sobota, 13 lipca 2013

Projekt Z-Kt345 „Calipse” - człowiek, który miał zostać robotem.



Projekt Z-Kt345

„Calipse”
wiek :17
Zmiennokształtna
pokój: 2b

Dlaczego boisz się ognia?  Nawiedza Cię w śnie? Opowiedz mi proszę...
  
Piękny, niebieski dom. Duma rodziców. Mama codziennie czyści go i dba o ogólny porządek. Tu wszystko musi być idealnie. Niewyrzucony papierek, pojemnik po jogurcie, a może brudne ubranie na ziemi? Zapomnij! Mama to kochane stworzenie ale jeśli chodzi o porządek - trzyma rygor. To dobrze! Przynajmniej estetyka w naszym domu była zachowana. Poza tym uwielbiała swój ogród i kiedy tylko znalazła chwilkę pielęgnowała go, a kwiaty rozwoziła po pobliskich kwiaciarniach. Nie zarabiała wielu pieniędzy w ten sposób, jednak nie musiała. To właśnie tata był osobą, która wykarmiała całą rodzinkę. Bardzo znany Bankier  miejskiego bank. Na prawdę miły gość - zabawny, wesoły, pilnujący by jego pociechy dobrze się wykształciły. Skąd to wiem? Ten sen śni mi się co noc.  Co noc te same osoby, lecz inna sceneria. Jednak zdążyłam już ich dobrze poznać. 
Nie przerywaj. Opowiem Ci resztę. W śnie miałam także brata. Spory gość. Jakieś siedemnaście lat. A mój wiek we śnie? Jakieś dwanaście. Tak, smarkula. Brat też miał moc - wie pan, zabawa ogniem i te sprawy. I wydaję mi się, że to on podpalił wtedy ten dom. On nie chciał. Nie potrafił nad tym zapanować. Ogień. Ciepło. Blask. Krzyki... Tak, wszystko okej. Mogę kontynuować... Słysze jeden głośny szloch i zaczynam odczuwać te ciepło i wtedy zazwyczaj się budzę... A później już nie śni mi się nic. 
A co jeśli to nie sen? Przecież nie mam pojęcia o swojej przeszłości, prawda?

To sen Z-Kt345- jesteś eksperymentem. Nie masz przeszłości. Nie jesteś przecież człowiekiem.

Jakim cudem mogę więc śnić?
Tasha006

  Prawda jest troszkę inna. Amelith Kather - tak jak w śnie - urodziła się w zwyczajnej rodzinie. Niczego nie potrzebowali. Niczego im nie brakowało. Jedynym "smaczkiem" urozmaicającym całą tą sielankę był fakt, że oboje z dzieci państwa Kather były, a raczej nadal są mutantami. Córeczka zmiennokształtna, a pierworodny syn pirokinetyk, który nieszczęśliwie podpalił dom, zabijając swoich rodziców. Później wszystko potoczyło się dość szybko. Ciotka przygarnęła dwójkę dzieci i miała ochotę wychować ich na porządnych ludzi. Skąd mogła wiedzieć, że za niedługo odwiedzi ją amerykański rząd? Dość szybko dowiedzieli się prawdziwej przyczyny wypadku i chcieli skorzystać z okazji osieroconych dzieci. Oboje zabrano do Strefy 51 i już dokładnie napisano ich  przyszłość. Thony był osobą bardzo inteligentną dlatego nic dziwnego, że udało mu się ich przechytrzyć, wyczuć moment i zwiać (do końca życia będzie szukał siostry).
Wróćmy jednak do Amelith bo to ona jest naszą bohaterką. Nie miała tyle szczęścia co brat, którego nie pamięta. Została pozbawiona całej pamięci. Zachowywała się jak dziecko. Wszystkiego uczyła się na nowo: mówić, jeść, a nawet ubierać. Był to jeden z nowych eksperymentów - chciano połączyć człowieka i robota. Wmówić eksperymentowi, że jest czymś innym niż człowiek, że jest tylko jego własnością. Stworzona do walki. Tajna broń. Przez wiele lat uczona języków, sztuk walki, posługiwaniem się różnego rodzaju broni. Kiedy już osiągnęła odpowiedni wiek zabrano się za modyfikacje jej wyglądu. Długie lata w laboratorium trwało dopracowanie jej ciała by zmutować je tak, aby powstała skorupa chroniąca jej organizm przed każdym ciosem. Zadbano o to, aby wciąż mogła pozostać zmiennokształtną i jej nowe ciało zostało jednym z wcieleń. Miała dostać także niewyobrażalną siłę oraz inne ulepszenia. Jednak coś poszło nie tak. Naruszono jej pamięć. Wszystko powolutku wraca. Jednak ona sama nie potrafi sobie z tym poradzić. Wciąż dąży do prawdy. Kto wie, może jej się w końcu to uda. 
Trzy lata temu wybuchła pewna awaria w całym ośrodku. Wielu mutantów zdołało uciec, w tym także ona. 
Nie było wcale tak łatwo na "wolności". Wszystko było nowe, dziwne, a zarazem bliskie i znajome. Wciąż jest w tym wszystkim zagubiona. Błąkała się po świecie - raz z mutantami uciekinierami, raz sama. Moc pomagała jej w kradnięciu jedzenia. Poczucie winy? Jakiekolwiek emocje? Wciąż ich szuka.
I wszystko by tak pewnie długo trwało, gdyby nie jeden mutant, który umieścił 17-letnią kobietkę w zamku Recifle.
Wygląd "Calipse".
Można śmiało powiedzieć, że jest bardzo ładna. Bądźmy szczerzy ale o to również zadbano w Strefie 51.  Ładnym kobietą łatwiej byłoby przedostać się w ważne towarzystwo i wyciągnąć odpowiednie informacje. Duże, zielone oczyska, które odpowiednio umalowane przyciągają wzrok każdego. Mały zgrabny nosek, dzięki któremu wciąż ma coś z dziecka. Jej pełne wargi kuszą każdego. Na jej ciele nie zaobserwujesz, żadnych blizn, czy przebarwień skóry - jedynie kilka charakterystycznych pieprzyków na jej brzuchu.  Nie posiada żadnego tatuażu, ani nie ma przebitych uszu - kto wie, może ktoś kiedyś ją do tego namówi?  Maluję się - owszem, zazwyczaj delikatnie ale nie pogardzi także mocniejszym makijażem. Włosy brązowe, nigdy nie farbowane; dość długie. Nie można powiedzieć czy są proste, czy może wręcz przeciwnie - kręcone. Po prostu są zwyczajne, a ona sama je albo lokuje albo prostuje (w zależności od upodobania). Co do ubioru: zawsze musi wyglądać ładnie! Tak już jej wpojono i na pewno nigdy nie zauważysz jej w szarym, rozciągniętym swetrze, podziurawione bluzce czy spranych dżinsach. Wszystko musi być idealne, czyste i wyprasowane (tu można śmiało zaobserwować zachowanie jakie wpajała jej mama od małego, o czym sama nie ma bladego pojęcia). Tak więc w jej szafie mieści się wszystko, co jest aktualnie modne i co idealnie na nią pasuje. 
Bądźmy jednak szczerzy... skąd mamy wiedzieć jak wygląda zmiennokształtna, kiedy ta może zmienić dowolną część ciała w każdej chwili? To jednak sobie upodobała - tak wyglądałaby gdyby była normalna. Warto tu także opisać jej "drugie oblicze", czyli efekt eksperymentów nad nią. Kiedy dziewczyna się zezłości czy stanie się coś wyprowadzającego ją z równowagi, wprowadzając ją w strach, zamienia się w obrzydliwe monstrum. Jej ciało pokrywa ciemnoczerwony pancerz. Dodatkowo umacniany przez coś w rodzaju ciemnożółtego szkieletu. Wszystko jest nie do przebicia. Materiał ten można porównać do tytanu, a nawet czegoś mocniejszego, przygotowanego na najnowsze rodzaje broni. Zamiast włosów - grube stronki zbudowane z tego samego materiału, co ów dziwny szkielet (nie wiadomo jaką miały pełnić funkcje w przyszłości). Dodatkowo przy samej linii, która oddziela je od twarzy wyrastają małe kolce. Na twarzy można zaobserwować "korzenie" zdobiące, a raczej szpecące jej twarzyczkę - świadczy to o niedokończonym pancerzu. Za pewnie chciano także twarz przyozdobić skorupą, co albo nie zostało dokończone, albo z tego zrezygnowano. Jej tęczówki w tym wydaniu przybierają barwę czystego fioletu. Kto wie jak bardzo zabawiono by się jej wyglądem, gdyby tylko miano okazje.
.Tasha003 
Charakter Z-Kt345 :
Tu zaczyna się ciekawa zabawa. W laboratorium starano się usunąć jej dawny charakter i wstawić nowy bojowy. Starano się stworzyć kusicielkę, która byłaby idealnym zabójcą; idealnym stworzeniem w każdym calu. Takiej osoby jednak nie da się stworzyć. Miłość, przyjaźń i reszta przyjemnych odczuć została wymazana. Miała być robotem - maszyną do zabijania. Tego jednak nie da się zrobić z człowiekiem. Wszystko powoli wraca. Więc teraz jest jeden wielki bałagan, którego sama niesprzątnięte. Potrzebuje kogoś, kto pomoże poukładać jej wszystkie odczucia, emocje w jedną spójną całość.  Kto nauczy ją kochać i odczuwać coś więcej niż złość. Przez swoją wędrówkę już wiele się nauczyła. Nie tylko o świecie, ale także o sobie. Wie, że jest wybredna i niezdecydowana. Wiele jej zajmuje podejmowanie jakichkolwiek decyzji - czy to wybranie nowej sukienki, czy rodzaju broni. Jest bardzo inteligentna i bardzo szybko znajduje idealne rozwiązania. Zna wiele języków i jak już wcześniej wspomniałam potrafi się obronić. Odkąd eksperyment się nie udał zaczyna odczuwać samotność, strach. W snach wracają wspomnienia, co tylko bardziej sprawia, że czuje się zagubiona i samotna. Pragnie wszystkiego jednak próbować, choć czasami ma pewne obawy. Wciąż zaciera jej się granica między dobrem, a złem. Można by było nazwać ją szaloną - nie obawia się spacerów po nocach na dachu najwyższego budynku. Dużo czyta różnych książek, gdzie każdy bohater i jego czyny są przez nią bardzo mocno rozważane. Czasami zdarza się tak, że po przeczytaniu książki zachowuje się jak jej bohater - ona po prostu szuka samej siebie. Jak już sama siebie odkryje zobaczy, że jest zmysłowa, urocza, zabawna, wesoła, a także marudna, wymagająca, humorzasta, pragnie zawsze postawić na swoim, nie znosi przegrywać, cieszy się z każdej wygranej. Co śmieszne czasami upomina ludzi, że źle robią. Ktoś odłoży krzywo książkę w bibliotece ona pobiegnie ją poprawić. Ciekawa świata. Czasem może Ciebie nie zrozumieć i zrobić dziwną minę, a ty będziesz jej tłumaczył  dlaczego ludzie przybijają sobie piątki.Wiele mogę jeszcze wymieniać ale ona wciąż szuka swojego charakteru. Może ty pomożesz jej odzyskać tożsamość? Nie pewna i nie ufna. Boi się ludzi ale się do tego nie przyzna. Odpowiada bardzo króciutko i zwięźle. Czasami wybucha atakiem histerii czy zdenerwowania - to normalne.
Wszystko może się jednak zmienić z każdym dniem.
Ciekawostki!
- Mutant nieudany eksperyment, który uciekł przy najbliższej okazji.
- Nie ma bladego pojęcia o swojej rodzinie, o swoim imieniu i nazwisku. I co najważniejsze nie ma pojęcia, że ma brata, który ją wszędzie szuka odkąd 3 lata temu usłyszał o awarii.
-Nie pamięta swojego człowieczego życia -  w laboratorium starano się zrobić z niej robota, niezdolnego do uczuć, własnych decyzji czy innych ludzkich słabości. Niestety podczas próby uczynienia jej niesamowicie silną wszystko zaczęło powoli powracać, zaczęły się prześwity. Jednak wciąż ciężko jej odróżnić. Czy to tylko sen, czy może rzeczywistość.
-Wszystko jest dla niej nowe. Skomplikowane uczucia ludzkie jak i niektóre dania.
-Tak! W życiu nie jadła lodów, waty cukrowej czy innych słodkości. Wciąż na takie rzeczy, jak i skomplikowane dania reaguje jak na truciznę. Naprawdę ciężko ją przekonać do zjedzenia tego.
-Co to jest olejek do opalania? To jest kot? A to coś w czym jest zupa? - tak o wielu rzeczach nie ma pojęcia. Dostawała gotowe dania, wiedziała o istnieniu zwierząt ale nigdy nie widziała ich na oczy (nie licząc życia przed eksperymentem). Całkiem zabawnie to czasem wygląda, kiedy poznaje nowe rzeczy. Zna tylko to do czego miała dostęp w laboratorium. Niewiele, ale zawsze coś.
-Wielka obrażalska. Pamiętliwa w cholerę.
-Wspomniała, że nie zna także niektórych słów, a co za tym idzie - przekleństw?
-Robi głupie miny, kiedy stara się coś ze sobą skojarzyć.
-Kompletnie nie potrafi gotować, nawet pokroić chleba. Nie potrafi także niektórych czynności - mycie okna, odkurzanie itp.
-Nigdy nie była zakochana, ba ona się nigdy nie całowała! Nie licz więc na wielki romans z tą panną, ona na prawdę bardzo rzadko kogoś do siebie dopuszcza, ona jeszcze nie ma pojęcia o czymś takim jak miłość.
-Szuka osoby, która pokaże jej świat. Popuszcza z nią latawce, kupi watę cukrową, zabierze do zoo, cyrku czy wesołego miasteczka i wysłucha pytań, dlaczego ludzie tracą czas na takie błahe rzeczy. 
-Czasem zdarzy jej się zrobić coś głupiego, kogoś obrazić jednak nie ma pojęcia, że mogło to kogoś obrazić, czy urazić. 
-Coraz częściej miewa dziwne sny, które tak naprawdę są wspomnieniami z przeszłości.
-Zaczęła ją interesować fotografia, stare zdjęcia, sama zakupiła aparat i bawi się. Jest zafascynowana tym jak dziecko.
-Dokładnie tak można określić jej zachowanie. Jak dziecka. Trzeba też liczyć się z pytaniami, tymi męczącymi, które zadają dzieci. Dlaczego? A po co? A co to?
-Ciężko z jej pamięcią i zapamiętywaniem imion. Nie zdziw się jeśli zna cie tydzień, a wciąż mówi do ciebie jakimś dziwnym imieniem.
-Kiedy zacznie padać deszcz lub się zdenerwuje zamieni się w potwora.
[Serdecznie witam! Z czasem ta długaśna notka zostanie podzielona na zakładki :)]

126 komentarzy:

kiraj pisze...

