poniedziałek, 15 lipca 2013

Jesteś szarym człowiekiem wśród miliona innych osób.


CORA BRIGHT
czyli człowiek gąbka
ta spod 9


Tutaj taka historia nie będzie niczym nadzwyczajnym. Jest takim samym dziwakiem jak każdy inny tutaj. Jedni rodzą się z tym czymś a inni tak jak ona po prostu są wytworem zabawy naukowców. Osiemnaście lat temu przyszła na świat w stanie zwanym Kalifornia. Była owocem związku siedemnastolatków, dlatego ich macierzyństwo nie potrwało długo. W wieku trzech lat matka Cory sprzedała ją i to dosłownie naukowcom. Trochę żenujące, ale pieniądze żądzą dzisiejszym światem. No nieważne. Pierw trzeba było ją trochę odchować bo była za mała. Dali ją do rodziny zastępczej gdzie wychowywały się inne takie dzieci. Dzieciństwo wspomina dobrze, chyba tak naprawdę nie wiedziała o co chodziło kiedy tatuś z mamusią prowadzili ją i jej rodzeństwo do lekarza. Kiedy skończyła osiem lat przekazano ją do instytutu i zaczęto swój eksperyment. Postanowili z tej czarnowłosej lekko piegowatej dziewczyny zrobić super mutanta. Bo po co dawać jej jedną moc skoro można się pobawić genami i spowodować aby gromadziła w sobie moce jak gąbka wodę? Pozostaje tylko odkryć sposób w jaki to będzie robić. Trochę im to zajęło ale okazało się, że robi to w bardzo prosty sposób - wystarczy, że kogoś dotknie. Naukowcy byli zadowoleni ze swojego dzieła i zaczęli sprawdzać jak to będzie wyglądać. Pierw dali jej osobę, która posiada dar telekinezy. Długi czas się męczyli aby ta zdolność w końcu ukazała się również u Cory. A pojawiała się przypadkiem kiedy pokłóciła się z drugą osobą z instytutu i niechcący cisnęła w nią stolikiem do kawy, który roztrzaskał się na małe kawałeczki. Na chwilę obecną Cora nie zdaje sobie sprawy z tego ile zdolności posiada. Jest to trochę uciążliwe bo nigdy nie wiadomo na co się trafi. Można kogoś minąć na ulicy i delikatnie dotknąć ramieniem i już odziedziczyć jego moc. Panna Bright już tak raz miała kiedy na jednej imprezie przez przypadek dotknęła jednego faceta a potem była niewidzialna przez tydzień. Ale chyba jedną z jej najbardziej niebezpiecznych mocny jest bycie czymś podobnym do bomby atomowej. W przypadku złości w organizmie pojawiają się promenujące pierwiastki i to tylko kwestia czasu kiedy ktoś wybuchnie, ale to typowa moc kamikadze. Po wybuchu nie ma powrotu. Złapała to od kolegi w instytucie, który był niczym idealna zabawka dla terrorystów. Nikt nie mówił, że wszystkie zdolności mają pomagać ludziom.
Co do wyglądu Cora jest bardzo ale to bardzo przeciętnym człowiekiem. Wzrost na kobietę ma bardzo normalny, w końcu metr sześćdziesiąt trzy to nic wyjątkowego. Ma szerokie biodra i troszkę większe uda. Brzuch niby jest szczupły ale jak siądzie lubi się na nim robić lekka oponka. Nie jest idealna jak te wszystkie dziewczyny z internetu i gazet, ale jej to nie przeszkadza. Może i mogłaby się zacząć odchudzać ale po co skoro jedzenie jest takie dobre i nie ma zamiaru sobie odmawiać słodyczy i pizzy po godzinie dwudziestej trzeciej. Chyba jedną z najładniejszych rzeczy w jej wyglądzie są ciemnobrązowe lekko skośne oczy oraz grube czarne z natury włosy, które sięgają do połowy pasa. Nos ma tzw. orli a usta jak trzy czwarte naszego społeczeństwa. Na jej twarzy jest trochę piegów, których za bardzo nie lubi i zdaje jej się, że ktoś jak na nią patrzy to głównie skupia na nich swoją uwagę. Nie ubiera się super modnie, nie ma miliarda tatuaży i kolczyków na ciele. Jej garderoba składa się ze stonowanych i wygodnych rzeczy. A jedyne kolczyki to te podstawowe w uszach. Czyli zwykły szary człowiek, na którego nawet nie zwrócisz uwagi.
A z charakteru jest trudną osobą. Nie jest wredna ale za przyjazna też nie jest. Wszystko zależy od jej nastroju, nastawienia do drugiego człowieka i od tego czegoś. Jest bałaganiarą, ale tylko na swoim terytorium. Nie jest manipulantką, seksbombą, uwodzicielką jak i również nie posiada innych super cech dzisiejszych kobiet. Ma swoje zasady, których ludzie zbytnio nie rozumieją, w sumie to czasem nawet i ona sama. Ale dobrze, że jest zdeterminowana i dąży do samodoskonalenia się. Marzycielka, która pragnie przeżyć jakąś romantyczną historię, która w dzisiejszych czasach jest bardzo mało prawdopodobna. Jest bardzo krytyczna jeśli chodzi o nią samą, nie ma dużego poczucia wartości. Zapewne czytając to wszystko stwierdzasz, że nie jest interesującym człowiekiem. Nie będę Cię okłamywać, masz rację, wcale kimś takim nie jest.


___________________________________________________________________________

Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Na wątki bardzo chętna, najlepiej te z powiązaniem.
Ostrzegam, że nie lubię wpadania na siebie itp.
Cytat w tytule zespołu Łzy.
Pomysł na moc z serialu Herosi <3
Nie wiem kto udzielił tej pięknej twarzy, ale ważne, że ją znalazłam.
Głównym założeniem było to aby Cora była zwyczajnym człowiekiem z wadami jak każdy z nas. Mam nadzieję, że w jakiś sposób mi się to udało, ponieważ mam dosyć super idealnych postaci.

83 komentarze:

Makita pisze...

[Dobry :) Jakiś pomysł na wątek z Sashą?]

francuski piesek pisze...

[Kłaniam się nisko i życzę miłej zabawy na blogu. :)]

Charles

Porcelanowy Chochlik pisze...

[Jaki pokoik?]

francuski piesek pisze...

["super gąbka Cora" Boże, już cię kocham xD Wątku chcę, powiązania chcę - wszystkiego chcę. Ja miałabym nie chcieć? W sumie jedyne co mi do głowy przychodzi, to przyjazne relacje między Gąbeczką i Charlesem. Mogłoby czasami nawet zaiskrzyć, ale Francuzik cholernie by się bał, że dziewczyna zyskałaby jego moc, więc wszystko odbywałoby się na, tak zwany, dystans.

