysta z zapalniczki, czy z własnej mocy, bo gdyby on miał możliwość wyboru i byłby na miejscu chłopaka pewnie zaryzykowałby i zdecydował się na drugą opcję.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Idiotyzm, opowiadał o sobie tak znaczące fakty całkowicie nieznanej osobie. Równie dobrze, mógłby zaczepić kogoś na ulicy i powiedzieć, że rzyga krwią, bo jest jak chodzący skład amunicji, przy czym sam jest bronią palną. Ach, nie, to nie byłoby to samo, ponieważ Miles też był zmutowany, nienormalny, inny…
Uspokoić, musiał się uspokoić, bo już czuł to nieprzyjemne mrowienie w przedramieniu, jakby coś prześlizgiwało się pod jego skórą. Starał się zignorować to uczucie, nie patrzeć na własne ramię i poskutkowało, bo kiedy dotknął skóry w miejscu, w którym przed chwilą coś czuł, okazało się, że nic tam nie było.
- Ze mną jest tak, że bardziej zagrażam samemu sobie niż drugiej osobie – wypowiedział z odrobiną goryczy w głosie. Usiadł na łóżku, pod samą ścianą, ale w ten sposób, przynajmniej nie musiał wykręcać głowy pod dziwnym kątem, aby patrzeć na Milesa. Dopiero gdy usiadł, zorientował się, że wciąż dotyka swojego ramienia, udał więc, że musiał się podrapać i opuścił rękę, z pewnością nie było to zbyt przekonujące. - Świadomie nie zabiłem nikogo, nieświadomie… na drodze mojej kuli pewnie kiedyś ktoś stanął – sprostował, ale mimo tej świadomości nie czuł wyrzutów sumienia, przecież cel uświęcał środki, tak mu mówiono. Jego celem było zapanowanie nad własnym ciałem, a jeśli ktoś pojawił się w nieodpowiednim momencie i niewłaściwej porze… to już go nie obchodziło.
Tak, okłamywał się, najchętniej opłakałby wszystkich, którzy przez niego kiedykolwiek ucierpieli, ale do tego tak trudno było się przyznać…

Leon

kiraj pisze...

Fabian był w wyjątkowo podłym nastroju od samego rana. Nie zdążył zjeść śniadania ani nawet napić się herbaty, potem prawie spadł ze schodów, bo śpieszył się żeby zdążyć na zajęcia, a kiedy już wpadł do sali dosłownie trzydzieści sekund po reszcie grupki, to w nagrodę został przywołany do odpowiedzi i chyba tylko cud uratował go przed niedostaniem jedynki.
Na ostatniej lekcji myślał już tylko i wyłącznie o tym gdzie można się zwinąć i spędzić parę godzin, tak byle do wieczora. Całych czterdzieści pięć minut gwizdał sobie wesoło mając zupełnie gdzieś to, że nauczyciel co jakiś czas zwraca mu uwagę z każdym upomnieniem coraz bardziej się denerwują i purpurowiejąc na twarzy.
Tak, tak. Na zajęciach miał nie używać swoich mocy, ale generalnie miał ten zakaz w nosie i robił co mu się rzewnie podobało odcinając się od reszty świata. Cisza było cudowna, tym bardziej kiedy zamknęło się oczy i słychać było tylko własne gwizdanie. Ostatnio uczył się tego jak panować nad wyciąganiem pojedynczego dźwięku, kiedy wszystkie są sprowadzane do zera. To nie było proste, ale szło mu już całkiem nieźle. Pewnie dlatego, że kiedy się nudził to trenował, a kiedy się przetrenowywał, to miał te śmieszne duszności i zwroty głowy. Na szczęście one zdarzały się bardzo rzadko i musiał naprawdę dużo nie spać oraz źle się odżywiać, żeby mieć takie skutki uboczne po używaniu mocy.
Kiedy wszyscy zaczęli wstawać z ławek, to zrozumiał, że nadszedł koniec lekcji. Ha, to śmieszne nawet dzwonka nie słyszał. Postanowił sobie w duszyczce, że następnym razem to na nim spróbuje skupić uwagę. Przynajmniej wtedy go usłyszy.
Niestety pomyślnie zakończone ćwiczenia niewiele pomogły na zły nastrój. Chłopak nadal chodził trochę nabuzowany, no i w końcu skończyło się na tym, że pokłócił się z takim jednym chłopakiem, starszym od niego o chyba dwa lata.
- Daj spokój i tak ja mam rację - parsknął na odczepne i już miał sobie iść i nie psuć nerwów, kiedy nagle poczuł jak pali mu się bluza. Od rąbka aż wyżej po sam rękaw. Od razu ją z siebie zrzucił.
- Czy ty masz nierówno pod sufitem?! - naskoczył na niego.
Okej, mogli się kłócić, ale nikt nie mówił, że musi go chłopak od razu podpalać. To było trochę nie fair, a Fabian jak to Fabian nie wierzył w przypadki.

F. E. Maverick

zawrót głowy. pisze...

[może wątek z Amelie? ;>]

Amelie

YourFuckingSunshine pisze...

Dzień, jak co dzień. Wstać, umyć się, przygotować na zajęcia i nastawić psychicznie na przebywanie cały dzień wśród innych ludzi, ba, jakby tego było mało dziś miały być też zajęcia, na których wszyscy ćwiczyli kontrolę nad sobą. Cóż, plus małej grupki osób w jednej klasie był taki, że przynajmniej nauczyciel mógł poświęcić trochę czasu każdemu z uczniów.
Kiedy nadszedł czas Milesa Leon mimowolnie przypatrywał się temu, jak chłopak najpierw radzi sobie z płomieniem, a później traci nad nim kontrolę. Nawet ze swojego miejsca z tyłu klasy poczuł zapach spalonego materiału. Pewnie nadal patrzyłby na okaleczoną skórę swojego współlokatora, gdyby nie został wywołany przez nauczyciela.
Nie dość, że Miles pojawił się w szkole, w jego pokoju, to jeszcze teraz miał polecenie, aby się nim zająć i zaprowadzić do szkolnego lekarza, bo przecież już dzieciak wystarczające poruszenie wywołał.
Nie miał zamiaru się wykłócać i z klasy wyszedł z Milesem. W zamiarze miał go zaprowadzić, bez słowa, nawet w planach miał nie obracać się i nie oglądać, aby sprawdzić, jak się czuje, czy da radę iść, czy zaraz nie upadnie z powodu niewątpliwie odczuwanego bólu, ale to były tylko zamiary.
- Dasz radę iść sam? – rzucił po prostu, bez troskliwego spojrzenia, czy nawet łagodnego tonu głosu. Od klasy odeszli już kilka kroków, ale od gabinetu lekarza szkolnego nadal dzielił ich spory dystans.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Miał oponować, bo polecenie nauczyciela było inne, a on przywykł do wykonywania poleceń bez względu na wszystko i pewnie zrobiłby to, co mu kazano. Mógłby nawet na siłę zaciągnąłby Milesa do lekarza szkolnego, aby ten opatrzył ranę, ale wtedy chłopak złapał go za ramię. Wzdrygnął się. Był to czysty odruch, bo nie lubił, gdy ktoś go dotykał bez wyraźnej chęci, albo przyzwolenia.
Przez chwilę, kiedy myślał, jak bardzo nie odpowiada mu to, że Miles odważył się go tknąć, był zupełnie jak kukła. Nie był w stanie sprzeciwić się działaniom chłopaka i przez to został zaciągnięty w boczny korytarz.
Milczał i sterczał tak, jak go ustawiono, a dopiero w chwili, gdy jego współlokator usiadł na podłodze dotarło do niego, że powinien cokolwiek ze sobą zrobić.
Usiadł pod ścianą po przeciwnej stronie korytarza. Sięgnął do kieszeni po zapalniczkę i papierosy. Jednego z nich umieścił pomiędzy wargami. Podpalił i zaciągnął się, dopiero po tym schował zarówno paczkę z używkami jak i zapalniczkę.
Przytrzymał papierosa pomiędzy palcami przez chwilę, zrobił to głównie po to, aby wypuścić obłok dymu z ust.
- Nie dotykaj mnie więcej – rzucił spokojnie, a później zmierzył Milesa chłodnym, nieprzyjemnym spojrzeniem, jakby chciał mieć pewność, że chłopak zrozumie i nie odważy się więcej do niego aż tak zbliżyć.