[ My się z Fabianem witamy i od razu może zaproponujemy wątek, o! Maverick może Calipse zabrać do tego zoo, na watę cukrową albo na lody (bez skojarzeń, oczywiście >D). To w jego stylu, tym bardziej, że pomimo prawie roku spędzonego tutaj nie ma zbyt wielu przyjaciół i wypadałoby nareszcie znaleźć sobie jakieś towarzystwo. ]

Fabian E. Maverick

kiraj pisze...

[ Jasne, też dałam jednego wolnego pana, ciekawe czy ktoś go przejmie ;3 ]

No, Fabian! Dzisiaj jest ten dzień, ruszysz wreszcie swój interes z łóżka i wyjdziesz gdzieś do ludzi, znajdziesz przyjaciela! - to zdanie powtarzał sobie jak mantrę każdego poranka od około dziesięciu miesięcy. Cały czas wychodziło jednak tak, że szedł na śniadanie, później na lekcje i zazwyczaj już na tym etapie dnia zapominał o wszystkich początkowych planach oraz zamierzeniach. Kto jak kto, ale u Fabiana było to całkiem normalne. Może faktycznie miał ten syndrom Piotrusia Pana? W końcu, to chyba trochę nienormalne (a przynajmniej niezdrowe), żeby chłopak w jego wieku nie umiał podejść do kogoś i zwyczajnie w świecie zagadać, bo boi się dłuższej znajomości, co nie?
Tak, czy inaczej Fabian był wprost mistrzem w znajdywaniu sobie miliona innych zajęć, byle tylko nie mieć chwili czasu wolnego na załatwienie tej jednej, którą postanowił sobie spełnić już w pierwszym dniu w Recifle College.
Owszem, kilka osób się nim zainteresowało i przez jakiś czas robił za pewnego rodzaju sensację, ale w końcu stało się tak, jak myślał. Znowu został sam jak palec. On i jego pieprzony egocentryzm oraz kupa różnych uprzedzeń na powitanie.
W końcu nadszedł jednak ten cudowny dzień, kiedy przypadkiem natknął się na Calipse i postanowił, że może z nią uda mu się... zakolegować? To brzmiało trochę niedorzecznie, zważywszy na to, że on jakoś nie dawał wiary w miłość męsko-damską, ale spróbować nigdy nie zaszkodzi, prawda? Najwyżej będzie musiał sobie z własnej kieszeni kilka zębów wstawić, to nic strasznego, podobno.
Oczywiście nie planował nic złego, żeby dziewczyna musiała mu od razu darmowy przegląd zębów robić, ale czasami potrafił palnąć coś takiego, że głowa mała, a on nie dość, że nie kontroluje momentami mocy, to jeszcze własnego zachowania również. Krótko mówiąc w pewnych sytuacjach ma bardziej wyszczekaną buzię, niż powinien i zdarza się, że wychodzi mu to bokiem.
Tym razem zachował się całkiem ładnie i może dlatego (albo to zasługa tych pięknych, maślanych oczu które do niej zrobił) Calipse zgodziła się na wspólne wyjście do zoo i na watę cukrową, co stało się jego osobistym sukcesem tego tygodnia.
Pojawił się przed szkołą pięć minut wcześniej niż powinien, co było jednak lepszą opcją, niż spóźnienie się i właśnie wyłączał telefon, kiedy usłyszał czyjeś kroki. Szybko schował komórkę do kieszeni i uśmiechnął się na jej widok.
- Cześć, gotowa? - spytał, tak dla pewności, bo z kobietami to czasem bywało tak, że a to się zapomniały umalować, a to torebki nie wzięły. Fabian czasami się zastanawiał jak one głowy nie zapominają brać ze sobą. Pomińmy ten fakt, że on sam miał pamięć złotej rybki.

F. E. Maverick

YourFuckingSunshine pisze...

[ Przepraszam, przepraszam, ale naprawdę nie mam w głowie żadnego pomysłu, żeby nim rzucić. Bo nie wiem, czy Leon pasowałby nawet na towarzysza dla tej panienki... Pustkę w głowie mam trochę, ale jak tylko coś mi wpadnie to zawołam! ]

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

[ A pali. Nie wiem, sensowniej byłoby, gdybyś Ty zaczęła, ale pomysł dałaś... Tylko, że u mnie jest bardzo źle z zaczynaniem i nie wiem, kiedy bym to zrobiła. ]

Leon

YourFuckingSunshine pisze...

[ Nie przesadna, jeśli łaska. Miałam przerwę od pisania trochę i potrzebuję się rozruszać, że tak powiem. ]

Leon

tabletka na zgodę pisze...

[ A witam :> Zasadniczo, nic szczególnego do głowy mi nie przychodzi, aczkolwiek jeden pomysł jest. Na przykład jakieś nieporozumienie, typu Pearl w jakiś okolicznościach zobaczyłaby Calipse w swojej "drugiej skórze", przestraszyłaby się i próbowała zwiać, rzucając jakąś iluzję. Ewentualnie odwrotnie, czyli Pearl eksperymentowałaby sobie nad jakąć niepokojącą iluzją, a Calipse, dziewczę co to świata nie widziało by to zobaczyła i jakoś tam zareagowała... :D Naprawdę, nic innego nie widzę XD ]
Pearl

Panna na obcasach pisze...

Elizabeth

[Ach, no tak. Wiem, wiem - Trójeczka została mi w karcie przez przypadek, bo na początku postać miała być całkowicie inna. Dziękuję za zwrócenie uwagi.
I oczywiście na wątek chęć jest ogromna, tylko przyznam szczerze, że z pomysłami może być ciężko, ale przy wspólnej burzy mózgów chyba powinnyśmy dać sobie radę :)]

Ace pisze...

[no dobra xd nawet pasuje, bo on nie zawsze jest zabawny jak mu się wydaje xd mam zacząć czy ty chcesz czynić honory? xd]

Ace pisze...

[okej xd]

Reid wszedł do swojego miejsca pracy dość radosny. Może to przez tę poranną kawę (mrożoną, z czekoladą, mniam!) albo może się po prostu wyspał, co ostatnio było u niego baaardzo rzadkie. No tak to jest jak się do późna ogląda seriale, bo przez pracę ma się zaległości w odcinkach. Na szczęście nie miał daleko do pracy, bo tylko parę minutek. Poza tym śpieszyć się też nie musiał, bo nikt z rana się nie pchał do biblioteki. Chyba, że ktoś zapomniał wypożyczyć lektury, którą miał zaraz omawiać.
Ale dzisiaj cisza, więc Reid na spokojnie podszedł do swojego biurka, włączył komputer, a potem zabrał się za robienie sobie herbatki malinowej.
Usłyszał ciche skrzypnięcie drzwi i uniósł wzrok na dziewczynę, która właśnie wchodziła do pomieszczenia. Kojarzył ją ze szkolnych korytarzy. Uśmiechnął się lekko do niej.
- W czym mogę pomóc?

Miles pisze...

[ mógłby siedzieć gdzieś na korytarzu i bawić się płomieniem z zapalniczki na przykład. w ogóle tak sobie pomyślałam, że on mógłby w jakiś sposób przypomnieć jej o swoim bracie, skoro ten też jest pirokinetykiem... zaczniesz? ]

If not now, when? pisze...

[Oba komentarze to raczej nie do mnie. Pomyliły Ci się karty. ;)]

David

queen b pisze...

[A dzień dobry.
Jasne, że tak. Zawsze lepsze to niż nic. Co do długości, to wolałabym coś średniego, bo na krótkie wątki nie mam pojęcia, jak odpisywać, a na długie dziś nie mam siły niestety c:]

~Nikolaj Bukov

francuski piesek pisze...

[Kompletnie się w tym wszystkim gubię, ale sądzę, że tak. Tak przynajmniej sobie napisałam. Nie wiem, źle to jakoś wygląda? Pierwszy raz prowadzę postać na tego typu blogu, więc mogę się mylić.]

Charles

francuski piesek pisze...

[Oh merde, przepraszam najmocniej. >.< Jestem ślepa, jak kret, więc aż mi się wstyd przyznać, że prawdopodobnie tego nie zauważyłam, a czytałam regulamin po kilka razy. Póki co chyba żadnych pytań nie mam, z czego się cieszę (łiii, nie jestem aż tak tępa). I co do wątku - z chęcią podrzuciłabym jakikolwiek pomysł, ale może ty posiadasz coś w zanadrzu? Jeśli nie, to pogłówkuję. :)]

Charles

cisza. pisze...

[Hej :) Coś myślę, że na tym blogu wytrwam o wiele dłużej :)]
Katherine

Ace pisze...

Ano, lekcje były nudne, choć nie wszystkie. Reid uwielbiał lekcje języka angielskiego, kiedy omawiali różne lektury. Nie, nigdy nie przeczytał żadnej, ale nauczycielka potrafiła mówić o tym tak ciekawie, że aż chciało się zajrzeć do tych książek i się przekonać, czy rzeczywiście to było tak cudowne, jak ona opisywała. A, tak, przeczytał Makbeta, bo strasznie mu się spodobało, kiedy pani profesor o tym mówiła.
- O ludziach... hm... coś konkretnego? Miłość? Sensacja? Dramat? Horror? - dopytywał się, patrząc na nią uważnie. Była tutaj pierwszy raz, więc chciał, żeby dobrze zapamiętała tę wizytę i wpadała częściej nie tylko ze względu na książki, ale żeby sobie z nim czasem pogadać. Lubił poznawać nowe osoby. Coś się wtedy działo i można było poznać nowe punkty widzenia albo jakieś nowe fakty.

tabletka na zgodę pisze...

Robiła to tylko gdy niesamowicie jej się nudziło i rozpierała ją energia lub wyobraźnia, tak więc niezbyt często. Eksperymentowanie to dla niej chleb powszedni, jednak nie na taką skalę.
Był już wieczór dlatego postanowiła zrobić to w pałacu, bo jej pokój był zdecydowanie za mały na to co zamierzała stworzyć. Zaszyła się w którejś z pustych sal, siedząc po ciemku na krześle. Wyciszyła się, skupiła i zaczęła... tkać, bo tak właśnie nazywała proces tworzenia złudzenia, dobieranie wygladu, funkcji, zachowania, usposobienia... Tworzenie czegoś tak dobracowanego wymagało umiejętności których Pearl nie posiadała. Owszem, umiała stworzyć jabłko, o idealnym kształcie, wyglądzie, smaku i wartościach, lecz nie istotę, która na określony czas mogłaby być niezależna, dlatego to było takie niebezpieczne.
Nie wiedziała na czym jej zależało, być może na krzyżówce okropnych potworów z powieści Stevena Kinga, ale cóż, coś jej sie udało. Coś równie potwornego. Coś z dwumetrowym, kolczastym ogonem, rogami, krwawiącymi ścięgnami na ciele i czarnymi ślipiami patrzącymi na nią z tak rzeczywistą nienawiścią, że aż z przerażenia zapomniała, że jedynie ona ma nad tym władzę.

Pearl

YourFuckingSunshine pisze...

[Błagam o uważniejsze pisanie, albo chociaż sprawdzanie tego, co napisałaś. Proszę o to dlatego, że błędy u Ciebie ewidentnie mnie rozpraszają.]

Nie obchodzili go inni, nie obchodził go fakt, że poza nim jeszcze ktoś został pokrzywdzony jakimś wątpliwym darem, uzdolnieniem. Był tu, względnie bezpieczny i wciąż żywy, co pozwalało uspokoić się niegdyś rozszalałemu, ale wciąż młodemu umysłowi. Nie przynosiło to jednak skutków, jeśli chodziło o doskonalenie swojej mocy, niestety. Po dzisiejszym dniu na przykład, miał spory opatrunek na brzuchu i obolałą dumę.
Z racji, że ostatnio przydzielono mu współlokatora – palił na korytarzu, ale pora wydawała mu się na tyle późna, że nie spodziewał się żadnej żywej duszy włóczącej się po szkole. A ta jak na złość się pojawiła, ba, jeszcze zwróciła na niego uwagę i zadała pytanie.
Bezczelna.
- Nie ma sensu – sarknął i zlustrował dziewczynę niezbyt przychylnym spojrzeniem. – I podobno ma pomóc w odstresowaniu się, ale tak naprawdę fajki gówno dają, działają głównie na niszczenie pęcherzyków płucnych. Cudownie, prawda? – zadał pytanie i właśnie w tej chwili uświadomił sobie, jak daleko sięga jego wariactwo.