Btw. "Ma szerokie biodra i troszkę większe biodra." Coś wnioskuję, że nie tak miało to zdanie brzmieć, nie? :P]

Charles

francuski piesek pisze...

[W porządku, nie śpiesz się. :D]

Charles

queen b pisze...

[Jaka śliczna pani! I strasznie mi się podoba pomysł z żywą bombą c:
Witam i miłej zabawy życzę.]

~Nikolaj Bukov

francuski piesek pisze...

Charles o dziwo nawiązał z innymi kontakt. A tak się bał, że znowu doktorzy zdiagnozują u niego Bóg wie jaką chorobę, której tak na prawdę nie posiadał. Przez to inne dzieci nie będą chciały się z nim bawić, o. Trochę to uciążliwe, ale da się przeżyć. Największa więź łączyła go z Corą. Jego super chłonną Gąbeczką, której tak bardzo boi się dotknąć. A teraz uwaga, uwaga, cisza! Boi się, bo nie chce stwarzać jej dodatkowego ciężaru. Jaki on troskliwy, po prostu głowa mała! Teraz super szczerze - Charles czuł do Cory coś więcej, niż zwykłe, przyjacielskie uczucie. Szkoda, że biedny nie miał tego jak okazać. Kusiło go, kusiło cały czas. Nawet nie możecie sobie zdawać sprawy z tego, jak bardzo pragnął jej dotyku. Ale nasz francuski piesek nie chciał jej krzywdzić. Czekaj, moment, czyli on na serio posiada coś takiego, jak serce i uczucia?
Szedł sobie, sam nie wiedział gdzie. Szedł, bo tak, o. Bo nie miał nic ciekawszego do roboty. W sumie było wiele innych, lepszych zajęć niż bezsensowne chodzenie w te i we wte, ale cóż poradzić... Przecież mógłby spokojnie iść i spotkać się z Gąbeczką, ale NIEEEEE, bo muszą to wszystko ograniczać. Niby po jakiego czorta, przepraszam bardzo?
Jakaś niewidzialna, magnetyczna siła przyciągnęła go pod samiutkie drzwi Cory. Idiota chciał uciekać. Już miał ruszyć w prawo, a tutaj nagle BAM, odskoczył, jak poparzony. Był niesamowicie przeczulony na takie sytuacje. Nigdy nic nie wiadomo. Odwrócił się w stronę drzwi i kogo zobaczył? Można się domyślić. Język stanął mu kołkiem, a zimny pot oblał jego czoło.
- Chcesz, żebym padł na zawał? - mruknął, dysząc, jak pan z nadwagą, próbujący wyjść na trzecie piętro budynku (kiepskie porównanie, zaraz będzie, że tylko nietolerancja mi w głowie).

nieszczęśliwie zakochany Charles, który boi się dotknąć Gąbeczki

Sasha pisze...

[No to może ona zauważy jak Sasha odczytuje osobowość kogoś z rysunku jakiegoś chłopaka, i to ją zaciekawi. Co Ty na to?]

Sasha pisze...

[Ok. W takim razie czekam :)]

zawrót głowy. pisze...

[może wątek z Amelią? ;>]

Amelie

francuski piesek pisze...

Okropnie się bał, że nigdy nic z tego nie wyjdzie. Nigdy tak na prawdę nie był w związku z żadną dziewczyną, nigdy nie miał ŻADNYCH bliskich relacji z płcią przeciwną. Wszystko odbywało się na zasadzie "cześć-cześć", co w pewnym sensie mu pasowało. Zawsze uważał siebie za zbyt nieśmiałą osobę w stosunku do pięknych pań. Bida z nędzą. Teraz, kiedy już miał się zakochać i to tak POWAŻNIE POWAŻNIE - praktycznie wszystko stało mu na drodze. Jej moc, różnica wieku. Cóż, różnica nie była zbyt duża, ale to i tak nie przystaje, żeby dziewczyna była starsza. Ona już pełnoletnia, piękna, mogłaby mieć każdego. Tymbardziej było to dla niego dziwne, że w ogóle chciała mieć z nim cokolwiek do czynienia.
Charles, Charles patrz! Twoja ulubiona szpara między jedynkami! Boże święty, spokojnie, oddychaj! Charles, co ty odwalasz?
- Eeee, wiesz... Miałem zamiar pójść coś zjeść, ale zorientowałem się, że to nie w tą stronę. Osiem miesięcy tutaj, a nadal nie kojarzę większości miejsc... - powiedział, klnąc w duchu. Szalenie dobra odpowiedź, chłopie. Tak, na pewno ci uwierzy. Prędzej zacznie się śmiać i naciskać, żebyś powiedział prawdę. Może to byłoby dobrym rozwiązaniem. W końcu pod presją powiedziałby wszystko, co mu na sercu leży i po sprawie. Szkoda tylko, że nawet w myślach nie potrafił ubrać tego w słowa. Bał się tego wszystkiego, jak czarnoskórzy policji. (Cholera by mnie trafiła, znowu jakiś rasistowski żarcik. JAK BABCIĘ KOCHAM, NIE JESTEM RASISTĄ!)

biedny Francuzik, który boi się WSZYSTKIEGO

Harakiri pisze...

Cain bał się styczności z ludźmi, jakiejkolwiek. Nie chciał po prostu zrobić nikomu krzywdy, bo wbrew pozorom, nawet i jemu, po tylu latach, moc potrafiła wymknąć się spod kontroli. A nie chciał nosić non stop rękawiczek, bo po prostu dziwnie by wyglądał, ot co. I od razu by się zaczęły pytania, dlaczego, po co i w ogóle. A on nie znosił takich pytań, bo zazwyczaj tylko warczał na tych Bogu ducha winnych ludzi, a potem dziwne, że go nie lubią. Tak więc wolał się po prostu nie zbliżać, zwłaszcza po tych swoich wybuchach, gdy już niczego nie kontrolował. Ale stało się, zupełnym przypadkiem, który niósł za sobą nieprzewidziane konsekwencje. Kto by pomyślał, że przez zwykłe muśnięcie dłoni można komuś przekazać moc? No Cain na pewno by na to nie wpadł. A przecież on tylko podał dziewczynie kartki, które wypadły jej z rąk i ledwo dotknął jej dłoni. Ale widocznie to wystarczyło, bo potem widział, jak to ona poraziła kogoś prądem. Zastanawiał się czy czasami nie jest taka sama jak on, dlatego przyglądał jej się intensywnie podczas dyżuru na korytarzu. A takie bezczelne gapienie się na pewno musiała zauważyć.

Cain

francuski piesek pisze...