Leon

cisza. pisze...

Jeden krok. Drugi krok. Trzeci krok. Stąpała po kamienistym murku przed szkołą. Przed chwilą skończyła lekcje i nie miała, co ze sobą zrobić. Zapowiadało się na deszcz, więc chciała jak najlepiej wykorzystać czas ładnej pogody. Mimo wszystko, takie bezsensowne chodzenie dosyć szybko jej się znudziło. Zeskoczyła, więc ze swojego "wybiegu" i ruszyła wzdłuż szkoły. Jeszcze nie poznała jej całkowicie. Wiele rzeczy pozostawało dla niej tajemnicą, a zapewne parę ukrytych miejsc czekało na odkrycie.
Szła przed siebie aż w pewnym momencie natknęła się na drabinkę. Spojrzała w górę. Czyżby prowadziła na dach? Nie trzeba było długo czekać na krok ze strony Kat. Dziewczyna szybko rozejrzała się na boki, po czym zaczęła wspinaczkę na samą górę.
Po jakimś czasie stanęła na dachu. Dziwnie było obserwować tereny szkolne z takiej wysokości. Przeczuwała, że to miejsce w najbliższej przyszłości nie raz zostanie przez nią odwiedzone. Czuła się w pewien sposób wolna, znajdując się tutaj. Okręciła się wokół własnej osi i dopiero wtedy spostrzegła, że nie tylko ona odkryła to odludzie.
- Hej - przywitała się z niepewnym uśmiechem. Chłopak zapewne miał z niej niezły ubaw. - Czyżbym przeszkadzała? - dodała po chwili, obejmując się rękoma. Zrobiło jej się zimno przez wiatr, który przybrał na sile.

Katherine

YourFuckingSunshine pisze...

Miles usiadł obok, przez co Leon o mało nie wypuścił papierosa trzymanego pomiędzy palcami. Wolał się jednak odsunąć i zrobił to, nawet jeśli powiększenie dystansu wynosiło kilkadziesiąt centymetrów – było warto, chociażby dla pewności, że nie zostanie dosięgnięty przez rękę chłopaka.
- Nie boję się i nie usiłuję spowodować, abyś ty zaczął się mnie bać. Chcę, żebyś się po prostu odczepił – Leon prawie warczał na Milesa i już czuł rozchodzącą się po jego ciele irytację.
Uspokoić się, tylko to w tej chwili musiał, uświadomienie Milesa w tym, jak bardzo jest przez niego niepożądany zeszło na dalszy plan.
Zamknął oczy, ale nawet w takim stanie trudno mu było odszukać swoje wieczne opanowanie. Zacisnął pięści mocno, zupełnie nie zważając na to, że w dłoni nadal przecież trzymał żarzącego się papierosa. - To, że mieszkamy w jednym pokoju nie oznacza, że muszę cię lubić, ty tym bardziej nie masz tego obowiązku – wypowiedział stosunkowo szybko jak na siebie, nie cedził każdego wyrazu tak, jak miał to w zwyczaju robić. – Więc Miles, przywyknij do myśli, że nie chcę mieć z twoją żałosną osobą zbyt wiele wspólnego – oznajmił i otworzył oczy, ale nie spojrzał na chłopaka. Bolało go to, co mu mówił, bolała go nawet świadomość, że może właśnie odpychał osobę, którą byłby w stanie znieść dłużej niż wynosiła konieczność…
Ale nie, do tej pory dawał sobie doskonale radę sam, bez tych wszystkich przyjacielskich pogaduszek i przede wszystkim bez cholernego pragnienia, żeby po raz kolejny przesunąć spojrzeniem po sylwetce chłopaka…

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Przewidywał wprawdzie, że po wszystkim, co usłyszał Miles odejdzie, ale nie przypuszczał nawet, że jak już zniknie to na tak długo.
Po całej ich rozmowie Leon wrócił do pokoju, prawdopodobnie zastrzeliłby kogoś, gdyby miał przetrwać jeszcze jakieś zajęcia, ale nie mógł stwierdzić, czy takie przebywanie w samotności było dla niego dobre.
Zabicie wyrzutów sumienia nie było takie proste, bo pomimo pozorów to i on potrafił czuć się winnym. Starał skupić się na czymkolwiek, przedłużał nawet jedzenie kolacji, na której Miles się nie pojawił, czy też stał pod prysznicem na tyle długo, by pomarszczyła mu się skóra na opuszkach palców, ale ulga nadeszła dopiero w chwili, gdy jego współlokator pojawił się w pokoju.
Nie musiał nic mówić, liczył się fakt, że chłopak nie zrobił sobie przez niego krzywdy, czy też nie wpadł w żadne tarapaty. Miles mógł być na niego zły, obrażony, bo taki był cel wszystkich jego słów, które widocznie wystarczająco poskutkowały.
Leon siedział na łóżku z podwiniętymi pod brodę kolanami, wyjątkowo był w koszulce, jakby się po prostu bał, że Miles jednak na niego spojrzy i zobaczy wszystkie te paskudne blizny. Swojej pozycji nie zmieniał do chwili, aż jego współlokator nie wyszedł z łazienki i nie położył się do swojego łóżka, bo wtedy dopiero sumienie mu odpuściło i pozwoliło na dalsze wpieranie sobie, że jest ponad to wszystko, że go nie obchodzi jakiś głupi dzieciak, który myśli, że jest w ogóle w stanie to wszystko pojąć.
Położył się i powstrzymał przed życzeniem Milesowi dobrej nocy.