Leon

zawrót głowy. pisze...

[chcę wątek! ;3 wiem, ze ja jestem od wymyślania, ale ogarniam zakładki, wiec jeśli wymyślisz będę wdzięczna!]

Amelie.

Paskudny Sierściuch pisze...

[Tiago nie przepada za rozmawianiem o sobie, ale możemy spróbować zawrzeć jakieś kontakty towarzyskie. Nie obiecuję efektów tylko...]

Santiago

Shout! pisze...

[Dzień dobry. Jeżeli chodzi o wątek, to póki co mój pomysł ogranicza się do wspólnych zajęć]

Abby

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Witaj Calipse, jeżeli tak mogę się to ciebie zwracać, jeżeli wolisz jakoś inaczej to powiedz. Chciałbym być dla ciebie wsparciem i pomocą gdybyś potrzebowała towarzysza bądź psychologa. Od dyrektora już wiem co nieco z twojej historii i kwestii mocy. - Will, zawsze był ciekawy nowych uczniów jednak ciekawość zawsze wyprzedzała ich wizyty przez co zawsze szukał informacji o nich w różnych szkolnych aktach by od razu częściowo uzupełnić swoje.
- Możesz przychodzić do mnie kiedy chcesz, właściwie cały czas jestem wolny, możesz się zapowiadać lub nie, nie robi mi to specjalnej różnicy.
tak na początek to może powiedz mi jak czujesz się w nowym środowisku? -

Ace pisze...

Spojrzał na nią, a potem westchnął, odwracając wzrok.
- Sprawiały baardzo dużo problemów. Uważałem je kiedyś za przekleństwo. Wyobraź sobie dzieciaka, który ma skrzydła, a reszta jego kolegów nie. No i jeszcze rodzice. Szkoda gadać w ogóle - machnął ręką. Znów westchnął. Nie lubił o tym wspominać. Mimo że było to parę lat temu, to nadal bolało. - Z horrorów to najlepiej coś Stephena Kinga. On pisze dobre powieści. Polecam "Mgłę". Sam nie miałem okazji przeczytać, ale film był mega. Więc książka pewnie jeszcze lepsza - uśmiechnął się do niej delikatnie.

Jaspis pisze...

[Pomysł jak najbardziej mi odpowiada :) Z tym że Elizabeth prowadziła badania głownie na wojskowych, ale za to jej przyjaciel, William, mógł zajmować się Calipse i ona by mu w tym pomagała. Stąd bardzo dobrze znałaby całą sprawę.
Ostrzegam, że Elizabeth śmiertelnie boi się spotkania z jakimkolwiek mutantem ze Strefy 51, więc może różnie reagować, w obawie, że ktoś chciałby się na niej zemścić czy nawet ją zabić. Także może być ciekawie ;) Kto zaczyna? ;)]

Elizabeth Thomson

Jaspis pisze...

Mówiła, że nie chce wychodzić. Więcej, nawet krzyczała i szarpała się na tyle, na ile pozwalało jej wątłe, zniszczone ciało. Oni jednak nie słuchali. Mówili, że to dobrze jej zrobi. Że nie może wiecznie siedzieć w swoim pokoju! Akurat z tym jednym się zgadzała, dlatego czasem wybierała się na nocne spacery, w czasie których toczyła walkę z samą sobą i swoim ciałem. Kogo jednak pokusiło, by wyprowadzić ją na zewnątrz, gdzie była wystawiona na widok uczniów?! Uczniów, którzy nienawidzili takich jak ona. Przecież to za ich sprawką się tutaj znaleźli, za ich sprawką niejednokrotnie cierpieli. Zobaczywszy Elizabeth, słabą i niezdolną do obrony, któż nie pokusiłby się o to, by się odpłacić? Oko za oko, ząb za ząb.
Nie była w stanie dłużej się opierać. Chciała, lecz jej kończyny opadły bezwładnie, mimo iż wcale sobie tego nie życzyła. Wtedy też wynieśli ją na zewnątrz, na błonia, nie zwracając na jej złorzeczenia i próby gryzienia, po czym usadzili ją na ławce i odeszli. Elizabeth zaś, tocząc wzrokiem wokół, skuliła się i objęła ramiona dłońmi, mimo że wcale nie było chłodno. Jej jasne, przekrwione oczy skakały od jednego mutanta do drugiego, a przez rozchylone lekko usta ze świstem ulatywało powietrze. Bała się, że znajdzie się tutaj ktoś znajomy. Ktoś, kto będzie znał ją ze Strefy 51 i nie będzie z nią wiązał przyjemnych wspomnień. Cóż jednak mogła zrobić? Mogła sturlać się z ławki i postarać się wrócić do pokoju. Ale to zaraz. Wiedziała, że jeszcze teraz nie da rady.
Skubiąc jeden z czarnych loków, spuściła wzrok, starając się nie zwracać na siebie uwagi. W duchu błagała, by ją zabrali, by zamknęli w bezpiecznych czterech ścianach. Bawiąc się włosami, przestała zwracać uwagę na otoczenie i zaczęła mamrotać do siebie, snując plany na najbliższe dni. Myśląc o tym, co ją czeka i co chciałaby zrobić. Blada, z niejakim zadowoleniem powitała ciepłe promienie słońca, nie miała jednak ochoty na uśmiech. Od pół roku prawie wcale się nie uśmiechała...

Elizabeth Thomson

M. Aristow pisze...

[Hej,myślę że wątek będzie, co? ;) jakies pomysły masz może?]

Aristow

M. Aristow pisze...

[no i dobrze, banalne pomysły najlepiej wychodzą więc nie narzekaj że takie dałaś.
Można zrobić to że przyjdzie do niego i zacznie wypytywać ;) Aristow pewnie nie będzie zbyt rozmowny, ale będzie miał pecha i pogadać musi xD
zaczniesz?]

M. Aristow pisze...

[długość to raczej średnie, bo długich pisac nie umiem ;P]

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Dobrze, niech będzie Calipse, brzmi zdecydowanie lepiej. - Uśmiechnął się delikatnie.
- Jeżeli chodzi o innych to trudno nawiązuje się nimi kontakt, przynajmniej z częścią z nich, szczególnie w miejscu jak to. Tutaj w sumie każdy skrywa za sobą jakąś przeszłość, niektórzy próbują o niej zapomnieć, a niektórzy wręcz odwrotnie, przynajmniej jakąś część. - Spojrzał łagodnie na dziewczynę i złączył swoje dłonie, opierając łokcie na fotelu.
- W sumie sam tego nie rozumiem, w pewien sposób ludzie którzy są tak od siebie różni są jednocześnie bardzo blisko siebie a jednak nie potrafią zrozumieć drugiej osoby w tej sytuacji tylko zachowują się jak bachory. Zrobię wszystko żeby ci pomóc i mam nadzieje, że twoja sytuacja tutaj się poprawi. -

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Zaczynając od samego początku, czyli mogę po prostu być twoim znajomym, możesz przychodzić tutaj po prostu pogadać kiedy będziesz znudzona, albo miała ochotę pogadać, i mogę spróbować ci pomóc przypomnieć ci coś z twojej przeszłości. W zasadzie to możesz wybrać, może jest też coś co byś chciała, a ja o tym nie wiem, zawsze śmiało możesz coś proponować. Kiwnął lekko głową, bardziej dla siebie, że dobrze ujął to zdanie niż do niej.
- Z tego co już mniej więcej wiem to obecnie najważniejsze dla ciebie jest zaaklimatyzowanie tutaj i odzyskanie pamięci, zgadza się? -

Sasha pisze...

[Chętnie. Jakieś pomysły?]

nie istnieję pisze...

[Pomysł mi się podoba. Zrealizujesz go, czy ten przykry obowiązek zaczęcia wątku spada na mnie? xD]

Andrew O'Dwyer

Unknown pisze...

[ No to ja zacznę :3]

Calipse. Owszem, znam. Dziewczyna dosyć dziwna. Zero kobiecości i seksapilu. Przynajmniej na wierzchu. W każdym w końcu jest ukryty potencjał, prawda? Już dawno postanowiłam zmienić Cal w stuprocentową kobietę i sprawić aby się zakochała. I właśnie dzisiaj postanowiłam wcielić swój plan w życie. W czasie lunchu znalazłam dziewczynę bardzo szybko. Podeszłam powolnym krokiem do jej stolika i usiadłam na przeciwko niej. - No cześć. - powiedziałam uśmiechając się promiennie. Dziewczyna nawet się nie domyślała co mam zamiar zrobić. - Dziewczyny siadajcie. - mruknęłam do koleżanek.
[Mam nadzieję, że może być :) Wiem, dupy nie urywa ;p]
//Panna Am

Ace pisze...

- Nie martwię się. Nie aż tak, jak kiedyś - uśmiechnął się szeroko. - Oj, raczej wątpię,żeby zazdrościli, ale mam ich gdzieś. Tutaj mam lepszych przyjaciół. Mgła jest o mgle - roześmiał się. - Poważnie. W mieście pojawia się mgła, a w tej mgle grasują potwory. Grupa ludzi schowała się w supermarkecie i próbują rozwikłać zagadkę. No i końcówka jest mega mega mega! - zachwycił się dość mocno. No co, naprawdę strasznie podobał mu się ten film, no. - Musisz obejrzeć czy tam przeczytać. Nawet nie wiem, czy jest u nas w spisie - obrócił się w stronę komputera i zaczął wyszukiwać. Po chwili znalazł dopasowanie. - Jest! Więc jak będziesz chciała, to chętnie ci wypożyczę.

[serio, polecam :D film jest naprawdę genialny x3]

tabletka na zgodę pisze...

Z szeroko otwartymi ze strachu oczami przyglądała się swojemu dziełu, wstrzymując oddech. Potwór zaś tylko stał, dysząc i błyskając wrogim spojrzeniem w całkowitej ciszy i wtedy ktoś krzyknął. Pearl podskoczyła na krześle i z przerażeniem spojrzała w tamtą stronę, lecz na podłodzę siedziała tylko dziewczyna.
Obraz potwora rozmył się i zniknął, a Pearl zerwała się i podbiegła w stronę intruza. Jednak nie klęknęła się przy dziewczynie, bo doskonale wiedziała, że było bo to w więszej mierze niebezpieczne gdy panuje zamieszanie, a dziewczyna jest przestraszona, wiadomo, odruchy obronne i te sprawy... W tej szkole trzeba być ostrożnym.
- Wszystko okej? - zapytała patrząc na nią uważnie. Panna wyglądała jednak na niewinne stworzenie, więc porzuciła obawy. - To nie było prawdziwe, nie masz się czego bać. - powiedziawszy to klęknęła przy niej, chcąc pomóc wstać.

Pearl

francuski piesek pisze...

[Co ty na to, żeby między Calipse, a Charlesem rozwijały się przyjazne stosunki? On mógłby być kimś w stylu jej nauczyciela od błahych rzeczy, które dopiero poznaje. Mógłby jej pokazywać, jak się myje te okna, albo włącza odkurzacz. xD Ukradliby kilka talerzy ze stołówki, a Francuzik pokazałby, jak super się je rozbija. Później narobiłoby się problemów, ale mniejsza z tym.]

Charles

francuski piesek pisze...

[Tak bym cię ładnie poprosiła, żebyś ty zaczęła. xD Dzisiaj kompletnie nie mam głowy do wszystkiego, więc mogłabym spaprać wszystko. :P]

Charles

Unknown pisze...

- Och, jednak nasza nowa koleżanka umie mówić. - zaśmiałam się dźwięcznie. - Po lekcjach zabieram cię na zakupy i nie chcę słyszeć nie. - powiedziałam wciąż się uśmiechając. Nie, ja nie prosiłam, ja żądałam. A moje żądania zazwyczaj były wykonywane. I tak miało być i tym razem. Calipse jeszcze będzie podbijać serce chłopców. Z moją pomocą, oczywiście. Zaczęłam jeść swoją sałatkę nie zwracając nawet uwagi na powitania ze strony uczniów. Jedynie dziewczyny odpowiadały na każde 'cześć'.
//Panna Am

cośtupowinnobyć pisze...

[mają bardzo dużo wspólnego, oboje są nieudanymi eksperymentami i oboje mają w sobie coś z 'robota'. Może Greg zobaczy ją któregoś dnia,, w nocy, na dachu i pomyśli początkowo że chce sobie coś zrobić? Okaże się, ze dziewczyna po prostu poszła tam posiedzieć, więc chętnie się dosiądzie i zaczną gadać o szeroko pojętej przeszłości i eksperymentach? :)]

greg.

Dobry Niemiec pisze...

[Liczę na ciebie w kwestii wymyślania, więc poczekam :)]

~Rodion

cośtupowinnobyć pisze...

[och, och... byłabym TAK BARDZO WDZIĘCZNA gdybyś zaczęła <3!]

greg.

kiraj pisze...

Fabian widocznie się rozpromienił, widząc że dziewczyna nie zrobiła go w konia i faktycznie przyszła na miejsce spotkania w dodatku punktualnie, niczego nie zapominając. Posłał jej przyjacielski uśmiech i dla pewności pomacał się po kieszeniach, żeby upewnić się gdzie ma portfel. On na szczęście też niczego nie zapomniał. Chustki higienicznie są, kasa też i telefon również, na wypadek gdyby ktoś spragniony wypłakiwania się w rękaw lub przytulania postanowił go poszukać.
- Pojedziemy autobusem? Zoo jest spory kawałek stąd. No, chyba że chcesz się przejść, to nie ma sprawy. Możemy pospacerować. W ogóle wiesz, że do miasta ma przyjechać cyrk? Przejazdem co prawda, ale i tak może być fajnie. Ja cyrków nie lubię, bo tam są klauni, ale może ktoś od nas się tam wybierze - stwierdził. Miał atak słowotoku, ale to u niego całkiem normalne zachowanie, kiedy się denerwował obecnością kogoś zupełnie mu obcego i to w dodatku dziewczyny.
Ładnej dziewczyny.
- Fajnie wyglądasz - postanowił skomentować. Podobno kobietom nigdy nie jest mało prawienia komplementów. Miał nadzieję, że Calipse nie weźmie go za jakiegoś natarczywego czy za zboczeńca. On nie wiedział jak dużą ma wiedzę o świecie i kto wcześniej z nią go odkrywał. A przecież każdy człowiek ma inne spojrzenie na świat.