Mało brakowało, a znowu padłby na zawał. Takie przechodzenie obok siebie na odległości kilkunastu centymetrów nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Charles albo zamierał w bezruchu, albo odskakiwał w bok, jak jakiś poparzony. Tak, idiota z niego. TAK, wszyscy to wiedzą.
Jej kolejne słowa były subtelne, a zarazem brzmiały, jak rzut cegłą w czoło. Poważnie, zaraz myślał, że nie wytrzyma i wygada wszystko, jak marna katarynka. Cholera jasna Charles, weź się w garść. Pomęcz się jeszcze trochę. Męcz się ty i pomyśl, czy warto, aby przez twoją bezmyślność później męczyła się ona.
- Oho, sugerujesz, że kłamię? I jeszcze mi grozisz? Co to, to nie. Śmieszna taka wersja groźnej Cory. Boję się. - zaśmiał się donośnie, przedrzeźniając ją pod nosem. Kolego, możesz wierzyć, lub nie, ale nagrabiłeś sobie teraz. Błagaj Boga, żeby cię oszczędziła, bo inaczej skończysz, jak kurczak na ruszcie. Albo jak francuski piesek kopnięty prądem. Mniejsza z tym.
Charles podszedł do niej na bezpieczną odległość i spojrzał na nią swym błagalnym wzrokiem szczeniaczka. Może to coś poskutkuje, o losie! Jeśli nie - czeka go pewna śmierć. Albo po prostu znowu wszystko wyolbrzymiał, tak. TAK, znowu. Bo on nie ma nic do roboty, tylko stwarzać sobie kolejne problemy, albo powiększać te stare, o.

Charles, który oczy odziedziczył chyba po psie sąsiadów

francuski piesek pisze...

Oho. OHO! Zbliżało się niebezpieczeństwo. Wzrok szczeniaczka nie poskutkował. Niestety. CHARLES, YOU ARE GOING TO DIE! Biednemu przeleciało całe życie przed oczami. Trudno jednak było powiedzieć, że zobaczył wszystko od początku aż do tej chwili. Po japońskim praniu mózgu nie pamiętał większości rzeczy, które miały miejsce przed wylotem do tamtego kraju. Podsumowując: było to całe życie w uogólnieniu.
Nie wrzeszcz, nie wrzeszcz, tylko nie wrzeszcz. Pamiętaj, że ona nic ci nie zrobi. Tak przynajmniej myślisz. Kurczę no, dlaczego tak się jej boisz? Ona nic ci nie zrobi. Dobrze o tym wiesz, więc nie udawaj.
- Cora... Proszę cię... - mruknął, widząc dziewczynę, która podchodziła do niego coraz bliżej. Gdy zobaczył drobne błyskawice, które usilnie próbowały wydostać się z jej uścisku, miał zamiar uciec, jak najdalej mógł. Ale stał. Stał, jak wryty i patrzył prosto w jej oczy. Dlaczego Gąbeczka musiała być taka niziutka? W sumie to było urocze. Nawet bardziej, niż urocze. Tak spoglądał na nią, spuszczając głowę w dół, co niekiedy wyglądało dosyć komicznie. Przecież to nie wina Charlesa, że odziedziczył jakieś holenderskie geny (cholera wie skąd) i jest teraz wyższy nawet od swojego ojca. Przynajmniej był, kiedy ostatni raz widział go przed wylotem do Japonii...
Dziwne uczucie. Te małe cosie, które wyskakiwały z jej drobnej dłoni niby to łaskotały, niby szczypały jego rękę. Starał się zachować kamienną twarz i nie dać po sobie poznać, że całkiem to fajne. Tylko stał. Stał, jak głupi i wlepiał swoje ślepia w jej śliczne oczy.

Charles, co stoi jak głupi i lubi te miniaturki błyskawic, o

francuski piesek pisze...

Dobra, to zaczynało robić się dziwne. Byli tak blisko siebie. Serce Charlesa kołatało, jak szalone, a cosie okazały się być całkiem przyjemne. Nie miał zielonego pojęcia co robić, więc nadal stał i patrzył w jej oczy. Dopiero gdy opuściła swoją dłoń, a błyskawice zniknęły, postanowił przenieść wzrok na okno, które znajdowało się za nią. Na zewnątrz była niesamowicie piękna pogoda. Ani jednej chmurki na niebie, ot co. Charles, pacanie, powiedz coś!
-... To było dziwne, ale zabawne. - mruknął cicho, uśmiechając się jak biedny mapet. Bał się znowu spojrzeć w jej oczy. Cholera, nie wyczerpałeś jeszcze dziennego limitu! Patrz, nie cuduj! - Zaczęłaś pracować nad tym projektem z historii sztuki? - walnął coś od czapy, próbując jakimś płynnym przejściem znowu wlepić w nią swoje psie gały. Tylko nie wymyśl coś głupiego, hej! Masz się jeszcze trochę pomęczyć z tym, co do niej czujesz. Nie palnij czegoś głupiego, bo źle się to skończy. Po prostu graj dalej. - W ogóle wiesz co dzisiaj na kolację? - znowu walnął trzy po trzy, ale tym razem udało mu się spojrzeć w jej oczy. Brawo, należą ci się wakacje na Honolulu.

Francuzik, który lubi gadać od czapy

francuski piesek pisze...

Wszystko zaczęło robić się coraz bardziej napięte. Bał się, że w końcu nie wytrzyma i wygada wszystko. A może nawet będzie próbował ją przytulić, pocałować? Przecież to nie wchodziło w grę. Nie chciał jej krzywdzić kolejną mocą, którą by od niego przejęła. Co to, to nie. On nie mógł na to pozwolić.
- Wybacz, gadam coś od rzeczy. Nie lubię tak gadać. Boże, co ja mówię. - położył dłoń na karku i westchnął głęboko. Teraz sobie uświadomił, że jego głupota nie zna granic. Szybko, wymyśl coś, żeby załagodzić sytuację! Francuz zmierzył Corę wzrokiem, po czym uśmiechnął się delikatnie. - Ładnie dzisiaj wyglądasz. - palnął, kwasząc minę przez następne piętnaście sekund. - Chyba powinienem pójść dzisiaj wcześniej spać, o. Dobry pomysł. - powiedział, zabawnie ruszając głową. Zaśmiał się, poprawiając krótki rękaw swojego t-shirta, a wiadomo, że tylko w takich potrafił chodzić. Czarne jeansy, biała koszulka i marynarka, czarna bluza lub dziwna kurtka, która posiadała szalenie modne skórzane wstawki. Ach, jaka z niego modnisia.

Charles a.k.a super modnie i elegancko ubrany francuski piesek

Sasha pisze...