Leon

zawrót głowy. pisze...

[no nie lubię, ale jeśli muszę to robię]

Amelie.

YourFuckingSunshine pisze...

Spał spokojnie, ale nauczony był już czuwania nawet podczas odpoczynku i może właśnie dzięki temu wyłapał lekkie skrzypnięcie łóżka po drugiej stronie pokoju, pewnie by się tym nie przejął, gdyby nie fakt, że po chwili wyłapał też kroki bosych stóp, które ucichły chwilę przed jego własnym łóżkiem.
Otworzył oczy w chwili idealnej, by zarejestrować, że Miles bezprawnie kładzie się obok niego, przez co Leon odsunął się na tyle, na ile było to możliwe i wylądował w ścianie, bo skąd mógł wiedzieć o co takiemu chłopakowi jak Jenkins chodziło.
Dopiero kiedy Miles otworzył oczy wyglądał na równie zdziwionego co on sam.
- Miles, co ty odwalasz? – zapytał i w zamiarze jego ton miał być nieprzyjemny w odbiorze, miał pokazać, jak bardzo jego współlokator jest tu niechciany, ale w rzeczywistości nawet Leon tracił trochę na swoim chłodzie i odpychającym usposobieniu gdy został wybudzony w środku nocy ze snu, a obok leży przestraszony chłopak.
Odetchnął, nie wiedział, czy był zdenerwowany bliskością Milesa, czy samym sobą, nie chciał o tym myśleć, a do czasu, aż względnie nad sobą panował wszystko było w porządku.
- Co ci się śniło? – zapytał, naprawdę starał się rozluźnić, położyć normalnie na własnym łóżku, bo nadal prawie wchodził w ścianę i przede wszystkim, usiłował sobie wmówić, że to jeszcze nie jest nic takiego oraz, że nie czuje się tak, jakby został skażony.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Czekał cierpliwie na jakąkolwiek odpowiedź, a w efekcie otrzymał tylko kręcenie głową i poczuł się, jakby miał do czynienia z dzieckiem, które po prostu przestraszyło się złego snu i przybiegło poskarżyć się komuś dorosłemu. Zabawne, gdy jemu śniło się coś złego nie miał prawa przyjść do kogoś z płaczem, sam musiał dawać sobie radę z potworami z szafy i tymi, które nawiedzały go w nocnych koszmarach.
- Uspokój się już Miles, nie wyrzucę cię nigdzie – wypowiedział całkowicie wbrew wszystkim zasadom, których normalnie przestrzegał, nie podobało mu się to, czuł się zhańbiony i brudny, a za chwilę miało być jeszcze gorzej, bo postanowił położyć się normalnie, przez co dystans pomiędzy nim, a Milesem, od którego wręcz biło ciepło, został zmniejszony do minimum.
W tej chwili nie miał już zasadniczo nic do stracenia, już i tak umysł podpowiadał mu, że powinien nawiedzić go odruch wymiotny, więc objął Jenkinsa swoimi chłodnymi rękami ostrożnie, jakby się bał, że coś mu zaraz zrobi i przyciągnął na tyle, że chłopak wylądował z głową na jego klatce piersiowej.
- Powiesz mi teraz co ci się przyśniło? – zapytał niby od niechcenia, a swoje spojrzenie wbił w sufit.
W jego głowie bił alarm, bardzo głośny, że dotyka chłopaka w sposób jaki nie powinien, a na dodatek chłopak ten jest w samych bokserkach i jakby tego było mało to znajdują się w łóżku.
Leonowi naprawdę było niedobrze z tym, co zrobił, ale twierdził, że nie było odwrotu. Obiecał, że go nie wyrzuci, a danego słowa należały dotrzymywać.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Leon nie mógł czuć się w tej chwili swobodnie, a chciałby nie widzieć w tym wszystkim swoistego zepsucia, chciałby reagować zwyczajnie na obecność drugiego człowieka przy boku i nie wstrzymywać oddechu za każdym razem, jak ten się poruszy.
Brat, głównie to zainteresowało go w całej wypowiedzi Milesa, bo nie pamiętał aby kiedykolwiek wcześniej była o nim mowa.
- Co się stało, że jesteś tutaj a nie z bratem? – zapytał z czystej ciekawości, a poza tym, gdy został już przez chłopaka rozbudzony to szczerze wątpił w to, by udało mu się zasnąć, szczególnie, że wcześniej jakoś nie złożyło się, by musiał dzielić z kimś łóżko podczas odpoczynku.
Prawie wszystko oświadczało mu, że ani odrobinę nie powinno mu się cokolwiek w tej sytuacji podobać, ale prawda była taka, że odpowiadało mu na przykład bijące od Milesa ciepło, bo on sam miał prawie zawsze nieludzko obniżoną temperaturę, nie przeszkadzało mu też dotykanie nagiej skóry na boku chłopaka, ba, jego receptory dotyku przyjmowały to nawet jako coś przyjemnego. Tylko że wszystkie aspekty, które mógłby nawet przyjąć, polubić miażdżyło to, jak był wychowany. Nikt w rodzinie nie pochwaliłby takiego obrazka, dlatego obrzydzenie do samego siebie jak i Milesa sięgało zenitu, a miejsca, w których został przez chłopaka dotknięty miał ochotę zdezynfekować, ba, byłby gotów nawet szorować je do krwi.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Pożar, starszy brat, sierociniec, już dzięki tym informacjom Leon miał przed sobą jakiś zarys historii chłopaka, podczas gdy on o sobie opowiedział naprawdę niewiele. Jego historia... Był to może nie delikatny, a drażliwy temat, bo czasami już sam nie wiedział, co o tym wszystkim sądził. Z jednej strony czuł nienawiść do ludzi, którzy z człowieka zrobili z niego nieudaną, rozklekotaną broń, a z drugiej zaś strony wiedział, że miał być z niego pożytek, że przeżył bo był silny i dlatego, aby przysłużyć się krajowi.
Miles zadał pytanie, powinien na nie coś odpowiedzieć.
- Możesz – wypowiedział szybko, jakby wolał się nie roztkliwiać nad własną decyzją. – Odpocznij Miles – mruknął, ale sam nawet nie zamknął oczu, chociaż wiedział, że sen wybawiłby go od naprawdę wielu nieprzyjemnych myśli.
Podczas rozpatrywania wszystkich kwestii całego zajścia doszedł do wniosku, że jeśli pokaże samemu sobie, że to nic nie znaczyło, że może traktować Milesa tak samo obojętnie jak dotychczas to nie będzie to ważne. Ot, chwila słabości i umysł zaćmiony zmęczeniem… Gdyby tylko to sobie przetłumaczył z całą pewnością mógłby funkcjonować fez zarzutów, tak, jak odbywało się to do tej pory.