F. E. Maverick

[ Dzięki za odpowiedź na mailu <3 ]

Unknown pisze...

- A dlaczego by nie? Skoro masz problem z 'odnalezieniem' starej siebie to my stworzymy ciebie całkiem na nowo. Jesteśmy już umówione u mojej wizażystki. Myślę, że jeśli rozjaśnimy ci włosy i zetniemy je powinno być dobrze. Co o tym sądzicie? - dziewczyny jedynie pokiwały entuzjastycznie głowami. - Później kupimy ci całkiem nową garderobę. Kiedy wejdziesz tu jutro chłopcom zmiękną kolana. Oczywiście nie tak jak na mój widok. - zachichotałam. - O przepraszam, muszę coś załatwić. - odeszłam od stolika w kierunku jednego z moich chłopców. Cóż, jeśli ktoś mi się znudzi to muszę się go pozbyć, prawda? Tak było też z nim. Szybko wróciłam do stolika zostawiając załamanego chłopaka z kumplami.
//Panna Am

Sasha pisze...

[To może zrobimy tak, że Sasha będzie wracał z przepustki, ale w pewnym momencie zauważy jak Calipse ścigają naukowcy z zewnątrz i ruszy jej na pomoc. Może być?]

Jaspis pisze...

[A ja? :(]

Elizabeth Thomson

francuski piesek pisze...

Jakiś czas temu poznał Calipse. Jedną z mutantek, której był osobistym nauczycielem. Ot co. Dziewczyna została pozbawiona wszystkiego, za czym szła nauka od nowa. Nawet najprostszych rzeczy takich jak rozpoznawanie kształtów czy reakcji ludzi. Chłopak nie miał nic przeciwko temu. Sam jej to zaproponował, więc hulaj duszo.
Tego dnia jakoś w ogóle nie miał ochoty ruszać się z pokoju. Męczyła go jedna książka, którą obiecał sobie skończyć w najbliższym czasie, a skoro teraz nadarzyła się okazja, to trzeba korzystać, nie?
Usiadł w kącie na podłodze i kiedy już miał wgłębić się w tajemnice ostatnich rozdziałów - ktoś zapukał do drzwi. Charles westchnął ciężko i wywrócił oczyma.
- Otwarte! - krzyknął, niechętnie podnosząc swoje szanowne cztery litery z podłogi.

Charles

Unknown pisze...

- Żadnego, czy ja zawsze muszę mieć jakiś cel? Chcę się po prostu zaprzyjaźnić. - spojrzałam w stronę chłopaka. - Och, nic takiego. Powiedziałam mu że z nami koniec a chłopak się biedny załamał. - zrobiłam smutną minkę by zaraz posłać całusa jednemu z jego kumpli po czym wróciłam do jedzenia sałatki.
//Panna Am

Ace pisze...

- Jak chcesz, to siedź. Ja bardzo lubię towarzystwo. Nie jestem typem samotnika, chociaż... czasami lubię posiedzieć sam. Z resztą, jak każdy - uśmiechnął się do niej, podsuwając ciasteczka bliżej niej. - Jedz, ktoś to musi wszamać - sam też wziął jednego. No co, całą swoją szafkę miał w ciastkach, czekoladach, paluszkach, czipsach... No co, uwielbiał jeść takie rzeczy. Potem grzecznie szedł na stołówkę i brał parę owocków, żeby mieć witaminy, a nie tylko na takim żarciu...

[tak, o tym mówię :D mocny film xd właśnie ostatnio widziałam, że dodali na necie, może sobie obejrzę xd]

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Mówiąc szczerze. Robię to ponieważ ktoś musi, a jednak w tej szkole się wychowałem więc mam niejakie pojęcie o ludziach, którzy z dnia na dzień tutaj napływają, sam jestem jednym z nich, więc raczej ja będę zdolny zrozumieć kogoś z was niż ktoś, nazwijmy to z zewnątrz.
Poza tym, rzeczywiście lubię to robić, lubię słuchać. Możesz powiedzieć że sprawia mi to przyjemność. - Will uśmiechnął się. Na prawdę lubił to robić, szczególnie cenne były momenty, w których mógł komuś na prawdę pomóc.

Jaspis pisze...

Elizabeth spoglądała akurat w inną stronę, przez co nie zauważyła, jak dziewczyna się do niej zbliża. Siedziała w błogiej nieświadomości, nie mając pojęcia o nadejściu huraganu, dopóki Calipse się nie odezwała. Już sam dźwięk jej głosu sprawił, że kobieta drgnęła niespokojnie, znała bowiem ten ton doskonale, nie chciała jednak jeszcze dopuścić do siebie myśli o tym, co miało ja spotkać. Wreszcie odwróciła głowę, a jej oczom ukazał się nie kto inny, jak Calipse właśnie.
W tym samym momencie Elizabeth doświadczyła tego wszystkiego, czego się najbardziej obawiała. Za wszelką cenę chciała uniknąć spotkania z mutantem, który znałby ją jeszcze ze Strefy 51, bowiem czy mógł żywić do niej jakiekolwiek inne uczucia poza nienawiścią? To myśl o takim spotkaniu przyprawiała ją o dreszcze, kiedy to paraliżował ją strach, teraz zaś to wszystko działo się na prawdę.
Pierwszym, instynktownym odruchem była chęć ucieczki, Elizabeth jednak byłaby w stanie przebiec jedynie parę metrów. Stąd spoglądała na dziewczynę szeroko otwartymi oczami, w których wyraźnie widoczne było czyste przerażenie i mimowolnie zaczęła się trząść, choć nie chciała pokazywać swojej słabości. Oddech kobiety przyspieszył, wtórując sercu obijającemu się szalenie o klatkę żeber. Elizabeth podciągnęła nogi pod siebie i skuliła się najbardziej jak to tylko było możliwe, wciskając głowę między ramiona. Nie odezwała się ani słowem, nie tylko dlatego, że przez zaciśnięte gardło i suchość w ustach nie była w stanie nic powiedzieć. Co miała mówić? Żadne słowa tutaj nie pomogą.

Elizabeth Thomson

Artemis (Q.) pisze...

[Ty zawsze mnie ładnie witasz xP Mogłabyś w ramach tego od razu wątek zacząć, Lex ;> Totaaaalnie zaczynasz, słońce ;*]

Altair

Anonimowy pisze...

- Tak, w sumie. Dobra. Wiem, że wydaje się być podłą zdzirą, która sypia z każdym napotkanym facetem i może to jest prawda, ale mam dobre serce. Na serio, nie chcę nic w zamiana za to, że pójdziesz ze mną na zakupy. - powiedziałam trzymając na widelcu kawałek sałaty. - A jeśli chodzi o tamtego chłopaka to.. Znudził mi się, po prostu. Sama zobaczysz, że nie łatwo jest być z jednym facetem.
Panna Am

Anonimowy pisze...

- No tak. Dobra. Może i wydaję się wredną suką, która sypia z ki popadnie i może to i prawda, ale czasami potrafię być grzeczną dziewczynką. - uśmiechnęłam się promiennie. - Na serio nie ma drugiego dna w tym wyjściu. A jeśli chodzi o tego chłopaka to po prostu mi się znudził. - wzruszyłam ramionami.
Panna Am

YourFuckingSunshine pisze...

Miał szczerą ochotę strzelić tej dziewczynie w głowę. Nie lubił jałowych rozmów o niczym konkretnym, męczyły go i sprawiały, że odechciewało mu się wszelkiego kontaktu z ludźmi.
Westchnął słysząc, że młoda mutantka znowu coś do niego mówi, skrzywił nawet lekko nos na dźwięk jej głosu.
- Nie bądź irytująca, od razu sama sprawdź, jak się będziesz czuła po fajkach i nie będziesz musiała się o nie wypytywać – wypowiedział i nawet wyciągnął w stronę dziewczyny paczkę z papierosami i zapalniczką. – Wiesz, nauka poprzez doświadczenie i te rzeczy – powiedział jeszcze na zachętę i sam włożył swoją niedopaloną jeszcze używkę pomiędzy wargi, a później zaciągnął się z błogością.

Leon
[Nie pominięta. To, że nie odpisuję komuś oznacza w głównej mierze, że nie mam pomysłu lub chęci na to, aby odpisać, nie lubię dawać szmiry, którą zaprezentowałam wyżej.]

Makita pisze...

Przepustka była dla mnie bardzo istotną sprawą. Zawsze jej wyczekiwałem niczym dzieciak na prezent od Dziadka Mroza. Tym razem ponownie udałem się do miasta. Kupiłem sobie najnowszą płytę swojego ulubionego zespołu. Byłem w stanie poświęcić na nią wszystkie swoje zaoszczędzone pieniądze.
Wracałem na skróty krętymi, ciemnymi uliczkami. Podobno, kto drogę skraca, ten do domu nie wraca. Babcia tak mi zawsze powtarzała. Jednak ja nie zwracałem na to zbyt wielkiej uwagi. Mój wzrok przykuli mężczyźni, którzy podejrzanie skradali się za jakąś dziewczyną. Rozpoznałem jednego z nich. Naukowcy, przeklęci naukowcy, którzy mnożyli się jak robactwo. Wyciągnąłem z kieszeni szkicownik, a bomba dymna, którą miałem na papierze, stała się prawdziwa. Puściłem ją zasłaniając dymem widok naukowcom. Pobiegłem i chwyciłem dziewczynę za rękę. Ciagnąłem ją w bezpieczne miejsce. W końcu się zatrzymaliśmy.
- Nie krzycz. Nie mów nic. Nie rób nic co może nam zaszkodzić- powiedziałem do niej- Jestem tutaj, aby Tobie pomóc- dodałem po krótkiej chwili, dysząc.

Ace pisze...

- Nie można. Potem człowiek głupieje - westchnął - Zaczyna robić głupie rzeczy i tak dalej - westchnął. - Rozumiem, że można chcieć pobyć samemu, ale też bez przesady. Chociaż wiesz, może ja tego nie rozumiem, bo nie jestem typem samotnika. Może tacy nie mają problemów, jeśli nie gadają do kogoś przez parę dni... Ja jednego dnia nie wytrzymam bez gadania do kogokolwiek - zaśmiał się. - Dobrze, że pracuję jako bibliotekarz. Tutaj codziennie można pogadać z tyloma różnymi osobami na tyle różnych tematów - zachwycił się na chwilę, uśmiechając się. - A ty? Lubisz być sama, czy wolisz przebywać z kimś?

Mitch Lucker, the King. pisze...

[Oh, wreszcie znalazłam postać c: Wątek - oczywiście! Pomysły - ugh, z tym nieco gorzej. Cóż, w sumie Teddy jest piromanem obdarzonym pirokinezą, który nie do końca kontroluje swoje umiejętności...]

Grimshaw.

Mitch Lucker, the King. pisze...

[Hm, opcja jakaś łatwo się znajdzie, ale teraz może pomyślmy bardziej nad miejscem spotkania, bo z tym mam zawsze większe problemy c:]

Grimshaw.

Mitch Lucker, the King. pisze...

[Niech będzie. Mam zacząć, czy będzie pani ulgowa dla nowej? c:]

Grimshaw.

Mitch Lucker, the King. pisze...

[Dziękuję bardzo, zaczekam :3]

Grimshaw.

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Im bardziej realizujesz się w tym co robisz, czy też masz z tego radość, cieszysz się z wykonywanego zajęcia, tym lepiej dla ciebie i dla tych z którymi masz kontakt, w sumie jestem takiego zdania. - Powiedział i poprawił lekko mankiety koszuli.
- To jak myślisz, będziesz mnie czasem tutaj odwiedzać? - Zapytał czekając z uwagą na odpowiedź dziewczyny

Rukia pisze...

[Mi wszystkie pomysły jak najbardziej odpowiadają, więc możesz mi podpowiedzeć który bardziej wolisz. A jak nie, to możemy trochę pomieszać. Declan nie zawsze ma szczęście z swoimi mocami, więc może uciekać przed kosiarką lub czymś podobnym i w swojej desperacji zacznie się wspinać po rynnie i wpadnie do pokoju Calipse. Może być tym niezadowolony bo dziewczyna go irytuje swoimi pytaniami lub przeciwnie, bo bardzo mu się podoba.]

Declan Ward

Ace pisze...

- Też wolę słuchać, niż gadać. No chyba, że mam o czym, to tak, nawijam jak najęty - zaśmiał się cicho. - No i lubię słuchać osób, które opowiadają o czymś z taką pasją, jak są tacy zafascynowani czymś. To jest naprawdę fajne. Pewnie nie raz już doświadczyłaś czegoś takiego, co?
No cóż, Reid przyzwyczaił się do tego, że uczniowie wszystko sprawdzali, byli zaciekawieni, wszystkim się interesowali. Nie musiał pytać - domyślał się, że oni są po prostu eksperymentami. Nie przeszkadzało mu to wcale. Jeśli oni jego szanowali, on szanował ich. Proste i logiczne. tego się trzymał.
- A pokazywali ci już nasze jezioro? Albo park? O tej porze rosną tam kolorowe kwiaty. No i ptaki ćwierkają. Niby nic, ale potrafi na człowieka wpłynąć. Spodoba ci się.
O ile już się nie spodobało, bo może już tam była.

raven pisze...