Jedni uważali, że gadanie do obrazów jest czymś chorym. Ja uważałem, że obrazy tak samo jak ja, czy też inni rozumieją nas. Trochę idiotyczne myślenie, które było prawdą. Często gadałem z obrazami. Odczytywałem z nich aury. Dzięki temu wiedziałem, czy dzisiaj lepiej wyjść z pokoju czy w nim zostać i zakopać się ponownie pod kołdrą, nie dopuszczając do siebie nikogo z zewnątrz.
- Czyli mówisz, że dzisiaj dobrze byłoby się przewietrzyć Roosevelt- powiedziałem do portretu, a ten jakby skinął potakująco głową. Oczywiście te ruchy były widoczne dla mnie.
- Eee... Cześć- odpowiedziałem, odwracając się do dziewczyny lekko zakłopotany. Taaa... teraz to na pewno wyjdę na wariata jeszcze większego niż wszyscy myślą.

francuski piesek pisze...

Charles nie miał zielonego pojęcia co powinien teraz zrobić. Porozmawiać z nią? Zaprosić gdzieś? Phi, ciekawe gdzie? Na stołówkę? Ciekawa idea, nie powiem. Taka specjalnie dla nastolatków, którzy uważają siebie za hipsterów. Francuzik chyba hipsterem nie był. Sam nawet nie wiedział, kto to ci ludzie i raczej nie miał ochoty, aby się tego dowiadywać. No cóż, mniejsza o to.
- Nie możesz spać? Ech, też mnie bezsenność kiedyś dręczyła. - westchnął cicho, współczując jej. Bezsenność to jedna z najgorszych rzeczy, które mogą przytrafić się człowiekowi. Poniekąd masz ogromną ochotę, żeby chociaż na chwilę zamknąć oczy, ale nie możesz. Wtedy myślisz o czymś, o czym przy zdrowym, wyspanym umyśle byś nie pomyślał. Dlatego lepiej pożyczać babcine tabletki na sen.
Charles słysząc jej pytanie o mało nie padł na zawał. Znowu. Przecież to on, chłopak powinien zapytać o coś takiego, nie dziewczyna! Spaprałeś sprawę, piesku.
- Och, spać? O tej porze? Cora, proszę cię... - zaśmiał się cicho, spoglądając na nią kątem oka (w przenośni, rzecz jasna. Oko nie ma kąta. Wow, spostrzegawczość pierwsza klasa). - Hmm, w sumie to mam pomysł. Jest głupi, od razu uprzedzam, więc nie oczekuj niczego ciekawego. - powiedział, ruszając w kierunku ogromnych schodów i głównych drzwi zamku. Tak, on coś planował. Coś dziwnego, ale to zawsze lepsze, niż gadanie o projekcie z historii sztuki.

[Właśnie zastanawiam się nad zdjęciem pierwszym, albo trzecim. Kurczę, jak się zdenerwuję, to dam obydwa, o! Znalazłam jeszcze takie jedno, ale nie wiem czy pasuje do Cory xD. http://25.media.tumblr.com/tumblr_m7imxysvIQ1ry25g5o1_500.jpg]

Charles

francuski piesek pisze...

Szczerze powiedziawszy, to nie miał zielonego pojęcia gdzie idzie. Chciał wymyślić coś po drodze, ale jak zwykle wpadł w panikę i po prostu szedł przed siebie. Miał nadzieję, że Cora nie domyśli się, iż to był zwyczajny impuls żeby zagłuszyć te bezsensowne gadanie o projekcie szkolnym. Chociaż w sumie... Coś mu do główki jednak wpadło!
Idzie Charles idzie, idzie, potyka się o własne nogi, nic nie mówi i idzie dalej. Wyprowadził ich dwoje na czyste pole. Aż się przestraszył, kiedy zamek zniknął z jego pola widzenia, aczkolwiek miał cichą nadzieję, że Gąbeczka zapamiętała drogę powrotną. Phi, ona musiała. Przecież była mądrzejsza niż Francuzik, który prawdopodobnie skazałby ich na nocowanie pod czystym niebem.
- Tak więc jesteśmy tutaj. Nie mam zielonego pojęcia gdzie, ale jest fajnie. - powiedział ze skwaszoną minką. Przeniósł swój wzrok na dziewczynę i wzruszył ramionami. - Chyba się zgubiliśmy, ale to nie szkodzi. - zaśmiał się nerwowo, starając podnieść sobie ciśnienie, jednak marnie mu to szło.

Charles, który chce się zdenerwować, żeby pokazać Gąbeczce coś fajnego

francuski piesek pisze...

Oho, Cora podchodzi bliżej, co oczywiście równa się z mini zawałem u Charlesa. To dobrze. Będzie mu łatwiej wyczarować coś, czego teraz potrzebował najbardziej. To było jedyną deską ratunku. Przecież nie mógł tak po prostu powiedzieć, że ją okłamał i nie miał żadnego planu! Absurd. Nie mógł się aż tak zbłaźnić przed ukochaną Gąbeczką. Co to, to nie.
Na zachód od jego pustej główki pojawiło się grono małych Asperatusów, które śmiesznie odbijały blask zachodzącego słońca. Boże, tylko nie zachód słońca. To się zaczyna robić zbyt romantyczne. Piesku, no zrób coś. Nadepnij sobie na nogę, odgryź palec, wyszarp garść włosów - cokolwiek.
Przymknął oczy i postarał sobie wyobrazić wszystkie złe sytuacje sprzed tygodnie. Kumulował je, zbierał do kupy, aby teraz wykorzystać je do swojego planu awaryjnego. Coś się udało. Ze wschodu nadchodziła gromada Mammothów, które nie wyglądały zbyt przyjaźnie. Mniejsza o to. Wciąż starał się sprowadzić Gustando, co oczywiście nie było takie łatwe. Do tego potrzebne mu było coś niesamowicie okropnego, a póki co nic takiego mu do głowy nie przychodziło.
- Dobra, nie umiem tego. Koniec przedstawienia. - warknął sam na siebie, spoglądając na chmury. - Tak więc to był mój "plan". Niesamowicie beznadziejny, nie?

[No pewnie, że tak! :D Aż nie mogę się doczekać, żeby to przeczytać. :D]

Charles

nie istnieję pisze...

[Nie oglądałam tego, ale mam nadzieję, że nie kojarzę się tylko z tym serialem xD. A skoro mutacja zaciągnięta z Herosów, muszę przyznać, że moc Petera lubiłam najbardziej. Nawet przez większość serialu jego samego również.]

Andrew O'Dwyer

nie istnieję pisze...

[Możesz zaproponować. Nic nie tracisz, a w najlepszym przypadku zyskujesz :). Zobaczymy jaka będzie moja reakcja na powiązanie.]

Andrew O'Dwyer

francuski piesek pisze...