YourFuckingSunshine pisze...

O całej nocy najzwyczajniej w świecie chciał zapomnieć i miało mu w tym pomóc chociażby unikanie swojego współlokatora. Omijał sytuacji, podczas których mieliby ze sobą jakąś większą styczność, a mianowicie z pokoju wychodził wcześnie, a po zajęciach znikał na cały dzień i wracał dopiero, aby się umyć i położyć. W całym procesie wyparcia pomagało mu to, że ostatnio znalazł nieużywaną salę w części zamku, która wydawała się być wręcz zapomniana zarówno przez personel, jak i przez uczniów. I tego dnia po lekcjach też w niej wylądował, jak zwykle w tym samym celu – chciał poćwiczyć. Skoro uważał, że lekcje niewielu mu dają to wolał trenować na własną rękę, a kolejnymi wystrzałami w przestrzeń, którą zajmował jedynie stół i kilka krzeseł teraz naszpikowanych przez niego nabojami, zagłuszał wstręt do samego siebie.
Wczorajsze rany nie wyglądały najlepiej, a świeża krew i tak zalewała znaczną część jego lewej ręki, którą trzymał wyciągniętą przed siebie uparcie, pomimo tego, że cały drżał.
Jeszcze jeden strzał. Trafił, ale nabój oderwał kawałek skóry, przez co Leon musiał zdusić w sobie jęk.
Spojrzał na swoją dłoń i usiadł na podłodze, nie wyglądało to za dobrze, ale wiedział, że za kilka dni pozostanie mu po prostu duży strup, jakby to wcale nie była aż tak głęboka rana. Wiedział tylko, że jeśli w ręce został niewypał to prawdopodobnie ręka odmówi już współpracy, a jak na złość widział błyszczący element tkwiący w jego ręce.
Jakby nigdy nic palcami sprawnej ręki spróbował wyciągnąć kulę, bo przecież był zbyt uparty, żeby zgłosić się do lekarza, który z całą pewnością poradziłby sobie z tym lepiej.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Nie obchodziło go, czy w pomieszczeniu ktoś go znalazł, bo teraz jego byli całkowicie zaprzątał nabój, który tak uparcie tkwił w jego ręce i wydawał się z niego kpić, kiedy prześlizgiwał się pomiędzy jego mokrymi od krwi palcami.
Miles, nie musiał nawet spojrzeć na osobę, która się do niego zbliżyła, poznał ją po głosie i tym jego martwieniu się, które pewnie wyłapałby nawet zza ściany, gdyby nie był pochłonięty tym, co robił najlepiej, a mianowicie szkodził sobie.
- Dam sobie radę – wypowiedział, jeszcze zanim chłopak go dotknął, wystarczyła mu jeszcze tylko chwila, przesunąć palec wskazujący odrobinę w prawo i… miał. Później, to miał już tylko alarm w głowie, że Miles znowu jest za blisko. – Nie dotykaj mnie – warknął pełen wrogości i irytacji, przez co mimo wykończenia poczuł, jak jego mięśnie napinają się, a ciało jest w każdej, nawet niewłaściwej chwili zaatakować wroga.
Zacisnął krwawiącą rękę, jakby to miało pomóc, uchronić go przez utratą przytomności z powodu zbyt dużej utraty krwi.
- Jutro będzie po tym co najwyżej strup – stwierdził całkowicie spokojnie, jakby nic się nie stało, jakby nie wyglądał w tej chwili jak człowiek, który chciał się co najmniej zabić o ile nie skatować. – Nie zaciągniesz mnie do lekarza, Miles – oświadczył tym samym, nieznośnie opanowanym tonem głosu.
Przyjrzał się nabojowi i obrócił go w palcach, jakby miał przed sobą bardzo cenną błyskotkę, której wartość miał ocenić.
- Albo tu ze mną posiedzisz, albo wyjdziesz, trzeciej opcji nie widzę – wypowiedział jeszcze i po prostu położył się na zimnej posadzce, która pomimo faktu, że nie miał na sobie koszulki nawet nie przyprawiła go o dreszcz.
Uniósł rękę z nabojem ku górze, nad swoją twarz. Obrócił przedmiot jakby ten w mdłym świetle słonecznym, które wpadało przez pobrudzone szyby miał zmienić swój wygląd, ale nie stało się nic ponad to, że kropla krwi spadła mu na nos.

Leon

Aleksandra Krajewska pisze...

Była już tu dość długo. Wystarczająco tyle, by obeznać się z otoczeniem, z miejscami i ludźmi. Chodź z nimi dość dużo nie rozmawiała i zostawało wciąż ją z tysiąc dziwnych spraw. Czuła, że tu nie pasuje - a przecież to było miejsce dla takich jak ona. Ale czy ona gdziekolwiek pasuje? Nigdy nie potrafiła sobie odpowiedzieć na te pytanie, a bardzo często męczyła się podobnymi pytankami. Wszystko wydawało jej się dziwne, niezrozumiała. Czasami siadała soie na parapecie wpatrywała się w okno i długimi godzinami myślała. Bardzo chciała odnaleźć siebie, odnaleźć swoją osobowość. Wierzyła, że jeśli jej się to uda, uda jej się zrozumieć otaczający wokół świat. Cieszyła się, że jest więcej osób takich jak ona, to naprawdę było pocieszające. Że nie jesteś sama, że jest więcej osób tak samo dziwnych z podobnym problemem. Każdy tu miał ciężko, bądźmy szczerzy i ludzie mogli pomagać sobie nawzajem. I może gdzieś tak po cichu liczyła na taką pomoc? Że ktoś otworzy się dla niej i wyciągnie swoją dłoń? Ona za pewnie nie będzie aż taka pewna na początku, ale na pewno nie odmówi niczego.
Dlatego mu nie odmówiła. Lubiła poznawać świat, otoczenie. Calipse to taka mała dziewczynka, zamknięta w ciele kobiety. Poznawała wszystko od nowa. Cokolwiek by to nie było. Dużo rzeczy nie znała i ją zaskakiwały. Cóż, ludzie z boku lubili obserwować jej zachowanie, cicho się śmiali i kręcili nosami, kiedy ta robiła dziwne miny nie wiedząc jak je się lody, czy coś dziwnego innego. Tak skutkowało usunięcie jej pamięci.
Przechadzała się po korytarzu, nie wiedziałą w sumie gdzie zamierza iść, w którą stronę. Kiedy jednak zauważyła chłopaka siedzącego i bawiącego się ogniem, po jej ciele przeszedł dreszcz. Nie wiedziała dlaczego tak bardzo bała się ognia, dlaczego to tak ją przerażało, może to przez ten sen? Stałą tak i gapiła się na niego, a raczej na ogień w jego rękach.