[Dobre! Buzz również bardzo chętnie zorganizowałby malutki kurs gotowania, chociaż mam dziwne przeczucie, że takie lekcje z udziałem tej dwójki szybko skończą się wysadzeniem w powietrze połowy zamku. Można by później pokombinować też z tymi snami. Boru zielony, jak ja wszystko potrafię skomplikować D:]

Buzz

raven pisze...

[Preferuję te dłuższe, aczkolwiek nie pogardzę żadnym.]

Buzz

Rukia pisze...

-Jasna cholera!- Wrzasnął Declan, widząc jak kosiarka wydaje ryk niezadowolenia. Było to nie przemyślane; chłopak nie wziął wcale pod uwagę tego, że kosiarka może mu zrobić nie wielką krzywdę. Dopiero, gdy ta niewielka maszyna ruszyła z rozpędem w jego stronę, zdał sobie sprawę z tego jakie ma kłopoty.
Przechodzący nawet nie przejęli się widokiem uciekającego nastolatka. W Recifle często spotykały go takie nieszczęścia. Po części mogła to być kara z psikusy które sprawiał innym, gdy owe przedmioty samego go nie goniły. Declan potrafił raz na jakiś czas zapanować nad ożywianiem danego przedmiotu, lecz siedem na dziesięć ożywiań zdarzało się przez czysty przypadek.
Declan nie należał do najbardziej wysportowanych osób. Wolał swoje wygodne łóżko lub inne miejsca, które nadawały się do wypoczynku.
Chłopak i kosiarka przebiegli dookoła szkoły, gdy diaboliczna maszyna skrobała mu pięty od jego czarnych trampków. Czuł niemały ból w klatce piersiowej, więc rozejrzał się dookoła szukając jakiejkolwiek deski ratunku.
Z ust wydał się głośny okrzyk triumfu, gdy ujrzał rynnę. Spoglądając szybko na opętaną maszynę, chwycił rurę, podparł stopy o ścianę i zaczął się wspinać. Na szczęście nie oblał wspinaczki po linie na lekcji wychowania fizycznego, a wspinanie po rynnie było podobne. Równie dobrze mógł by dalej uciekać, ale nie był pewny ile kosiarka będzie jeszcze żyć. Mogła się wyłączyć za dwie minuty...Lub za dwie godziny.
Westchnął z ulgą, widząc otwarte okno i chwycił się parapetu.
Gdyby Declan ujrzał kogoś innego w takiej sytuacji, miał by z tego niezły ubaw. Jego mięśnie jak zwykle były na wakacjach gdy były potrzebne, więc z wielkim wysiłkiem zdołał zahaczyć nogi o parapet. Było to mało obmyślane, bo po sekundzie stracił równowagę i runął do pokoju z hukiem.


Declan Ward

raven pisze...

Buzz starał się, aby postrzegano go jako szanowanego członka szkolnego personelu, co w poniektórych przypadkach figurowało jako zjawisko niemal niemożliwe. Za przykład postawmy tych starszych, poważnych profesorów, którzy w Recifle przebywają znacznie dłużej niż on – a więc grubo ponad dwadzieścia dwa lata. Patrzą na niego z drwiącą pobłażliwością, ponieważ para się typowo kobiecym zajęciem oraz w każdej sytuacji prezentuje co najmniej dziecinne zachowanie. Nie przejmuje się, skądże. Przebywanie w takim towarzystwie to istna udręka, dlatego ich kontakty ograniczają się do tradycyjnych grzeczności na miarę dzień dobry czy do widzenia. Najbardziej znana zamkowa kuchareczka znacznie bardziej woli zjednywać sobie sympatię uczniów. Na ich twarze łatwiej jest przylepić szczery uśmiech niż na wiecznie pokerowe pyszczki starszyzny.
Z tym wiąże się bardzo korzystna dla uczniów cecha – Buzz przymyka oko na różne dziwne pomysły, ba, często nawet pomaga w ich realizacji. Kiedy więc przyszła do niego Calipse, nie miał najmniejszego zamiaru z powrotem wysłać ją na lekcje angielskiego. Nie wolno tak wrednie spławiać wiernej towarzyszki w kulinarnych podbojach! Jest przecież jedną z nielicznych osób, które nie drą się na niego, gdy zdoła spartaczyć jakieś zapowiadające się cudownie danie.
– Wiesz, że teraz powinnaś wysłuchiwać nudnego wykładu tego starego piernika od angielskiego? – odparł z teatralnie poważnym wyrazem twarzy, zerkając na dziewczynę przez niewielką szparę. Po chwili jednak wyszczerzył się w uśmiechu i szerzej otworzył drzwi, by mogła przejść. – E, kto by się tym przejmował? Nauka o tym jak nie spalić wody jest znacznie ciekawsza, czyż nie?

Buzz

Heckins pisze...

[Hihi, tu cię mam! :D Dawaj kochanie coś ciekawego ;)]

Isobell

francuski piesek pisze...

W drzwiach stała Calipse. W sumie niezbyt zdziwił go jej widok. Myślał, że to jakiś morderca, albo ojciec go odnalazł, ot co. Chłopak zaśmiał się donośnie, słysząc jej słowa.
- E no, co ty gadasz. Właź! - powiedział, uśmiechając się szeroko. Uwielbiał towarzystwo dziewczyny. Była jedną z nielicznych osób, które tak na prawdę polubił odkąd znalazł się w szkole. - Coś się stało? Masz jakiś problem? - spytał, podnosząc się ze swoich czterech liter.

Charles

Janith pisze...

[Hmmm, zastanawiam się nad wątkiem. Janith niby była tu niedawno uczennicą, ale jest różnica wieku. Mogłyby się znać ze szkoły?]

francuski piesek pisze...

Ach, nuda ją dopadła! W sumie to nie ma się co dziwić. Poza godzinami lekcyjnymi trzeba sobie samemu organizować czas, a jeśli żywcem nie ma się co robić - gnije się w pokoju i wlepia ślepia w kolorowe ściany.
- Pewnie oczekujesz, że coś ci polecę, nie? - spytał, unosząc jedną brew ku górze. Nie miał zielonego pojęcia, co mógłby zaproponować dziewczynie, bo sam tak okropnie się nudził, że zrobiłby cokolwiek, byleby wyrwać się z pokoju.

Charles

Ace pisze...

- Oczywiście, że można tam robić zdjęcia. I to masę zdjęć - uśmiechnął się do niej. - Możemy się tam wybrać, zaraz powinna przyjść moja pomocnica i to ona się zajmie biblioteką - znów się uśmiechnął.
Ano, lubił słuchać, ale czasami pozostawiał opowieści bez komentarza, bo właśnie czasem nie trzeba było takowego. Albo po prostu nie wiedział, co powiedzieć.
Wstał i po chwili prowadził już ją do kolorowego parku. Co jak co, ale był dumny z tego miejsca, jakby to on się przy nim napracował czy coś. A to pewnie spece od ziemi się pobawili. No i bardzo ładnie im to wyszło.
Reid wskazał im ławeczkę, na której usiedli.

raven pisze...

– Nigdy nie potrafiłem odnaleźć sensu w uczęszczaniu na te wszystkie zajęcia – westchnął, radośnie lawirując między blatami. Zbyt radośnie. Normalnie za podobne zachowanie pani szefowa kuchni miażdżyła go potępiającym wzrokiem, aczkolwiek z czasem prezentującym w sobie nieco więcej przychylności. Buzz roztaczał wokół siebie dziecięcy urok, dlatego większość ludzi (z wyróżnieniem na kobiety obdarzone silnym instynktem macierzyńskim) po pewnym czasie przestawała ciskać gromy pod jego adresem. Musiał być naprawdę słodkim bękartem, skoro rodzice nie pogrążyli się w depresji. Istny aniołeczek kochający zapałki.
Wbrew pozorom szkolne lata upłynęły mu naprawdę miło, bo przede wszystkim na wagarach lub siedzeniu w kozie wraz z baardzo grzecznymi kolegami. Być może właśnie z tego powodu Buzz nie posiada szczególnie wielkiego wykształcenia i – zamiast robić karierę jako biznesman lub światowej klasy chirurg – spełnia się w roli szkolnego kucharza. Nie powinien narzekać, zawsze mogło być o wiele gorzej. Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić pana Bradforda w stroju francuskiej pokojówki? Oto jego prawdziwe powołanie, moi drodzy!
– Dzisiaj przygotujemy… Może coś, czego nie przyrządzam w ramach wyżywienia kilkudziesięciu mordek? Nie wiem jak ty, ale ja mam ochotę na tort naleśnikowy – wykrzyknął entuzjastycznie, biegiem ruszając w stronę lodówki. O mało się przy tym nie zabił, ponieważ zapomniał, że podłoga wciąż jest śliska po odbębnieniu czyścicielskiego seansu. Nieważne. W końcu przecież odzyskał równowagę, nie? Zresztą nie byłaby to pierwsza kontuzja zaliczona na terenie zamku. Aura tego miejsca sprawiała, iż Buzz praktycznie codziennie trafiał do gabinetu pielęgniarki.

Buzz

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Wybacz, chodzi mi o to, że bardzo dobrze jest kiedy robisz co lubisz. Szczególnie kiedy jest to też coś przez co możesz pomóc innym. Czuje się wtedy dodatkową radość. - Spróbował jej wytłumaczyć to bardziej sensownie.
- Zawsze jesteś tutaj mile widziana. - Przez chwilę przyjrzał się dziewczynie
- czy ta figurka coś ci przypomina? -

Makita pisze...

- Pomóc, ale na litość Boską nie krzycz, bo ich tutaj ściągniesz- sam też się bałem. Już kilka razy o mały włos nie padłem ofiarą szalonych naukowców. Wtedy wychodziłem obronną ręką. Jak teraz będzie Sashko? Czy znowu użyje swojej mocy i sterroryzuję całe miasto ziejącym ogniem ogromnym smokiem? Przecież mam na to zakaz. Zakaz na używanie smoków. Ale nikt nie wspomniał o gryfach.
- Musimy się stąd jakoś wydostać, ale tak, aby nikt nas nie zauważył- powiedziałem szeptem. Wychyliłem głowę lekko za ścianę budynku- Nikogo nie ma- stwierdziłem- Droga czysta. Idziemy- spojrzałem na nią.

Janith pisze...

[Znać, o ile Calipse nie zapomni jej imienia ;-)]

Jestem stworzeniem nocnym. To była pierwsza myśl Janith po przebudzeniu, powróciła potem, kiedy dziewczyna przedzierała się przez tłum, wchodząc do stołówki, potem także, kiedy wyszła przed budynek szkoły i usiadła pod drzewem, bezmyślnie wpatrując się w ogród. Najchętniej ukryłaby się pod którymś z kwitnących ozdobnych krzewów, zwinęła w kłębek i zasnęła, ale po pierwsze, nie zamierzała przeszkadzać młodej ogrodniczce, po drugie, wolała nie przyciągać dziwnych spojrzeń uczniów, wśród których miała przecież wielu przyjaciół. Ukończenie edukacji pewnych rzeczy nie zmieniało.
Uśmiechnęła się pod nosem, dostrzegając dziewczynę z aparatem, krążącą w okolicach ogrodu. Ją również znała, chociaż nie były na jednym roku, tamta pojawiła się w szkole później. Nie miała łatwo, jej los był nie do pozazdrszczenia, Janith z trudem potrafiła zrozumieć jej niezwykłą sytuację. Łączyła je może pierwotna przyczyna, która sprawiła, że zarówno ona sama, jak i ta młodsza uczennica, pojawiły się w tej szkole. Jedno wspólne źródło zła.
-Hej, Calipse!
Wstała i ruszyła w jej stronę, przywołując na twarz promienny uśmiech. Miała nadzieję, że tamta jeszcze ją pamięta, chociaż nie miały okazji do rozmowy przez dłuższy czas.
-Jak tam ci idzie? - gestem podbródka wskazała trzymany przez tamtą aparat. Wiedziała, że fotografowanie sprawia Calipse wyraźną przyjemność.

[O matko, chowam się. Mam nadzieję, że nie zwiejesz z krzykiem od mojej pisaniny.]

Makita pisze...

- Nie. I raczej nie chciałbym być jednym z nich- odpowiedziałem- Za bardzo okropne rzeczy oni robią innym istotom- dodałem krótko, nadal nie tracąc skupienia. Wszak oni mogli wrócić lada chwila. Zawsze wracali. Tak już było. My, oni i odwieczna walka o przetrwanie.
- Jak chcę uciec?- zapytałem się, spoglądając przez ułamek sekundy na nią- Normalnie. Ich nie ma, więc my korzystamy z okazji. Bierzemy nogi za pas i biegniemy przed siebie, aż do Akademii, nie oglądając się za siebie i nie zatrzymując się- uśmiechnąłem się do niej.

raven pisze...