Oho, czyżby Charles się uśmiechnął? Cora nie powinna tak komplementować tych chmurek. Niby śliczne, ale jak się spotkają, to może być nieprzyjemnie.
- Póki co jest fajnie. Później będzie gorzej. - odpowiedział niechętnie, obracając się w kółko. Musiało to wyglądać komicznie, jednak tak nasz mały Francuzik sprawdzał kierunek wiatru. - Przy dużym szczęściu mamy dwanaście minut na podziwianie tych skupisk kondensatów substancji w postaci pary. Później albo trafi nas piorun, albo... - chłopak zawahał się, bo tak na prawdę nie wiedział, co może się im stać. No tak, wielkie mi pocieszenie. Przecież śmiało powinien znać każdą cząstkę swojej mocy, jednak on nadal bał się sięgać do tych najczarniejszych zakamarków.
- Cieszyć się? Nie, wiesz co, najlepiej by było, gdybym nie miał żadnego daru. Nawet takiego. I pomyśleć, że głupie chmurki potrafią być upierdliwe. - skwasił minę, wsadzając ręce w kieszenie spodni, po czym przeniósł wzrok na Corę.

Charles, który nie potrafi się zmobilizować do napisania powiązań, chociaż BARDZO BARDZO chce

francuski piesek pisze...

Niechętnie wsłuchiwał się w jej słowa, bo miała rację. Każdy z mutantów musi pogodzić się ze swoim darem i żyć tak, aż do chwili, kiedy uderzy w ciebie piorun za dokładnie sześć minut.
- Dlaczego ty w większości spraw musisz mieć rację? To takie frustrujące. - odpowiedział, śmiejąc się donośnie. Kobiety ponoć miały lepiej rozwiniętą "którąś tam" półkulę mózgową, odpowiadającą za te rzeczy, których faceci nie potrafili ogarnąć. Czyli za większość. Charles strasznie plątał się we wszystkim, a jak już biedny próbował poskładać większość do kupy - rozlatywało się i chowało pod najciemniejszych zakamarkach. Tak więc musiał zaczynać od początku i tak w kółko. Niekończący się krąg nieszczęść. Ech.
- Jeśli mi powiesz, że masz w sobie jakąś moc, która mogłaby załagodzić burzę, albo chociaż rozwiać wiatr, aż z tej radości bym się chyba ucałował, aczkolwiek to póki co niemożliwe... Chyba. - Charles pacanie, po co to "chyba"? Wiesz, że chcesz ją przytulić, pocałować i tak dalej, ale NIE-MO-ŻESZ! Nie rób jej krzywdy swoim brakiem doświadczenia, no i jeszcze przekazaniem mocy... Chociaż to pierwsze brzmi groźniej.

Charles, który boi się, że zabije Gąbeczkę swoim brakiem doświadczenia

francuski piesek pisze...

Okej Charles, dałeś ciała. Znowu palnąłeś coś, zanim pomyślałeś, czy to przypadkiem nie jest fe. Faceci są głupi. A zwłaszcza dojrzewający, którzy nie mają nawet zarostu. W sumie wszyscy mężczyźni dojrzewają całe życie, nie?
- Przepraszam... - powiedział cicho, spuszczając wzrok. Dziwnie się czuł w tym momencie. Było bardziej niezręcznie niż dotychczas, co wprowadzało chłopaka w delikatne zdenerwowanie. Aczkolwiek wszystko było pod kontrolą. Póki co. Na dwie ostatnie minuty. - Cora, wiesz co... Chyba musimy uciekać. Ale coś mi się nie wydaje, że dobiegniemy do zamku w minutę. To będzie kompletne szaleństwo... Ah merde, prędzej czy później i tak zginiemy! Chodź za mną. A raczej biegnij! - wrzasnął, po czym ruszył w kierunku pobliskiego lasu. Przecież to nie logiczne. Piorun walnie w któreś z drzew i co? Po nich? E no, a tak fajnie się zapowiadało.
Można powiedzieć, że tym razem im się udało. Między drzewami był spory wał (pewnie przeciwpowodziowy, ale na co taki w lesie?), a zaraz za nim wgłębienie w ziemi sięgające co najwyżej siedemdziesięciu centymetrów. Charles jak głupi rzucił się na ziemie i zaczął pleść coś po francusku.

Charles, którego chyba opętało, o

francuski piesek pisze...

Cholera wiedziała, co on odwalał. Leżał na ziemi, jak jakiś opętaniec, a biedna Cora robiła czary-mary i on tego nie widział! Przecież się załamie, kiedy ona wszystko mu opowie.
Francuz poderwał się i wstał, spoglądając w stronę Cory, która nie wyglądała zbyt dobrze.
- MERDE! Co się stało, Cora?! - wrzasnął, widząc stróżkę krwi cieknącej z jej drobnego noska. Nie miał zielonego pojęcia co się stało, dlatego nalegał, aby Gąbeczka mu natychmiast wszystko wyjaśniła. Przecież krew nie leci strumieniami, kiedy ma się styczność z burzą i innymi zjawiskami pogodowymi. Co to miało do jasnej cholery znaczyć?
Chłopak zaczął panicznie szukać chusteczki higienicznej w swoich kieszeniach, klnąc coś po francusku pomiędzy kolejnymi grzmotami.

Charles

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Cora, możesz mi powiedzieć dlaczego przez ciebie ktoś musiał w trybie teraz udać się do lekarza? Wiesz, bardzo jestem tego ciekaw. Bardzo nie lubię bójek, szczególnie kiedy są w to zamieszane moce. - Will od razu na wejściu dziewczyny do pokoju z nauczycielem nie okazywał sympatii, nie miał zwyczaju jej okazywać, a na pewno nie w stosunku do takich wypadków.

francuski piesek pisze...

Zatrzymała piorun?! KTÓRY PRAWIE JĄ PIERDZIELNĄŁ?! Co to miało znaczyć? Charles, szukaj szybciej tej chusteczki do jasnej cholery!
Znalazł paczkę, w której została tylko jedna chusteczka. Miała w prawym dolnym rogu małą flagę Francji i pachniała truskawkami. Co mają truskawki do flagi Francji? Biedny Charles już zapędził się do wycierania krwi spod jej noska, ale w porę przypomniał sobie, że nie może tego zrobić, więc podarował chusteczkę Corze. Zaraz po tym któryś z piorunów musiał uderzyć w drzewo. Chyba, że taki hałas powstaje od tak sobie, wtedy to całkiem inna sprawa.
Widok przerażonej Cory był niczym wbijanie tuzina szpilek w serce Charlesa. Tak bardzo chciał ją teraz przytulić, objąć - cokolwiek, byleby poczuła się chociaż trochę bezpieczniejsza. W sumie nie wiem, jak można czuć się bezpiecznym w ramionach takiego chuderlaka. Zamiast tego usiadł obok niej, oparł się o wał i spojrzał na zachmurzone niebo, nic nie mówiąc.