Aleksandra Krajewska pisze...

Calipse

cisza. pisze...

Chyba każdy potrzebował chociaż chwili samotności. Nawet parę minut ciszy było czymś dobrym dla skołatanych nerwów i mętliku w głowie. Katherine dlatego tak często wychodziła w nocy, żeby potańczyć. Wtedy nikogo nie było wokół. Była tylko ona, muzyka i taniec. Nic więcej, ale właśnie tego niekiedy potrzebowała do szczęścia.
Zastanowiła się nad pytaniem chłopaka. Czy przed czymś uciekała? Całkiem możliwe.
- Przed monotonią - odpowiedziała, podchodząc bliżej. Usiadła sobie obok niego, rozprostowując nogi. Za dużo chodzenia jak na jeden dzień. Zadarła głowę do góry, żeby móc obserwować białe obłoki, płynące leniwie po niebie. Szkoda tylko, że już coraz bliżej znajdowały się czarne, deszczowe chmury. - Piwo za Twoje myśli - powiedziała z wesołą miną, zerkając na niego. Dopiero teraz przypomniała sobie, że są w jednej klasie. Ach, ta słaba pamięć. A może wpływały na to jej rzadkie obecności na zajęciach?
Wyjęła z kieszonki małą, przezroczystą kuleczkę i zaczęła się nią bawić. Po chwili w przedmiocie pojawiły się błyszczące gwiazdki oraz woda, zmieniająca kolory. Należało dać nieco upustu mocy, żeby sama nie postanowiła wydostać się na wolność w najmniej odpowiednim momencie.

Katherine

YourFuckingSunshine pisze...

Jego pierwszą myślą było powiadomienie, że to co robi jest niewłaściwe i powinien natychmiast tego zaprzestać, ale już po chwili, gdy oddał pocałunek nastąpił ten błogostan, którego konsekwencją był brak alarmów i ostrzeżeń w jego głowie. Jedynym interesującym go faktem stało się przyjemne ciepło bijące od Milesa.
Nadal uparcie trzymał nabój w swojej zdrowej ręce, więc to ta zakrwawiona przesunęła się po szyi chłopaka i to jej palce słabo wplątały się we włosy Jenkinsa, przez co chłopak został niemiłosiernie wręcz umazany czerwoną cieczą.
Objął chłopaka prawym ramieniem w pasie, żeby zamortyzować jego spotkanie z podłogą kiedy zamienił ich miejscami. Teraz to on znajdował się nad Jenkinsem, nie przestawał go całować, a kula, którą przed chwilą zaciskał w pięści wyleciała na podłogę.
Zabrał ręce od chłopaka, ale tylko na chwile, bo jego dłonie zaraz znalazły się na jego biodrach i przesunęły się w górę, podwijając koszulkę którą Miles miał na sobie i jeszcze bardziej barwiąc jego lewy bok na czerwono.
Cmoknął go jeszcze krótko, jakby na zakończenie i za jego drobną pomocą pozbył się górnej części garderoby. Pochylił się nad szyją, owiał ją delikatnie oddechem, a później przesunął lekko językiem po jej zakrwawionej części, obojczyku, przy którym dopiero zatrzymał się i spojrzał na twarz chłopaka.
Ten jeden raz nie było to chłodne i nieprzyjemne spojrzenie, tym razem Leon wyglądał na spłoszonego dzieciaka, bo bał się tego, co robił oraz tego, że sprawia mu to cholerną przyjemność.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

To nic, że miał teraz doskonałą okazję, żeby jeszcze wszystko zatrzymać, bo myśli miał nadal dość jasne, niewyparte przez chęć posiadania Milesa. Mógłby się odsunąć, zabrać od niego ręce, usta i już w życiu go nie tknąć, ale ten uśmiechnął się, przyciągnął do pocałunku i już nie było odwrotu.
Spojrzał tylko na chłopaka zdziwiony, kiedy ten przerwał i dotknął jego nosa. Miał ochotę parsknąć na ten gest śmiechem, ale zamiast tego trącił nos chłopaka swoim i pocałował go znów. Tym razem całował go lekko, jakby z wytęsknieniem, a jego biodra poruszały się lekko przez co obcierał się swoim kroczem o Milesa.
Pocałował chłopaka jeszcze w żuchwę i wyprostował się lekko, żeby pozbyć się jego spodni wraz z bokserkami i odrzucić gdzieś na bok, na podłogę sali.
Zaczął wędrować ustami po klatce piersiowej Jenkinsa, a opuszki palców jego zdrowej i nieporanionej dłoni łagodnie dotykały wnętrza jego ud.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Gdy jego usta dotarły do ostatniego z żeber chłopaka, które z łatwością można było zobaczyć nawet bez dotykania, wyprostował się, aby pozbyć się swoich spodni. Wylądowały gdzieś w pobliżu, ale ich dokładne umiejscowienie nie było tak ważne jak leżący pod nim chłopak.
Pochylił się nad Jenkinsem opierając swój ciężar na poranionej ręce, którą ulokował zaraz przy głowie Milesa. Pocałował chłopaka w czubek nosa, później w kącik ust, a następnie w brodę, jakby się z nim droczył i celowo omijał jego wargi.
Zdrową ręką uniósł lekko biodra chłopaka, tym samym dając sobie lepszy dostęp do jego wejścia i zaraz też z tego skorzystał. Wsunął się w niego najostrożniej jak tylko potrafił, jakby się bał, że mocniejsze pchnięcie sprawi, że chłopak rozsypie się na kawałki, ale poza własnymi obawami czerpał też przyjemność z przebywania w nim, w jego ciasnym i ciepłym wnętrzu.
Schował twarz w zagłębieniu szyi Jenkinsa i poruszył się dopiero w chwili, kiedy miał prawie absolutną pewność, iż ten nie ucierpi przez niego w żaden sposób. Nawet ta świadomość jednak nie uspokajała go w pełni, więc pierwsze pchnięcia były powolne i słabe, a podczas gdy je wykonywał, składał lekkie pocałunki na szyi Milesa.

Leon

kiraj pisze...