– Mam nadzieję, że nie. Chyba nie znajdą drugiego takiego kucharza jak ja – oznajmił nieskromnie, podejmując karykaturalne próby żonglowania jajkami. – Szkoda by było, gdybym odszedł bez pozostawienia po sobie trwałego śladu w tym miejscu. Sugeruje pomnik oraz przyznanie tytułu szkolnego błazna.
Za przesiedzenie w zamku tyle lat powinni dawać specjalne odznaczenia, zwłaszcza jeśli ma się do czynienia z osobnikiem pokroju Buzza. Jakim cudem nie wyfrunął przy pierwszej lepszej okazji i – niczym młody ptak opuszczający gniazdo – nie postanowił zwiedzić świata, spróbować czegoś nowego? Później będzie narzekał! Zero konkretnych zajęć ruchowych, zero rozwijania zainteresowań innych niż gotowanie, zero zadbania o własne zdrowie. A wystarczyłoby włączyć mózg, który prawdopodobnie za jakiś czas przestanie spełniać swe funkcje – nieużywane organy ponoć zanikają.
– Elegancko wykonane, przekładane masą naleśniki. I nie zapominajmy o tym, że koniecznie przyozdobione czymś… Fantazyjnym!
Głos Buzza właśnie w tym momencie zaczął zawierać niezdrową dawkę podekscytowania, która niekorzystnie przełoży się na jego poczynania. W podobnych chwilach niestety przejawiał skłonność do nadużywania głupoty (zaraz… Czy ona przypadkiem nie rządziła ciałem Bradforda od momentu urodzenia?). Uwaga! Już teraz można się zakładać, kiedy wybuchnie pierwszy pożar.

Buzz

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Nic dziwnego, tak po prawdzie mało kto wie co ona przedstawia. Kupiłem ją kiedyś dawno temu pod wpływem chwili, i tak na prawdę potem dopiero sprawdziłem czym to tak na prawdę jest. - Powiedział i mimowolnie na jego twarzy pojawił się uśmiech, kiedy przypomniał sobie sytuacje kiedy kupował tę figurkę i kiedy potem szukał co dokładnie przedstawia.
- Figurka przedstawia Morrigane, lub jak kto woli Morrigu, według celtyckich mitów była boginią wojny i zniszczenia. Była czczona przez swoich wyznawców w starych czasach jako "Wielka Królowa". Generalnie była uznawana za jedno z potężniejszych bóstw. Mam nadzieje, że nie mówię zbyt skomplikowanie. - Miał dosyć zakłopotany wyraz twarzy, dał się trochę ponieść opowiadaniu i nie zwracał uwagi na to jak mówi.

Misza pisze...

[ja ominęłam na pewno bo nawet nie zauważylam że zaczęłaś xD przepraszam ;P]

To całe zabieganie innych było dla niego niezrozumiałe. Po co się tak spieszyli, czemu tak gonili...nie wiedział. Jemu zawsze czasu starczyło chociaż nie układał sobie jak spędzi dzień, co zrobi najpierw, a co później. Po prostu robił co musiał w takim tempie by mieć jeszcze czas dla siebie.
Idąc przez korytarz był całkiem zamyślony, jego myśli dalej błądziły wokół rozmowy jaką odbył parę minut wcześniej. To co usłyszał powinno pewnie pomóc mu kontrolować się, ale czy naprawdę wypali tego już nie wiedział.
Czasami żałował że odstawił Lek, że pozwolił by jego emocje pojawiły się...wtedy przecież było łatwiej się kontrolować, wszystko było prostrze gdy nie czuł nic.
Przestał zwracać uwagi na otoczenie, ale w wiekszości inni schodzili mu z drogi...może z obawy, albo niechęci. Bo kto chciałby zderzyć się z kimś kto miał zostać bronią w rękach rusków.
Zderzenie jednak nastąpiło, nie trzeba chyba mówić że kompletnie się tego nie spodziewał. Cofnął się o krok spoglądając na dziewczynę.
Przekrzywił nieco głowę wbijając w nią ślepia o różnej barwie.
- nic się nie stało - rzucił chłodno.

Ace pisze...

- Przychodzę jak mi się chce, szczerze mówiąc - roześmiał się cicho. - Ładnie tutaj. Zimą też jest super. Młodsi uczniowie wychodzą tutaj i rzucają się śnieżkami, albo lepią bałwany, albo robią orły na śniegu. A potem to wszystko zamienia się w jedną, wielką wojnę na moce - westchnął, ale nadal był rozbawiony. - Pamiętam, że raz ktoś wybił okna u dyrekcji. Potem musieli sami je wstawiać. Znaczy nie musieli, podobno sami się zgłosili. Takie zadośćuczynienie chyba.

Unknown pisze...

[ Bu! Zgadnij kto :D]

Unknown pisze...

[ Dzisiaj.. W sumie to chyba było dzisiaj. Po północy? Nie pamiętam... Siedziało się do czwartej, bo terminy w pracy gonią a i tak mi się word zaciął i wszystko trzeba zaczynać od początku... Tak czy siak- prawdopodobnie zgadłaś. No chyba, że kto inny cię dręczył ostatnimi czasy...]

Sasha pisze...

- Jest wolna- kiwnąłem głową dla potwierdzenia swoich słów- Ale poczekaj chwilę- powiedziałem, wyciągając z wewnętrznej kieszeni kurtki mały szkicownik. Ożywiłem kilka małych myszek, które pobiegły przodem- Jeżeli będzie istniało jakieś zagrożenie, te zaczną nerwowo sie zachowywać- wytłumaczyłem jej- A tak po za tym to nazywam się Sasha.

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

Kiedy go zapytała, przez jakiś czas zastanowił się co odpowiedzieć i opadł się na fotelu.
- Szczerze mówiąc to bardzo trudne pytanie, tak na prawdę od samego początku do dzisiaj wiele ludzi je sobie zadaje. Nie wiem jak to wygląda dokładnie, ale mogę powiedzieć ci jak to wygląda z mojego punktu widzenia. Wydaje mi się, że większość ludzi chcę mieć na czym się oprzeć i czasem z braku takiej możliwości wśród innych szuka takiej możliwości w miejscu, w którym realnie nie ma ludzi, więc wymyśla bóstwo bądź coś innego. Chcą mieć poczucie bezpieczeństwa, albo po prostu mieć na kogoś zrzucić że coś poszło im nie tak jak to sobie zaplanowali. Jeżeli chodzi o to czy jest to głupotą. Hmm. Sądzę, że tak i nie, zależy dla kogo, dla jednej osoby może być to kompletnie bez sensu i niepotrzebna głupota, a dla kogoś innego, jedyna okazja, aby zaznać spokoju i odnaleźć siebie. Mieć sens życia. -

Janith pisze...

Janith skinęła głową i wzięła od Calipse urządzenie. Uśmiechnęła się pod nosem, oglądając kolejne widoki.
-Całkiem nieźle -przyznała szczerze, przyglądając się jej postępom. Słysząc pytanie o imię nie zdziwiła się ani nie zdenerwowała. Denerwowali ją może ci, którzy doprowadzili Calipse do takiego stanu. Sama była wdzięczna losowi i swojej matce, że jej samej nie spotkał podobny koszmar. Bo gdyby ten wojskowy lekarz ją odnalazł, gdyby dostrzegł w niej jakiś "potencjał"... Może nawet teraz nie mogłyby rozmawiać, gdyby kilka lat wcześniej została pokrojona na plasterki.
-Janith - powiedziała z uśmiechem -Mam na imię Janith.
Calipse naprawdę nie miała się czego wstydzić.
-Mi też możesz zrobić zdjęcie? -spytała, oddając aparat właścicielce. Nie posiadała wielu fotografii, jej twarz pojawiała się właściwie tylko na plakatach ogłaszających występy cyrku, kiedy wraz z matką należała jeszcze do zespołu. A później.., Cóż, kiedy uczęszczała do Recifle College nie było zbyt wielu okazji, aby ktoś ją sfotografował, może przypadkowo pojawiała się na trzecim planie zdjęć ze szkolnych imprez.
-Zamierzasz spędzić tutaj cały dzień?

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Kiedy tak to ujęłaś, to rzeczywiście, dużo ludzi tak traktuje bóstwa i tym podobne, oczywiście są i inne przypadki dlaczego ludzie wierzą w takie rzeczy. W sumie jak to tak ujęłaś to trochę zabrzmiało jakby mówić o psychologu. Masz go na miejscu żeby mu się wyżalić o zwrócić w trudnych momentach, lub po prostu mieć go przy boku. - Uśmiechnął się na myśl o przyrównaniu tak różnych rzeczy, znów przez chwilę się zastanowił.
- Osobiście wierzę w ludzi, wierzę, że jeżeli czegoś chcą i dostaną trochę niezbędnej pomocy to mogą osiągnąć bardzo wiele, chociaż może patrze na to ze względu na prace, sam nie wiem. -

Sasha pisze...

- Jeżeli jest to związane w jakiś sposób ze sztuką, to owszem. Mogę. Mogę ożywić szkice, martwą naturę, krajobrazy, zwierzęta na rysunku, postacie z komiksu, rzeźby- wyliczyłem- Jak cos mi się jeszcze przypomni to powiem- stwierdziłem, zatrzymując się na chwilę. Myszy zachowywały się spokojnie- Nie możemy ich stracić z oczu, bo będzie kiepsko. Nie tyle co dla nich, ale dla nas- spojrzałem uważnie na nią.

Janith pisze...

Janith uśmiechnęła się. Nie miałaby nic przeciwko nawet całej sesji.
-Wiesz, wczoraj dostałam wypłatę -wyszczerzyła zęby, nieco zbyt ostre jak na człowieka -Kiedy już skończysz ze zdjęciami, możemy wybrać się na miasto, do wesołego miasteczka, na obiad, gdziekolwiek...
Tak, na razie mogła sobie pozwolić na to, aby trochę zaszaleć.
Cofnęła się i rozłożyła ręce.
-Gdzie mam stanąć? Na tle szkoły, rabatek czy pod drzewem? Możesz jeszcze pstryknąć kilka ujęć w budynku.
Miała dobry humor, na co być może wpływała piękna pogoda. Janith czuła, jak wypełnia ją siła i zdrowie, mogła w każdej chwili biec gdziekolwiek, korzystać z życia, bawić się. Zmęczenie gdzieś zniknęło, rozwiało się jak mgła w promieniach słońca.

raven pisze...

– Cóż tu powiedzieć, po prostu jestem poetą – westchnął, rozmarzonym wzrokiem wpatrując się w okno. – Jednak mimo swego artystycznego powołania nie potrafię opisać efektu naszej pracy. Jest to zbyt nieprzewidywalne, zależne od kaprysów losu, więc my możemy tylko i wyłącznie mieć nadzieję, że duchy pomogą nam uporać się z zadaniem… Matko przenajświętsza!
Tak, Buzz, jesteś świrem. Każdy potencjalny obserwator bez wahania stwierdzi, iż na oddział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym przyjmą Cię od razu. Czymże byłoby jednak życie bez odrobiny szaleństwa, którego w tym przypadku z odległości kilometra można wyczuć ponad tonę? Nasza kochany kucharz nie może sobie wyobrazić siebie w roli poważnego szefa kuchni, sztywno zarządzającego podlegającymi mu ludźmi.
– Niektórzy z pewnością by Cię nie wyrzucili, ale na pewno postaraliby się o to, abyś następnym razem wybrała inne miejsce na odpoczynek. Te wrzaski czasem nieźle potrafią wymęczyć ludzkie uszy – mruknął, rozglądając się wokół w poszukiwaniu cukru. Ostatecznie go nie dostrzegł, więc zawyrokował, że trzeba udać się do spiżarni i wdrapać na najwyższą półkę. – Zaraz wracam!
Ewidentnie wrócił po chwili – z paczką cukru w łapie i z dziwnie zadowoloną miną, delikatnie kulejąc.
– Uprzedzając pytania: nic się nie stało, zabierzmy się do roboty! Sądzę, że zaczniemy od nadzienia serowego… Gdzie jest cukier waniliowy? Mam nadzieję, że nie będę musiał znowu lecieć do spiżarni i włazić na tę drabinę.

//Buzz

Wiedźma pisze...

[Hmm, może Calipse w celu poszerzania wiedzy, tak dla odmiany chodziłaby na lekcje Felixa? :D I również dla odmiany, jej by się podobały na tyle, że chciałaby więcej? I powiedzmy, że chciałaby poznać rzeczy, których nie ma w instytucie ani w miasteczku i Felix swoją mocą mógłby jej to pokazać? Co o tym myślisz?]

pan pisze...

Prawdopodobnie w całym Recifle College nie ma osoby, która lubiłaby imprezować równie bardzo jak Neal. Tak samo nie ma pewnie osoby, która byłaby tak bardzo nachalna jak on i tak sprytnie łowiła ofiary, a potem wyciągała je na ów imprezy. Ogólnie rzecz biorąc dla Antosia nie liczył się dzień tygodnia, pora dnia ani roku, bo jego zdaniem impreza może trwać zawsze. Tak też pewnego chłodniejszego letniego wieczoru kiedy to Calipse szła sobie spokojnie korytarzem Antoś używając swojej mocy niezauważalnie przemknął obok niej. Przyglądnął się raz, drugi, trzeci. Tak dobierał swoje ofiary. Machiawelicznie śledził je przez około dziesięć minut, bo to był neutralny okres czasu dla jego skupienia. Stwierdził on, że Calipse jest idealnym obiektem na dzisiejszą imprezę, więc zdecydował się jej objawić. BACH!
- Witam serdecznie. - mówiąc to pojawił się jakby ze mgły i ujął jej dłoń, aby ucałować ją w geście dżentelmeńskiego przywitania.
Neal

Wiedźma pisze...

Wypuścił przed dwoma godzinami ostatnią klasę dzisiejszego dnia, czytał cały ten czas i czuł się usatysfakcjonowany. Nie miał zielonego pojęcia, czemu reszta psorów uważa tego młodego blondyna za skończonego kretyna. Według niego będą z chłopaka ludzie. Kilka razy zabłysnął niczym supernowa. Jego konikiem chyba był dziki zachód i amerykańscy pionierzy.