Charles, który boi się przeprosić, bo Cora na pewno wydrapie mu oczy za tą burzę

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Dobra, okej. - Will od razu poczuł od niej wzmożoną agresje, nie musiał do tego wykorzystywać nawet swojego talentu. Musiał podejść do tego na spokojnie.
- Przypadkowo użyłaś na chłopaku mocy, którą nie wiesz skąd masz, rozumiem. Powiesz mi co dokładnie się tam stało? Wolałbym wiedzieć jak to wyglądało i w sumie muszę zanotować kwestię nowej mocy u ciebie. -

francuski piesek pisze...

Wszystko ucichło, kiedy on ucichł. Wtedy obudziła się Cora i ruszyła z impetem w stronę zamku. Podobało mu się takie przejęcie inicjatywy. Boże, jakie znowu przejęcie inicjatywy. Dziewczyna znienawidzi cię na amen i nigdy się do ciebie nie odezwie za takie wybryki. Idź się lecz, Francuziku.
Wow. Jedno. Wielkie. WOW. Ten piorun... Okej, to nie było normalne. Ale co w dzisiejszych czasach jest normalne? Chociaż ta nienormalność powoli staje się normalnością, co w ogóle nie ma sensu, aczkolwiek kiedyś pewnie nabierze, o. Charles w ogóle się nie odezwał, tylko szedł jak to pokorne ciele za Gąbeczką. Szli, czołgali się, toczyli, aż w końcu znaleźli się w zamku. Piesek nadal się nie odezwał, dopóki obydwoje nie stali przy drzwiach do pokoju dziewczyny.
- Przepraszam. Przepraszam. Zabij mnie. Ja... przepraszam. Nie chciałem. Nie wiedziałem, że to... Och MERDE! - warknął sam na siebie, zaciskając zęby i starając się w ogóle nie patrzeć na Corę.

Charles, który chyba się popłacze oraz jego autorka, której mucha lata nad głową

cisza. pisze...

[Dobry! W takim razie wątek poproszę! :)]
Katherine

cośtupowinnobyć pisze...

[ależ proszę, zostanę w przyszłości masterem reklamy xD Pomysł w sumie mam, bo Cora jest tak normalną osobą, że Greg może zrobić wyjatek i nawet ją polubic xD!Co powiesz na jakiś wspólny trening z cyklu, biegają razem po parku, nagle Cora dotyka przez przypadek kogoś, kto ma dość niebezpieczną moc, więc po dotknięciu muszą się szybko ewakuować z 'widoku'? Albo nie tyle niebezpieczną co 'zabawną'... Zamienia się w wielkiego zółtego ptaka czy coś.. xD]

greg.

cisza. pisze...

[Jakie tam dziwne, fajne są! ;P Hm, na początek może być. Pewnie mam zacząć, co? Tylko podrzuć jakieś miejsce spotkania.]
Katherine

cośtupowinnobyć pisze...

[nie ma problemu, on ją może motywować xD Generalnie może traktowac ją trochę jak młodszą siostrę, choć nigdy w życiu tego głośno nie powie, BO NIE xd. Zacznij, zacznij, bądź dobrym człowiekiem. Może być jutro, bo mnie dziś wypluła podróż pociągiem i nieprzespana noc XD]

greg.

cośtupowinnobyć pisze...

[poczekam! XD]

cisza. pisze...

[Okej :) Zacznę jutro, a przynajmniej postaram się, jeśli znajdę czas ;)]
Katherine

kiraj pisze...

[ U mnie takie teksty na poziomie dziennym, wystarczy chwilę pokminić i samo przyjdzie do głowy >D
Chcesz jakieś powiązanie, czy od razu zacząć coś tak na luzie? c: ]

F. E. Maverick

cisza. pisze...

Siedziała na stołówce, rozglądając się dookoła. Już dawno skończyła jeść swoje naleśniki, jednak ciągle siedziała na miejscu, trzymając w dłoniach ciepły kubeczek z herbatą. Oczywiście musiała pokłócić się z kucharką, która nie chciała dać jej tej malinowej; wstrętna baba. Trudno, Katherine jakoś przeżyje to, że nie dostała swojego ulubionego napoju. W końcu to nic takiego.
W pewnym momencie natrafiła na natarczywy wzrok jakiejś dziewczyny. Jak się później okazało, wpatrywała się w nią od dłuższego czasu. Po chwili Black się zirytowała, wzięła swój kubeczek i podeszła do nieznajomej.
- Hej, coś się dręczy? - spytała, upijając łyk ciepłego napoju, który rozgrzał ją od środka. Czekała cierpliwie na odpowiedź dziewczyny, zerkając na nią kątem oka. Nie kojarzyła jej. Może dlatego, że nie należała do specjalnie wyróżniających się w tłumie? Chociaż Kath nie mogła wszystkich kojarzyć, w końcu w szkole była dopiero od niedawna.
Usiadła naprzeciw niej, nie czekając na zaproszenie. Coś jej się wydawało, że ciemnowłosa ma jakąś sprawę. Zapewne nie bez powodu obserwowała ją odkąd się tu zjawiła.

Katherine
[Słabo, bardzo słabo ;_; Wybacz mi!]

cośtupowinnobyć pisze...

Cora była... Inna. Tak Inna było dobrym określeniem. Nie chodziło o to, że była mutantem, ani tez o to że chodziła za Gregiem i śpiewała głupie piosenki. Cora była normalna, przez co Greg dałby się za nią pokroić (co nieco go przerażało). Za punkt honoru postawił sobie doprowadzenie jej kondycji do porządku. On, jako zawodowy żołnierz, nawet po ucieczce z frontu, dbał o to by zawsze być w dobrej kondycji. Cora natomiast wolała siedzieć na łóżku i wcinając czekoladowego batona, liczyć mu ilość pompek, które zrobił. Ale nie, Greg w końcu postawił na swoim i namówił dziewczynę do wspólnego biegania. Wcześniej oczywiście ustalili kilka zasad, których realizacji naprawdę się nie spodziewał. Kiedy jednak brunetka wykrzyknęła najgłupsze hasło świata, pobiegł za nią w miejsce, gdzie rosło całkiem sporo drzew i z nieukrywanym rozbawieniem spojrzał na wielkiego tygrysa, który położył się w cieniu jednego z nich.
- Przyznaj się, zrobiłaś to specjalnie, bo już nie chciało ci się ćwiczyć, co? - mruknął ze śmiechem, mając nadzieję że Wielki Kot nie rzuci mu się do gardła. Bycie pożartym przez tygrysa nie należało do wymarzonych rodzajów śmierć. Podszedł do kociaka po czym kucnął naprzeciwko niego (niej?), nie bardzo wiedząc co w zasadzie ma teraz zrobić.
- Ile to potrwa? - zapytał w końcu wyciągając z kieszeni spodni telefon i robiąc jej zdjęcie – Powieszę sobie nad łóżkiem...