- Nie tak! - powtórzył po nim z furią w głosie. Nie panował nad sobą, jego głos odbił się echem po placu. Miał tylko warknąć, a to przerodziło się w krzyk, czego zupełnie nie kontrolował. Pomimo tego, że przez chwilę naprawdę miał odejść z miejsca zdarzenia i wyżyć się na czymś (lub w drodze ewentualności - kimś) innym, to teraz już wiedział, że tak nie zrobi. Facet spalił mu jego bluzę! Ta zniewaga krwi wymaga, kurna!
Nikt nie miał zakichanego prawa palić mu bluzy, a potem jeszcze bezczelnie próbować wmówić, że zrobił to "przypadkiem", "niechcący" lub "ze zdenerwowania". To tak jakby aktor porno powiedział, że "wyszedł o chwilę za późno, sorry".
Fabian się na niego rzucił, przewrócił chłopaka na ziemię i poczuł jak kolana kolejnych spodni będą przetarte, jakby robił coś zupełnie przeciwnego do bójek(łatwo było się domyślić do czego, tym bardziej, jeżeli ktoś lubił czytać między wierszami). Złapał go za koszulkę i zaczął nim potrząsać, nie zważając nawet na to, że mógłby mu przypadkiem zrobić jakąś krzywdę (co było całkiem możliwe, jeżeli uderzyłoby się człowieka w głowę odpowiednio mocno).
- Chyba cię zabiję - syknął na niego, po czym zagryzł dolną wargę i przesunął zębami po kolczyku.

[ Był fajniejszy odpis i mi zniknął. Zuy blogspot :< ]

F. E. Maverick

Abby pisze...

[O, mają to samo nazwisko :D Jakiś pomysł na wątek z Abigail?]

Sasha pisze...

[Może wątek z Sashą? Pomysł mam taki, że może obaj byli gdzieś na jakiejś imprezie i rano obudziliby się razem w łóżku i na dodatek nie byłby to pokój żadnego z nich. Co ty na to?]

YourFuckingSunshine pisze...

Kiedy skończyli Leona nawiedziła nieprzyjemna świadomość tego co zrobił, wcześniej nie myślał jak będzie się z tym czuł, ba, czuł się wręcz doskonale kiedy dotykał, całował i pieprzył Milesa.
Teraz jednak miał ochotę zastrzelić siebie, żeby mieć pewność, że już nigdy tak obrzydliwego czynu nie dokona. I z tą myślą musnął lekko usta Jenkinsa, a później z niego wyszedł.
Chciał udać, że to co zrobili to nie było dla niego nic wielkiego, ale nie udało się ukryć tego, jak bardzo chciał już z tego pomieszczenia uciec, bo prawie w popłochu ubrał się i przy okazji też podał ubrania należące do Milesa jego właścicielowi.
Żałował, że nie potrafił zniknąć, stać się niewidzialnym, cokolwiek, byle tylko umknąć chłopakowi i innym ludziom z oczu na jak najdłuższy czas, tak do chwili, gdy już wszystko sobie wybaczy i poukłada.
Spojrzał na swoją rękę, bo to było lepsze niż bezczynne stanie w miejscu i wpatrywanie się w przestrzeń. Krew już zaschła, to prawda, ale rana i tak nie wyglądała na taką, co to zagoi się szybko i ładnie, co oczywiście nie oznaczało, że Leon zaraz pogna do lekarza z prośbą, aby go poskładał. Sam sobie da radę, jak zawsze i ze wszystkim z resztą.
- Wyglądasz, jakbyśmy stoczyli tutaj wojnę – skomentował przenosząc wzrok na Milesa i unosząc lekko brwi na widok, który zastał… nie był świadom tego, że aż tak ubabrał go swoją krwią, ale jego głowa raczyła mu o tym przypomnieć podsuwając obrazy tego, co robili. I w myślach musiał sobie zacząć powtarzać, że wszystko jest w porządku, że to wszystko to czysty przypadek spowodowany czymkolwiek, ale przypadek.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Wszystko wydawało się do niego docierać jakby z opóźnieniem, a było to spowodowane tym, że zajęty był odpieraniem myśli, iż to wszystko wydarzyło się przy jego pełnej świadomości.
- Czy tobie nie brak wstydu, dzieciaku? – zapytał ostrym tonem na ostatnie stwierdzenie chłopaka, a później parsknął krótko i rozejrzał się po pomieszczeniu, czy aby niczego nie zostawił.
Gdy tak patrzył coś mu podpowiedziało, że nie będzie chciał już wracać do tego pomieszczenia, nawet jeśli będzie czuł palącą potrzebę rozładowania kumulującej się frustracji. Sama podłoga by mu się źle kojarzyła, podobnie jak i cała sala, a nie chodziło by mu w żadnym wypadku o to, że w tym miejscu doprowadzał się na skraj wytrzymałości fizycznej, po prostu umysł podsuwałby mu dość oczywiste sceny…
Gwałtownie zacisnął powieki i odetchnął, czuł się jakby ktoś chciał mu się wwiercić w czaszkę. Dopiero po chwili otworzył oczy i spojrzał na Jenkinsa.
- To chodźmy już – mruknął wciskając ręce w kieszenie swoich spodni, dzięki czemu przynajmniej ukrył swoją lewą rękę i odwrócił się w stronę drzwi. Ruszył szybkim krokiem przed siebie, dopiero na korytarzu poczekał chwilę na Milesa, zrobił to pomimo faktu, że miał szczerą ochotę uciec już do pokoju, zamknąć się w nim i nie wpuścić tam swojego współlokatora, jakby ten zagrażał jego życiu na co najmniej kilkadziesiąt sposobów.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Kątem oka dostrzegł chowany do kieszeni przedmiot, zbyt dobrze znał wygląd naboi, żeby móc pominąć je wzrokiem. Zastanowiło go po co chłopakowi był pocisk, bo chyba nikt normalny nie darzył taką fascynacją faktury łuski, czy nawet typu spłonki co on… no ale on oczywiście nie był w pojmowaniu większości zbyt normalny.
Westchnął ciężko. Strzelić sobie w głowę skoro miał do tego doskonałe warunki, to powinien już dawno zrobić. Zabawne było, że ta myśl ostatnio nawiedzała go najczęściej w obecności Jenkinsa.
- Nie – odpowiedział z całkowitym spokojem, bo nawet gdyby chciał, to i tak nie miał pojęcia co mógłby powiedzieć. Powinien oświadczyć, że chce sobie kiedyś strzelić w głowę? Chyba, że bezpieczniejszą opcją byłoby oznajmienie, że jest absolutnym świrem i o nabojach wie prawie wszystko, chociaż to może i nie byłoby takie złe, obeznanie w tej dziedzinie przydawało się o tyle, że przynajmniej wiedział co w nim siedzi. – Ale jeśli ty myślisz o czymś, czym chcesz się podzielić to mów… - wypowiedział, ale wcale nie chciałoby mu się słuchać o czymkolwiek. Nie chciał poznać Milesa, jego myśli, obaw, bo to oznaczałoby, że zaczyna mu zależy, a jeśli by zaczęło zależeć to tym bardziej by go bolało, gdyby zrobił mu przypadkiem krzywdę.
O ile w części szkoły, gdzie były sale lekcyjne nie było prawie nikogo, o tyle na piętrze, gdzie znajdował się akademik, kręciło się już znacznie więcej osób, a to tylko wzmogło jego chęć zniknięcia. Nie dość, że szedł sobie korytarzem razem z kimś, razem z chłopakiem z którym dzielił pokój, to jeszcze na chłopaku tym było mimo wszystko widać ślady krwi.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Nie spodobały mu się słowa Milesa i gryzł się z nimi aż do chwili, w której obaj weszli do pokoju. Grzecznie usiadł na swoim łóżku, bo mimo wszystko Miles wyglądał znacznie gorzej, pomimo braku ran, których to opatrywanie Leonowi zajmie pewnie dłuższą chwilę.
Kiedy już miał wolną łazienkę, skierował się do niej i odkręcił zimną wodę, która wcale nie pomogła mu uporządkować myśli, a jak na złość nie potrafił zostawić sobie rozpatrywania wszystkiego na później. Gdy już skończył się myć wyciągnął wszystko, co potrzebne do wykonania opatrunku i zajął się swoją ręką. Teraz, jak już skóra była oczyszczona z krwi zwrócił uwagę na to, że nie wygląda rewelacyjnie i z całą pewnością powinien znaleźć się z tym u kogoś, kto zająłby się jego dłonią porządnie.
Odkaził ranę, założył bandaż i to by było na tyle, więc wypadało wyjść z łazienki. Już nawet nie przejmował się tym, że ma na sobie głównie luźne spodnie, Miles i tak widział go nago i nie było sensu ukrywania wszystkich blizn.
Kiedy stanął w progu pokoju miał chwilę na przeanalizowanie wszystkiego, bo oto miał do wyboru albo swoje łóżko, które było bezpieczne i puste, albo łóżko Milesa, na którym rozłożony był chłopak właśnie.
Jego nogi zdecydowały za niego, bo już po chwili znalazł się na łóżku Jenkinsa i lgnął swoją klatką piersiową do jego ciepłych pleców.
- Nie patrzę co piszesz – poinformował na wypadek, gdyby chłopak w popłochu miał schować zeszyt i zaprzestać tego, co robił.
Leon objął Jenkinsa w pasie i oficjalnie znienawidził samego siebie za tą słabość, którą jawnie okazywał. Odetchnął głęboko i położył czoło na ramieniu chłopaka.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