Gdy rozmawiali na lekcji na ten temat, myśli Felixa oddaliły się niebezpiecznie. Przypomniał sobie ostatni wypad do kina. Tak zdecydowanie to był wypad "do kina", a nie "na film". Puszczali wtedy "Django", ale nowo poznana dziewczyna z baru miała bardzo zajmującą moc. Z filmu mało pamięta, powtórzył go sobie w domowym zaciszu. Właśnie... Trzeba młodemu podrzucić ten film, może go zainspiruje. Zanotował to w na jakiejś karteczce i włożył do kieszeni szarej marynarki. Powolnym ruchem powrzucał pozostałe, walające się po biurku kartki do teczki i wstał. Westchnął patrząc na sale i dostrzegając pozostawiony na jednej z ławek zeszyt. Miał ochotę porwać go na kawałeczki. Opanował się jednak, sprawdził nazwisko właściciela i wykonał celny rzut do kosza. Przez kretynów zapisujących każdy szczegół jego praca była niemal nie do zniesienia. Tematem kolejnego sprawdzianu dla tego delikwenta będzie: "Co sądzisz o Powstaniu Warszawskim, nie używaj cytatów, praca minimum na dwie strony". Ugh

Nie spieszyło mu się do pokoju. Nie miał żadnych szczególnych planów. Teoretycznie miał zamiar iść do miasteczka do używki, ale może nawet lepiej? Może jako profesorek od siedmiu boleści powinien ograniczyć? Snując wymyślne plany na przyszłość wyciągnął paczkę i usiadł przy biurku. Odpalając jednego podniósł nogi i położył je na blacie. Boże, życie jest takie ciężkie. Uśmiechnął się.

Nie zobaczył jej dopóki nie otrzeźwiła jego melancholii radosnym świergotem.
- Calipse, śmiało wchodź, mów o co konkretnie ci chodzi - powiedział wskazując na miejsce przy ławce stykającej się z blatem biurka. Po chwili zdał sobie sprawę, ze wygląda jak co najmniej karykaturalnie i ściągnął nogi na ziemię.
- Pozwolisz, że dokończę? - zapytał wskazując na papierosa. Nie wiedział czy dziewczynie to przeszkadza, a fakt, że przyszła tu w swoim wolnym czasie uznał co najmniej za podnoszący na duchu.

Felix L.

Makita pisze...

Myszy dalej nas prowadziły, jednak w pewnym momencie wpadły w jakąś panikę. Zaczęły głośno piszczeć i kręcić się między moimi nogami.
- Nie jest za dobrze- powiedziałem, rozglądając się dookoła- Oni gdzieś tutaj są- stwierdziłem- Idziemy w kierunku centrum. Wtopimy się w tłum. Będzie im nas trudniej znaleźć- chwyciłem ją za dłoń.

Janith pisze...

Janith wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Przybrała kilka póz podpatrzonych w kalendarzach z modelkami, ustawiła się we wskazanych miejscach.
-Jeśli o mnie chodzi, to możemy pójść do takiego miłego, przytulnego baru...
Janith wolała nie wspominać w jakich okolicznościach poznała ów lokal. Zresztą chyba nie było tajemnicą, że do niedawna często przebywała poza terenem szkoły w godzinach, w których uczniowie powinni siedzieć we własnych pokojach.
Nachyliła się do Calipse i mrugnęła do niej porozumiewawczo.
-Pewnie obiło ci się o uszy, że w szkolnych stołówkach rzekomo nie można się najeść albo wręcz trują... Nie żeby było w tym coś z prawdy, ale zawsze można sprawdzić, porównać, przekonać się.

Amber pisze...

Declan zerwał się na równe nogi, słysząc przerażony dziewczęcy głos...Przynajmniej próbował. Chłopak posiadał długie nogi, co często było dla niego wadą i zahaczył nimi o jedną z doniczek, rozwalając wszędzie ziemię i zielone liście. Krzywiąc usta w grymasie, podniósł swoje dłonie jakby dziewczyna celowała w niego bronią, a nie lampką z frędzelkami i wrzasnął:
-Nie rób mi krzywdy!
Miał ochotę podejść do jednej z czterech ścian i zaczął uderzać w nią głową za swoją wielką głupotę. Dopiero po chwili do niego dotarło, że nic mu nie groziło i spuścił swoje dłonie.
Wskazał palcem na swój tors, gdy dziewczyna zadała mu pytanie i podrapał się niezręcznie po głowie.
-Musiałem jakoś uciec przed kosiarką. Taką wielką...Ogromną. Chciała mi pożreć nogę- powiedział, biorąc ostrożny krok w stronę dziewczyny -Ładna pidżamka- dodał, myśląc, że to może rozluźni sytuację.
Jednak Declan nie miał wyczucia do dziewczyn; zazwyczaj plótł jakieś głupoty i zrażał je do siebie. Był szczerym człowiekiem i gdy widział ładną dziewczynę, po prostu musiał jej to powiedzieć. Zazwyczaj otrzymywał trzy z różnych reakcji:
a) "Kłamiesz"
b) Środkowy palec
c) Ignoruj tego idiotę
Opcja B i C była najpopularniejszym wyborem pośród dziewczyn z Recifle.

francuski piesek pisze...

Kąpać się? I do tego w stawie? Czegoż to ona nie wymyśli! Ale Charlesowi to pasowało. Coś innego, niż czytanie książek aż do znudzenia. Nie było to jednak zbytnio zgodne z kodeksem szkoły, jednak kto teraz patrzy na zasady? Nagle w Francuziku obudził się wewnętrzny buntownik, który usilnie próbował go zmusić do pójścia nad staw.
- Bez zbędnego gadania. Jeśli któreś z nas się utopi, to udawajmy, że nic się nie stało. - zaśmiał się donośnie, zbierając się z podłogi.

Charles

Makita pisze...

Widząc jak dziewczyna przemieniła się w mężczyznę, który przed dosłownie kilkoma sekundami przeszedł obok nas, stanąłem jak wryty. Pierwszy raz coś takiego w życiu na oczy widziałem na żywo.
- Matko jedyna- wyrwało mi się z ust- Ale bajer- uśmiechnąłem się lekko i szedłem według jej wskazówek. Założyłem na siebie kurtkę, a na głowę kaptur. Na dodatek na nasze szczęście zaczęło padać. Trudniej naukowcom będzie nas wytropić, bo woda większość śladów zmyje.

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Ha, ha. Mimo że nie masz części wspomnień to bardzo trafnie strzelasz w to jak rzeczywiście się to tutaj dzieje. W te podstawowe prawidła. Czemu nie chcą wybrać psychologa? Myślę że tak jest im prościej, wiesz. Do czegoś czego prawdopodobnie nie ma łatwiej jest powiedzieć cokolwiek. Bo tak na prawdę wiesz, że nikt inny tego nie usłyszy, a siedząc u psychologa możesz dostać wiedzę o sobie, której przykładowo nie chciałaś. Coś czego nie chcesz o sobie wiedzieć, albo coś w tym guście.
Ludzie rzeczywiście są dziwni ale taka już ich natura. Ciężko ich zmienić. - Powiedział. W sumie Calipse była rzeczywiście osobą, z którą mógł sensownie porozmawiać i nie było z nią żadnych problemów, nie była opryskliwa i nie miała dosyć innych. Była bardzo miłą odmianą w jego pracy w szkole.
- W co nie wierzę? Hmm... Nie wierzę w to że przemoc jest środkiem przekazu, który ma sens i który powinno się używać wobec innych. - Stwierdził i zastanowił się nad tym.

Janith pisze...

Dziewczyna zaśmiała się. Znajomy kucharz? To brzmiało co najmniej interesująco... Zwłaszcza, jeśli Calipse potrafiłaby załatwić wstęp na kuchenne zaplecze szkoły.
-To ktoś, kogo znam? -spytała słodkim głosem -Bo jeśli nie, to czas najwyższy to zmienić.
Po raz kolejny zmieniła miejsce, cierpliwie poczekała aż dziewczyna zrobi zdjęcia.
-Powiedz, kiedy skończysz. Będziemy mogły wyjść.
Podobał jej się fakt, że teraz mogła legalnie opuszczać strzeżony teren Recifle College o dowolnej porze i nikt nie zadawał zbędnych pytań. Dodatkowo mogła zabierać ze sobą uczniów pod warunkiem przejęcia za nich odpowiedzialności, dopóki znów nie znajdą się bezpiecznie w murach szkoły.
-Przekonamy się -posłała jej czarujący uśmiech.

Charlotte Rueslåtten pisze...

[ Mara jest już przed 40, więc przypuszczalnie mocno tyka jej zegar biologiczny, więc na pewno chętnie pokaże parę rzeczy tej uroczej pannie :)]

raven pisze...

Optymistyczna percepcja oraz swobodny styl bycia stanowiły silne przeciwieństwo tego, co działo się z nim niemal każdej nocy. Bycie uwięzionym w klatce obcej wyobraźni, miejscu, gdzie objęty jest jurysdykcją czyjegoś umysłu – to wszystko sprawia, że Buzz powoli zaczyna popadać w obłęd. Nierzadko można natknąć się na niego gdzieś w ciemnym zamkowym zaułku, kiedy siedzi na podłodze, niemal rozdrapuje twarz oraz skórę głowy do krwi, aby nie wpaść w sidła snu. To podstępna bestia. Dwulicowa, dobra i zła zarazem, pożądana i odpychana. Bradford tych marnych kilkunastu minut fazy REM nienawidzi nie dlatego, że jest nękany snami dotyczącymi własnej przeszłości. Gdyby tak było, zapewne zacząłby zachowywać się niczym bohaterowie Koszmaru z ulicy wiązów - naprzemiennie łykałby leki i pił kawę, aby tylko nie spotkać się z nierzeczywistym tworem własnej wyobraźni. On jednak nie śni. Tylko i wyłącznie oni stykają się ze zjawiskiem marzeń sennych. W pewnym sensie zazdrości wszystkim ludziom, ponieważ zdecydowanie wolałby mierzyć się z autorskim koszmarami, niż z obrazami stanowiącymi prywatną część innych ludzi.
Cóż, każde istnienie musi mieć jakieś złe strony. Los chciał, aby Buzz zetknął się z przekleństwem genetycznym o podłożu mutacyjnym. Dlaczego narzekał? Na całym świecie tysiące innych ludzi mierzyło się z chorobami, które kwalifikowały się do niezaprzeczalnie poważniejszych od byle mutacji. Wnikanie w cudze sny właśnie tym było – niewartą uwagi błahostką, która – wbrew temu, co sobie wmawiał – stała się pożywką dla paranoidalnych myśli.
– Nie jest ze mną aż tak źle. Ja tylko spadłem z drabiny, a podkreślmy, że mogło mi się stać coś o wiele gorszego. Zawalenie sufitu chociażby. Zapewne znajdzie się tu mutant, który generuje niszczycielskie infradźwięki, silne do tego stopnia, aby zatrząść konstrukcją połowy zamku – wzruszył ramionami, zaś chwilę po tym syknął z bólu. Pech chciał, aby upadł na prawy bark, którym Buzz namiętnie poruszał. – Tylko się nie zabij! Nie chcę tłumaczyć się dyrekcji, lekarzowi oraz wszystkim profesorom, którzy w minimalnym stopniu dbają o uczniowski interes – dodał z figlarnym uśmiechem objawiającym się na jego nieogolonej mordce.

//Buzz
[Ło matko, ale bzdury. Słońce oraz perspektywa braku internetu zabijają moje ostatnie szare komórki.]

Mackenzie pisze...

[Na chwilę obecną nic mi nie przychodzi do głowy.]

Wiedźma pisze...

Wyciągnął popielniczkę z szuflady biurka. To był kolejny prezent od przyszywanego rodzeństwa, z którym wychowywał się w Niemczech. Hans, Louis i Anabel posiadali niemal identyczne geny co on sam. Oprócz jednego. Mieli niesamowite poczucie humoru. Pseudopoczucie, oczywiście. Popielniczka była wściekłoróżowa z czarnym napisem: "Dzentelmen ogranicza". Kochani...
Dziewczyna weszła do pomieszczenia i z lekkim ociąganiem usiadła. Nie zwrócił na to uwagi, ciekawy co powie. Gdy usłyszał jaki temat ją interesuje, uśmiechnął się. Przypomniał sobie pierwsze kolokwium na Uniwerku w Londynie. Ostatnio coraz częściej myślał, żeby te studia skończyć. Nie było jednak szans na takie długotrwałe opuszczenie instytutu. Kilka dni temu słyszał coś o studiach korespondencyjnych.
- Poczekaj chwile - odłożył papierosa i wstał. Podszedł do szafek znajdujących się na samym końcu klasy. Poprzekładał kilka tomów i z wielkim namaszczeniem wyciągnął książkę, obłożoną w papier ozdobny w reniferki. Wrócił do biurka i położył dzieło przed dziewczyną.
- "On the Origin of Species" wydanie pierwsze - powiedział siadając na miejscu - Wiem, że pewnie mało cię to będzie interesować, ale moge ci ją pożyczyć jeśli chcesz. Porywająca
Zesłał na nią wizję opowiadającą o Neandertalczykach. Od pojawienia się tego rodzaju w środkowym plejstocenie, poprzez przystosowywanie się do zmieniających warunków klimatycznych, przez ubieranie się i strojenie biżuterią, chowanie zmarłych, wiarę w życie pozagrobowe, wytwarzanie narzędzi z kamienia, zbieractwo i rozniecanie ognia, aż do wchłonięcia tej rasy przez współczesnego człowieka. Przynajmniej tak twierdziła jedna z teorii.
Miał zamknięte oczy, ale czuł na wargach jakiś klejący się, metaliczny płyn. Nie zwrócił na to uwagi.

Felix L.

Wakako pisze...

[ jasne, jakiś pomysł ? ; ) ]

Lalima

Charlotte Rueslåtten pisze...