Greg.

cośtupowinnobyć pisze...

Przez dłuższą chwile próbował zachować powagę. To chyba nic przyjemnego być tygrysem. Nie wiedział, bo nigdy wielkim kotem nie był, zupełnie jak 99.9% społeczeństwa. Cora natomiast miała to paskudne szczęście, ze zawsze pakowała się w dziwne tarapaty, które nigdy (NIGDY!) nie zdarzały się normalnym ludziom. Przez chwilę dumał nad czymś w ciszy, po czym ustawił zdjęcie jako tapetę swojego telefonu i pogłaskał tygrysa za uchem.
- Może w tym wydaniu będziesz spokojniejsza... - powiedział z lekkim rozbawieniem starając się nieco rozluźnić sytuację. Nie było to oczywiście proste, w końcu byli w samym centrum parku, w godzinach w których mnóstwo ludzi wyszło na spacer. W dodatku Cora miała paski i rudawą sierść i nijak nie przypominała małego kota. On natomiast nie przypominał arabskiego szejka, który z pewnością wykpiłby się z całej sytuacji udając, że ma pozwolenie na prowadzenie po mieście tygrysa na smyczy.
- Obawiam się, że będziemy musieli poczekać tutaj aż się ściemni. Chyba że do tego czasu ci przejdzie i znów będziesz Normalną Corą. Wiesz, nie chce żeby cie gdzieś wywieźli czy coś – mruknął uśmiechając się lekko.

cośtupowinnobyć pisze...

[i oczywiście że tak xD!]

Dobry Niemiec pisze...

[Pozaczynam, poodpisuję i się zgłoszę z jakimś pomysłem :)]

~Rodion

PS RODION RASKOLNIKOW <3

francuski piesek pisze...

Zamknął się. Postanowił w ogóle się nie odzywać tuż po tym, jak Cora nagle rozbłysnęła. Cholera wiedziała, o co w tym wszystkim chodziło. Może to kolejna z mocy, którą dziewczyna posiadała, a Charles nie miał o tym zielonego pojęcia? Jej groźba mało co nie wywołała u niego uśmiechu na ustach. Powstrzymał się, gdy wszedł do jej pokoju niczym pokorne ciele. Bał się teraz w ogóle odezwać, więc przysiadł na jej łóżku i od razu odwrócił wzrok, kiedy mu nakazała.
Charles, dziewczyna przebiera się jakiś metr od ciebie, a ty siedzisz i patrzysz przez okno? Czyś ty oszalał?!
- Poważnie mam z tobą siedzieć i czekać, aż zaśniesz? - spytał, wciąż nie patrząc na dziewczynę. Było to dla niego trochę krępujące, bo po raz pierwszy znalazł się w tak dziwnej sytuacji.

Charles, który udaje, że nie chce zobaczyć Cory w jej koronkowym staniku

francuski piesek pisze...

Nie wiedział jak się zachować. Dopiero kiedy poczuł, że dziewczyna usiadła obok niego i wpakowała się pod kołdrę, odwrócił wzrok w jej stronę. Wyglądała na tak okropnie zmęczoną, co poniekąd było jego winą. Jednak to nie zmieniała faktu, że jej twarzyczka było tak samo urocza, jak zwykle. Pod tą pierzyną wyglądała na bezbronne, delikatne zwierzątko, które nic, tylko by się chciało przytulać. Chłopak oczywiście nie mógł tego zrobić, bo przecież byłoby jeszcze gorzej, prawda?
- Nie ma sprawy. Serio. Tylko nie wiem za bardzo co mam teraz zrobić. Zaśpiewać i na dobranoc, czy opowiedzieć jakąś denną historyjkę o durnym chłopaku i jednej, cudownej dziewczynie, która dała mu chęci do życia po japońskim praniu mózgu? - zaczął gadać niczym katarynka, a tuż po tym, kiedy zorientował się co powiedział, pacnął się w czoło i teatralnie wywrócił oczyma. - Nie ważne, chyba zaśpiewam jakąś francuską piosenkę...

Charles piosenkarz i bajkopisarz, o

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- No dobra, rozumiem. - Powiedział i pokiwał lekko głową.
- Od przyjazdu już trochę mamy, przynajmniej to co wiemy od ciebie po części i to co dowiadujemy się na bieżąco. Osobiście sądzę, że wiedząc więcej o twoich mocach będziemy mogli pomóc ci z opanowaniem tego wszystkiego i ogarnięcie sobie tego w głowie. Myślę, że byłoby to przydatne, nie uważasz? -

kiraj pisze...

[ U mojego Blaise'a za cicho, a u Fabiana za głośno. Trza to trochę wyrównać, ot co! Mam pomysł taki, że Blaise (och, jeden z moich całkiem hetero panów, to należy uwiecznić i powiesić sobie nad łóżkiem! Oo) mógłby polubić Gąbeczkę, no a ona traktowałaby go raczej jako kolegę, tudzież kumpla (bo widzę, że tu z Charlesem się jakiś romans kręci, to nie będę się mieszać; tak trochę podejrzałam, ku orientacji oczywiście >D), a kiedyś by się wnerwił za mieszanie go z błotem przez jakiegoś ucznia, no i Gąbeczka by to spróbowała ugłaskać, żeby się tam na tym korytarzu nie pozabijali. Co ty na to? ^u^ ]

Blaise Teddy Miller

kiraj pisze...

Blaise rzadko uczestniczył w bójkach, a przynajmniej jeżeli chodzi o aktywne uczestnictwo. Najczęściej to jego poszturchiwano jak dzieci jakiegoś cholernego pingwina w zoo lub szydzono z wyglądu, z tego, że taki cichy i niepozorny. Tak... cichy i niepozorny, a tu proszę... Kiedy zaczął się lać z jakimś gnojem, to pół szkoły przyleciało jak na skrzydłach, żeby przyjrzeć się tej jakże zaskakującej konfrontacji. Czyż to nie dziwny i zastanawiający zbieg okoliczności? Tak, tak... Naprawdę ciekawe. Gdzie byli, kiedy stawał się ofiarą? Szkoda, że tym nikt się jakoś nie zainteresował. W zasadzie to nikt oprócz jego kochanej Cory.
Dziewczyna skradła mu serce (chociaż zrobiła to w pełni nieświadomie) i umiejętnie je zdeptała, ale on i tak nie umiał się wyzbyć tego denerwującego łaskotania w brzuchu ilekroć tylko ją widział. Z kolei gdy widział ją z jakimś chłopakiem, tym bardziej z tamtym to dostawał ataków wściekłości.
Nic dziwnego, że kiedy jego, JEGO Gąbeczkę obrażono, to stawił się w jej obronie. Czuł, że musi tak postąpić. Nawet jeżeli była tylko jego przyjaciółką, to i tak nie potrafił pozwolić na taką zniewagę.
Nawet kiedy przydusiła go do ściany, a tamtego gnoja do drugiej, to syczał ze złości i rzucał się jak wsza. Cóż... co jak co, ale teraz wyglądał całkiem... imponująco.
Tak, teraz ta jego nienormalność stanowiła całkiem ciekawy dodatek do osobowości tykającej bomby z opóźnionym zapłonem.
- Wyzwał cię, gnój - warknął rozeźlonym tonem głosu. Odpowiedział jej, krótko i na temat, może i niezbyt grzecznie, ale w takim stanie nie potrafił nad sobą zbyt dobrze panował. Właśnie dlatego tu był.