- Chyba tak – odpowiedział z pewną dozą ostrożności w głosie, nadal zbyt się tego wszystkiego bał, bo to było po prostu niewłaściwe, ale Miles był zbyt ciepły, a on zbyt zmęczony żeby teraz o tym myśleć.
Ostrzeżenie w jego głowie pojawiło się dopiero w chwili, kiedy Miles chwycił za jego rękę. Nie lubił, gdy ktoś zwracał uwagę na jego blizny, bo były one oznakami nieudolności oraz tego, że nie potrafił zapanować nad własną mocą.
- Nie rób tak – wypowiedział ostrzegawczo w chwili, gdy Jenkins zdecydował się już, że go pocałuje.
Znów był zdenerwowany, a to przyczyniało się tylko do mętliku w głowie, który jeszcze przed chwilą potrafił jakoś załagodzić, zignorować.
Przyjrzał się twarzy Milesa, znowu wydawał się kreować tą nieprzyjemną, zimną powłokę, która chroniła go przed ludźmi, bo ci nie chcieli się zbyt zbliżać do kogoś, kto wydawał się traktować ich z góry. Tak było łatwiej, nie przywiązywał się, nie darzył nikogo zbyt głębokimi uczuciami, więc nie miał zmartwień.
Zanim jednak zdecydował, że jednak to leżenie z chłopakiem i obejmowanie go, to był jednak zły pomysł przesunął się w dół i schował twarz przy wystającym obojczyku Jenkinsa.
- Po prostu nie zwracaj uwagi na cholerny bandaż – wypowiedział prawie prosząco i pocałował delikatnie wcięcie obojczykowe chłopaka, trochę tak, jakby chciał go przekonać do własnych słów.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Budzenie się w czyimś objęciu wcale nie było takie przyjemne, jak widziała to większość ludzi. Dla Leona oznaczało myśl, która podpowiadała, że już od samego rana zawodzi i to nie tylko ludzi, którzy wkładali w jego wychowanie trud, ale również samego siebie.
Dzień zaczął się więc dla niego fatalnie, bo zaliczył poranne wyrzuty jeszcze przed wstaniem z łóżka, a każdy jego mięsień zdawał się krzyczeć o pomstę do nieba, jakby przypominając o katowaniu się. Wszystkie, pogorszające jego samopoczucie czynniki sprawiły, że w jego gardle pojawiła się znajoma gula, wcale nie ta z rodzaju tych, które pojawiają się i nie pozwalają wydusić z siebie słowa, gula w jego gardle była realna, czuł jak przesuwa się w górę, dzięki krwi, napływającej mu do ust.
Najostrożniej jak tylko umiał, wyśliznął się z objęć Milesa i cicho wyszedł z łóżka, aby skierować się do łazienki. Gdy trafił już do pomieszczenia nawet nie myślał o zatrzaskiwaniu drzwi, po prostu dopadł do umywalki i pochylił się nad nią, aby w końcu pozbyć się rzeczonej guli, która składała się z kilku nabojów, które kolejno wyleciały spomiędzy jego warg i krwi, która wymieszała się ze śliną, a w ustach pozostawiła metaliczny posmak.
Wciąż pochylał głowę, bo nie był pewien, czy jego ciało już wyrzuciło z siebie wszystko to, czego miało się pozbyć. Zaciskał dłonie na umywalce na tyle mocno, że jego knykcie zbielały, wpatrywał się uważnie w naboje i krew, ponieważ te przedmioty zawsze były oznaką tego, że jest osłabiony i niestabilny.
Uniósł jedną rękę, aby wierzchem dłoni przetrzeć brodę, którą zabrudziła czerwona ciecz. Był całkowicie skupiony na myśleniu o tym, co się stało i na wmawianiu sobie, że to po części wina Milesa.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Nie był dość zajęty własnymi myślami by pominąć wejście Milesa do łazienki, ale nie zdążył zareagować i pozbyć się wszystkiego, co wskazywało na jego niezbyt dobry stan. Doskonale wiedział, że chłopak tego nie pominie, nie powstrzyma się przed zadaniem jakiegokolwiek pytania, a po nim następnych. Sama myśl o tym, że będzie czuł powinność, aby cokolwiek wyjaśnić, wprawiała go w stan głębokiej irytacji, więc kiedy Jenkins już zapytał o pierwszą rzecz, on po prostu nie wytrzymał.
- Nic się, kurwa, nie dzieje – wywarczał, podnosząc głowę znad umywalki i patrząc na Milesa co najmniej nieprzychylnie. Nie miał siły się nawet na niego wydrzeć i przez moment nie obchodziło go, że wygląda pewnie dość źle z brodą umazaną na czerwono. – Nic się nie dzieje, poza tym, że skoro mnie spierdolili to mogli od razu zabić – wyjaśnił w miarę spokojnie, mimo że głos wyraźnie mu wyraźnie zadrżał przy ostatnich słowach.
Pochylił się nad zlewem znów, tym razem by umyć twarz i spłukać krew. Kiedy już wytarł wodę ze swojej skóry, odłożył ręcznik i najzwyczajniej w świecie usiadł na chłodnej podłodze i oparł się nagimi plecami o zimną ścianę.
Nie wiedział co ze sobą zrobić, mógł wyjść, poprosić Milesa żeby opuścił pomieszczenie, bo przecież musiał przygotować się do lekcji, ale miał możliwość pozostania tak, jak siedział i uspokajania się w myślach.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Nie chciał patrzeć na Jenkinsa, więc uparcie spuszczał wzrok gdy ten pojawił się obok. Czuł się w tej chwili zbyt zagubiony, żeby zamaskować uczucia na tyle, by móc komukolwiek spojrzeć normalnie w oczy i nie czuć przy tym wstydu z powodu własnej słabości.
- Spierdolili, wszyscy w ośrodku doskonale wiedzieli, że eksperymenty nie udają się, że ludzie giną, że powinni z tym skończyć. Też się nie udałem, więc też powinienem umrzeć – wypowiedział, już przestając nawet kontrolować słowa, które wypływają z jego ust.
Swojej historii nigdy nie ujawniał, pilnował wspomnień, jak niczego innego na tym świecie, bo miał wrażenie, że jeśli ktoś się o wszystkim, co go spotkało dowie, to będzie oznaczało, że się do niego zbliżył za bardzo.
Miles jednak zbliżył się za bardzo już w chwili, gdy kilka dni temu wszedł do pokoju i zastał go na łóżku. Miał przez to ochotę cofnąć czas i być dla niego jeszcze bardziej nieprzyjemnym, bo może dzięki temu zrezygnowałby, zmienił pokój, unikał go, cokolwiek, ale nie byłoby go tu teraz i nie była od niego ta cholerna troska, przez którą nie wiedział, co ma zrobić.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Nawet gdyby chciał Milesowi o wszystkim opowiedzieć to nie miał pojęcia na to, jak mógłby zacząć. Czasami miał po prostu wrażenie, że nie brał nigdy w tym wszystkim udziału, obserwował tylko cały przebieg zdarzeń i na dodatek niewiele z tego pojmował. Wolał więc pomilczeć przez chwilę, przy czym naprawdę starał się zebrać sam w sobie, aby coś powiedzieć, ale mówienie na temat, którego praktycznie się nie poruszało, okazywało się niesamowicie trudne.
Zmarszczył lekko nos słysząc ostatnią wypowiedź chłopaka.
Owszem, żył, ale co mu po tym, skoro był cholernym uciekinierem, zdrajcą, bo w przeciwieństwie do swojej rodziny nie umiał pogodzić się z tym, co było mu przeznaczone. Tu pojawiał się ten problem, że on naprawdę wierzył w to, iż jego ojciec, matka i wszyscy inni nie sprzeciwiali się, tylko potrafili odejść z godnością i w nadziei, że ich śmierć przyczyni się do odbudowania niegdysiejszej potęgi ich ojczyzny.
- Moja rodzina… jej większość przynajmniej, była bardzo za… poglądami i czynami Führera, które miały miejsce podczas drugiej wojny – zaczął, to już było coś, ale doskonale wiedział, że to jeszcze nic w porównaniu do tego co miał do powiedzenia. – A o Neuschwanstein było sporo plotek, czasami nawet dziadek mi mówił o tym zamku – wymamrotał, rzecz jasna pominął już nawet wspomnienia o surowym wychowaniu, to było raczej oczywiste w rodzinie, która traktowała Hitlera jak bohatera. – Chodziło w tym wszystkim o eksperymenty, stworzenie kogoś… czegoś, co byłoby przydatne w obronie kraju – głos mu wyraźnie drżał, a on jak na złość nie potrafił tego opanować. – Byłem… jestem jednym z eksperymentów. Moja cała rodzina nimi była, nie wiem, może ktoś z dalekich krewnych przeżył, ale matka, ojciec, cóż, oni przynajmniej umarli, a ja nie, chociaż miałem – wypowiedział jeszcze, wydawało mu się, że nie ma siły na więcej, że te kilka wypowiedzi wyssało z niego całą energię. – Wcale nie jest mi lepiej Miles – oznajmił w końcu zerkając na siedzącego obok chłopaka.
Tak bardzo odkryty przed kimś nie czuł się już od dawna, a to przecież nawet nie było wszystko, co mógłby opowiedzieć.