Marze nietrudno było zauważyć, że była jedną z najstarszych osób mieszkających w ośrodku. Cóż, stosunkowo późno została porwana i poddana testom. Poza tym ośrodek miał na celu kształcenie młodzieży, więc trudno było znaleźć tłum trzydziestoparolatków. Schaeffer przyzwyczaiła się do tego, że wszędzie otaczają ją dzieciaki i polubiła to. Przynajmniej miała na kim wyładowywać swój mocno już krzyczący instynkt macierzyński. Dzisiaj padło na Calipse, która właśnie siedziała przy kuchennym blacie, a rudowłosa z wielkim zacięciem smażyła naleśniki, które w perspektywie miały się pokryć czekoladą. Miała nadzieję, że jej zasmakują.

Makita pisze...

- Dlaczego sądzisz, że wyglądasz jak monstrum?- zapytałem zdziwiony- Jesteś ładną dziewczyną- powiedziałem- Słyszałaś baśń Andersena o "Brzydkim kaczątku"?- zapytałem- Na koniec było tak, że kaczątko myślało, że jest brzydkie, ale ktoś mu powiedział, aby spojrzał w kałużę i ujrzał łabędzia- powiedziałem, przyglądając się jej uważnie.

Charlotte Rueslåtten pisze...

Mara roześmiała się słysząc jej pytanie.
- A co ja mogę chcieć od Ciebie moja droga? - Spojrzała na nią rozbawiona i ściągnęła z patelni pierwszego naleśnika. - Martwi mnie to, że bierzesz mnie za tak interesowną osobę. Miałam ochotę na naleśniki a że jedzenie ich samemu to żadna przyjemność to postanowiłam Cię nimi poczęstować. Koniec baśni - powiedziała, polewając naleśnika czekoladą i podając dziewczynie talerz. - Smacznego - dodała, nalewając na patelnię kolejną porcję ciasta.

Charlotte Rueslåtten pisze...

- Cieszę się, że Ci smakuje - odpowiedziała i od razu sprostowała. - I błagam Cię, nie zwracaj się do mnie per pani, bo to naprawdę sprawia, że czuję się bardzo wiekowa niż jestem - uśmiechnęła się, przewracając naleśnik na drugą stronę. - Jak Ci się mieszka tutaj? W ogóle od dawna tutaj jesteś?

Makita pisze...

- a co jeżeli tą dziewczyna jesteś ty? Tylko tobie mówili że to nie ty Tylko ktoś inny. Ogladalem kiedyś taki czteroodcinkowy serial 'niekonczaca się opowieść' i tam przed takim wielkim latajacym psem postawili lustro które ukazywalo mu że jest mizerny słaby chory i przykuty do łańcucha. I on w to uwierzył.

Wakako pisze...

Maszerowałam po budynku szukając... no właśnie. Czego? Chyba niczego. Nie miała co robić, po prostu szła przed siebie chcąc się w jakiś sposób zaspokoić. Lalima była znana z tego, że nie potrafiła usiedzieć w miejscu pięć minut, musiała coś robić. Jak nie dogryzać nauczycielom, to pójść na wagary, jak nie to, to pójść na imprezę czy podenerwować innych. Zawsze coś robiła, taki typ. Jednak przypadkiem zniszczyła swoją barierą oddzielającą ją od cudzych myśli. W jej głowie rozległy się różne szepty, które po chwili wywoływały lekką migrenę. Siłą woli starała się ich pozbyć, aż został jeden głos, a dokładniej dziewczyny. Zdziwiła się słysząc pytanie ' co to jest lokówka '. Podniosła ze zdziwienia brew. Była ciekawym człowiekiem więc musiała dowiedzieć się o co chodziło. Podążyła za tajemniczym głosem, który prowadził ją do siebie. A dokładniej do jej pokoju. Niepewnie zapukała w drzwi i lekko je uchyliła. Rozejrzała się po pokoju i ujrzała dziewczyną z blond włosami.
- Cześć, ja tylko... - przygryzła dolną wargę - usłyszałam głosy, a dokładniej myśli... - próbowała coś wybrzdąkać, ale głupio jej było powiedzieć, że słyszała jej myśli, które były dość dziwne jak dla niej..

Lalima.

Camilla pisze...

[ No u mnie też jakoś pusto ;P O, dobry pomysł, mogą mieszkać razem :) ]

Camilla

queen b pisze...

[Dokładnie taki pomysł był. Gdzie do może znaleźć? No cóż, praktycznie wszędzie. Jednak dla dobra wątku lepiej, żeby nie było to zatłoczone miejsce. Może jakaś część parku? Albo korytarz przy archiwum, gdzie Nikolaj odbębniałby szlaban?]

Nikolaj Bukov

Makita pisze...

- nie masz jakiegoś zdjęcia z okresu jak byłaś mała?- zapytałem- albo jakiegoś wspomnienia snu albo wizji?- spojrzałem znacząco na nią- mógłbym narysować prawdopodobieństwo jak to mogłoby wygrać dzisiaj. Po upływie kilku lat.

Camilla pisze...

Stukot obcasów wypełniał korytarz. Słońce chyliło się ku zachodowi, a światło wpadające przez ogromne okna sprawiało, że otoczenie stało się jakby bardziej urokliwe. Czarny kot sunący przy nogach dziewczyny mruczał zainteresowany poznawaniem nowego miejsca. Camilla przystanęła przed drzwiami z tabliczką '2b'. Zapukała cicho, oczekując na jakiś odzew. Cisza. Zapukała ponownie, tym razem trochę głośniej. Znowu cisza. Nacisnęła na klamkę, a drzwi uchyliły się z głośnym skrzypnięciem.

Makita pisze...

- A może kiedyś coś Ci się śniło. Jakiś dom, jakieś coś?- zapytałem. Czasem sporo też można było dowiedzieć się ze snów. Można było je interpretować na miliony sposobów.

Camilla pisze...

-Ja...- zaczęła i odruchowo spojrzała na karteczkę z notesu - jesteś Calipse? Słyszałam, że szukasz współlokatorki, więc postanowiłam dowiedzieć się czegoś w tej sprawie...
Nim zdążyła jeszcze cokolwiek powiedzieć, Shieru poczuł się jakby to był jego teren i ułożył na łóżku.
-Shieru!-warknęła groźnie i zgoniła kota z posłania.

dziwny dochtór pisze...

[Jak to mówią - wszystko jasne, tylko pomysłów brak. Cóż, taki lajf. Calipse może niechcący przyłapać mojego bohatera na produkcji środków odurzających, czy cos...]

Tiago

Wiedźma pisze...

Gdy używał swojej mocy, miał wrażenie, że wszystko inne ma pomniejsze znaczenie. Zatracał się w pokazywanym obrazie. Czuł każdy powiew wiatru, zapach. Okazjonalnie wyczuwał nawet smak. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego mutacja jest traktowana jako jedna z pomniejszych i małowartościowych.
Przez dłuższy czas był wściekły, że jego moc ma jedną większą wadę. Jego wizje mogą być pokazywane tylko wtedy gdy widzów jest więcej niż jedna osoba. Co znaczy mniej więcej znacz tyle, że został pozbawiony czegoś takiego jak wyobraźnia. Teraz wie, że to dobrze. Zatraciłby się w świecie, który sam sobie wykreował. Rzeczywistość przestałaby być pasjonująca i ciekawa.
Wybudził się po chwili, w skutek słów dziewczyny. Im więcej osób, tym jego moc działała lepiej. Znaczy mniej zatracał się w pokazywanych wizjach. Dotknął palcami, skóry pod nosem i ust, maczając je w krwi.
- Cholera jasna - zaklął, szybko wysuwając szufladę biurka i szukając chusteczki. - Nie wolno mi kląć przy uczniach wiec, nie wydaj mnie, proszę cię. - Wyrzucił z siebie potok słów, równocześnie wyciągając wszystkie rzeczy z szuflady.Na biurko wysypał się stos dziwnych przedmiotów o niezidentyfikowanym pochodzeniu. Mówienie go uspokajało. Chusteczki znalazł na samym końcu. Przyłożył jedną z nich do nosa, przechylając się na krzesełku do tyłu, oparł o tablice oparcie i wychylił głowę do tyłu. Słyszał kiedyś, że tak trzeba, aby zatamować krwotok.
Felix L.

francuski piesek pisze...

- Nie martw się. Może będzie ze mnie dobry nauczyciel pływania. - zaśmiał się, odkładając książkę na półkę. Słysząc jej pytanie, tylko skinął głową i wskazał na drzwi. Nie miał zielonego pojęcia czy sprawdzi się w roli znakomitego pływaka, który podszkala innych, jednak miał nadzieję, że się nie utopią, ot co.
Szli nie całe pięć minut przez zielony las, który wydawał się być bardziej gęsty niż zwykle. Chłopak uśmiechnął się sam do siebie na widok stawu.
- Biedne rybki, chyba umrą na zawał jak zobaczą, że pakujemy się do ich raju. - prychnął, ściągając koszulkę i spodnie. Stał teraz tylko w swoich ukochanych bokserkach w francuskie flagi, które tak strasznie przypominały mu o ojczyźnie. - Woda zimna, głęboko na jakieś nie całe dwa metry. Tak mi się wydaje. - mruknął, spoglądając w taflę stawu. Zauważył ogrom kolorowych rybek, które jeszcze nie wiedziały co je czeka. Charles jako pierwszy wpakował się do wody, jęcząc jak oszalały. - Zimna, zimna, oh merde, jaka zimna! - sapał, podskakując i próbując przyzwyczaić się do strasznej temperatury stawu.

Charles

Makita pisze...

- Moja droga Calipse- zwróciłem się do niej po imieniu- Często w snach jest zawarta prawda. Często też w nich są zawarte odpowiedzi. Tylko trzeba umieć je zinterpretować.

Janith pisze...

Janith wyszczerzyła zęby, ukazując nieco zbyt ostre kły.
-Kiedy powinnaś się uczyć czegoś innego?- spytała z rozbawieniem -Uwierz mi, gotowanie też się przyda.
Buzza owszem znała, zwłaszcza z bezsennych łedrówek po błoniach zamku.
-Zatem w drogę. Pewnie zdążymy wrócić przed popołudniowymi zajęciami.
A nawet jeśli nie, nie sądziła, żeby Calipse zbytnio się tym martwiła albo miała z tego powodu większe nieprzyjemności. Sama jeszcze nie tak dawno uciekała z co nudniejszych lekcji.
Ruszyła ku bramie, już daleka dostrzegli ją strażnicy.
Zabawne, ale Janith odruchowo drgnęła, jakby chciała ukryć głowę między ramionami. Niektóre nawyki pozostały...
Szybko jednak uśmiechnęła się promiennie. Wychodziły najzupełniej legalnie, nikt nie miał prawa robić im kłopotów.
-Na moją odpowiedzialność -rzuciła krótko do mężczyzny w budce przy bramie. Ten tylko machnął ręką i pogmerał coś przy przełącznikach. Żelazna brama z hurgotem zaczęła się przesuwać. Janith podziękowała stróżowi skinieniem głowy.
Miała ochotę śpiewać i tańczyć ze szczęścia. Jakie to wszystko stało się cudownie proste!

Unknown pisze...

[myślałam, żeby pójść coś w deseń taki, że znały się jako małe dziewczynki, są w tym samym wieku więc w sumie nie będzie z tym problemu. Rosie była w domu dziecka, który był że tak to nazwę "zamknięty" więc dziewczynka nie mogła wychodzić, ale można wziąć, że rodzice Calipse byli bardzo dobrymi ludźmi i często odwiedzali ten dom dziecka, czy też oddawali zabawki, no i dziewczynki w wieku przypuśćmy 7 lat się zaprzyjaźnił i rodzice Twojej bohaterki zabierali czasami Rosalie na wycieczki czy coś. Calipse rzecz jasna popisywała się zdolnościami, a Rosie jej zazdrościła, że jest taka wyjątkowa, można też wziąć, że kiedyś i Rosie udało się zmienić w jakieś zwierze, ale de facto obie uznały to za jakiś dziwn przypadek bo nie powtórzyło to się ani razu więcej. Teraz Calipse nic nie pamięta, ale może mają jakieś wspólne zdjęcie jak był małe,a że Rosie to dziecko dość sentymentalne to cały czas je ma przy sobie? teraz wątek można poprowadzić, że dziewczyny na siebie wpadną w szkole, Calipse zobaczy zdjęcie i zacznie sobie co nie co przypominać, a Rosie jak to ona będzie się wściekać, bo jej zdaniem jej przyjaciółka z dzieciństwa umarła, co Ty na to?]

Rosalie.

cisza. pisze...

[Może być, jednak pozostaje pytanie, co potem? Gdy już do niej podejdzie? Nie będzie mógł się przemienić i ujawnić swej tożsamości, bo raczej wstydliwy jest i goły nie będzie paradował przed dziewczyną ;P Może ona jakoś podświadomie będzie się go bała, gdy będzie w ludzkiej postaci, hm? I będzie chciała dowiedzieć się dlaczego tak jest.]
Tom

Camilla pisze...

-Przepraszam za niego, jest strasznie niesforny-bąknęła i wzięła kota na ręce-tak, można mieć tu zwierzaki. Z resztą, nawet gdyby nie było takiej możliwości, na pewno bym coś wymyśliła.
Rozejrzała się po pokoju. Dostrzegła jedno z wolnych łóżek. Podeszła do tego w bardziej zacienionym miejscu.
-A więc, zostałyśmy współlokatorkami?-zapytała i uśmiechnęła się.

Unknown pisze...

[mam nadzieję, bo chciałabym z kimś sobie fajnie powątkowąć!]

Rosalie.