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

Przymknął lekko powieki słysząc słowa swojego współlokatora, bo te jednocześnie wzbudzały w nim złość, ale jednocześnie dawały tę krztynę nadziei, której pozbył się już dawno. Bo oto pojawiał się ktoś, kto nie patrzył na niego krzywo, gdy zrobił coś niewłaściwie, a dzielnie twierdził, że powinien żyć i nie ma nic złego w jego ucieczce.
- Nie powinno tak być, byłoby nawet lepiej gdybym umarł, nie miałbym szans mieć tak przez ciebie namieszane w głowie – wypowiedział, chociaż przyszło mu z to ze zdecydowanym trudem.
Temat jego relacji z Milesem wydawał mu się zbyt świeży, nie rozumiał tego wszystkiego, ale z przyjemnością by to odrzucił i nie przejmował się więcej. Łatwiej mu było żyć wcześniej, tak z uczuciami schowanymi na tyle głęboko, że nawet on o nich zapominał.
- To okropne, że opowiadam tyle akurat tobie – oznajmił i przysunął się do chłopaka, a później oparł głową o jego ramię, znów prawie wszystko w nim nawoływało, że powinien od niego uciekać, zniszczyć więź jaka pomiędzy nimi powoli powstawała, a on jak na złość czuł, że potrzebuje bliskości, której nikt mu wcześniej nie dał.
Prawda była taka, że cholernie się tego wszystkiego bał, czuł strach nawet przed trzymaniem głowy na ramieniu Jenkinsa i opieraniem się o niego. Najgorszy był fakt, że to on zaczynał coś, czego nie powinien chcieć, a Miles się w tym wszystkim wydawał tylko zwyczajnym uczestnikiem.
Nie chciał o tym myśleć, błogosławieństwem byłby dla niego chwilowy brak rozważania tego wszystkiego.
- Jesteś ciepły – stwierdził z westchnieniem, jakby nie było wcześniejszej rozmowy, jakby najważniejszy był fakt, że skóra siedzącego obok Milesa, emanuje przyjemnym ciepłem i ogrzewa go.

Leon