Blaise Teddy Miller

kiraj pisze...

Blaise cały czas się szarpał z niewidzialną siłą, jak rozjuszone zwierzę, co wzmogło się tylko kiedy jego przeciwnik tak po prostu wystraszył się wiązki - chyba - elektryczności (ostatnich kilka lekcji fizyki niestety Blaise raczył przespać), po czym uciekł z miejsca zdarzenia jak ostatni tchórz. No, no! A podobno, to Blaise był tchórzem i wypłochem, phie. Wolne żarty, on chociaż nie uciekał i dziewczyn nie obrażał. Najwyraźniej ktoś tu miał jakiś kompleks mniejszości.
Okej, Blaise nazywał po cichu Corę Spongebobem, ale to raczej nie było nic złego, a przynajmniej nie gorszego niż (cenzura), (cenzura) lub (duża cenzura, bo dzieci chyba wolałyby tego nie przeczytać). To już naprawdę duża przesada, tym bardziej, że gnojek nic o niej nie wiedział! Nawet jej nie znał!
Moc Blaise'a trudno było w jakikolwiek racjonalny sposób określić. Czarne kości i możliwość wyrastania rogów były dziwne, ten charakterystyczny, długi ogon ze "strzałką" na końcu oraz w pełni czarne oczy tylko dopełniały tego wizerunku, a rozdwojony, czarny język był tylko kolejnym powodem, dla którego można było go nazwać dziwadłem i wynaturzeniem.
Nie skomentował ani słowem tego, że go dotknęła. Bardzo wątpił w to, czy przejmie od niego którąkolwiek z przypadłości. Raczej żadna nie była fajna z osobna i nikomu nich nie życzył. O ile do języka i ogona dało się radę przyzwyczaić, to wyrastanie rogów do najprzyjemniejszych rzeczy nie należało, a on odkąd tutaj trafił to tylko coraz częściej chodził z nimi na wierzchu, a to nie znaczyło nic dobrego. Złość, gniew, wściekłość, kompletny brak kontroli nad sobą i tym dziwnym darem.
- Mam gdzieś to, czy narobię sobie problemów, czy nie. Nikt nie ma prawa cię obrażać, a tym bardziej nie jakiś idiota, który nawet cię nie zna - mruknął już trochę spokojniejszym tonem głosu, siadając sobie w kącie pokoju i próbując skupić, żeby pozbyć się rogów. Zbyt duże, żeby ukryć. Właśnie dlatego tak uparcie walczył o kontrolę nad nimi. Ogon całkiem polubił, czasem tylko ktoś go przydeptywał albo na nim siadał. Nic fajnego.
Odruchowo odszukał wzrokiem swój ogon i podkulił po pod swoje nogi.

Blaise Teddy Miller

kiraj pisze...

Skrzywił się lekko, kiedy powiedziała te wszystkie nieładne słowa. Nie przepadał za wulgaryzmami, nawet to "gnoju" mówił tylko i wyłącznie w złości, a już na pewno nie do dziewczyny. Uważał, że kobiety należy traktować z szacunkiem, tym bardziej jeżeli na niego w pełni zasługiwały. Nikt nie mówi, że każdy ma być idealny, że Cora jest idealna(chociaż dla niego zdecydowanie była), ale antypatia do niej, to nie powód do tego, żeby rzucać w jej adresie najgorszymi epitetami.
- Nie martwię się na zapas. Po prostu nie lubię jak taki szczeniak obraża kogoś, kogo... lubię - mruknął, ostatnie słowo wypowiadając po krótkiej pauzie. Nie umiał wypowiedzieć w jej towarzystwie "kocham". Był w niej poważnie zadurzony, ale wiedział o tym, że ona już ma chłopaka. Starał się tym nie przejmować, ale i tak kiedy sobie o tym przypominał, to czuł takie nieznośne kłucie w sercu, który ktoś wbijał mu w nie stos igieł i szpilek.
Mruknął coś cicho pod nosem, kiedy pogłaskała go po włosach. Wiedziała, że to było dla niego przyjemne? Że to go uspokajało? Pewnie miała już od kogoś dar empatii i to dzięki temu wiele rzeczy odnośnie jego osoby po prostu przeczuwała.
A może to już taki kobiecy instynkt?
Westchnął cicho, po czym rozluźnił mięśnie. Dzięki temu rogi zaczęły się chować. Zmarszczył lekko brwi. Nadal nie umiał się przyzwyczaić do tego uczucia. Było nieprzyjemne, chociaż nie bolało jakoś wyjątkowo. Po prostu czuło się dyskomfort, ale to na szczęście dość szybko mijało.
- Nigdy nie przyzwyczaję się do tego, że ktoś będzie cię wyzywał, rozumiesz? Nikt nie ma do tego prawa, nie zasługujesz na takie traktowanie - mruknął, spoglądając jej w oczy z powagą.

Blaise Teddy Miller

Jaspis pisze...

[Cześć i czołem! Tak sobie siedzę i myślę nad jakimś wątkiem dla nas. I wymyśliłam, że może Cora mogłaby poznać tajemnicę Elizabeth? Może podsłuchałaby przypadkiem rozmowę dyrektora z kimkolwiek i dowiedziała się, że Thomson była naukowcem pracującym w Strefie 51, a zatem przyczyniała się do powstania wielu mutantów?
Decyzja, jak Cora zareagowałaby na taką wiedzę, należy oczywiście do Ciebie :) Później tylko musiałybyśmy skonfrontować nasze panie :)]

Elizabeth Thomson

kiraj pisze...

- Mnie dotknęłaś i jakoś niczego mi nie odebrałaś - stwierdził i spojrzał na nią z powątpiewaniem. Najpierw na dziewczynę, a potem na swój ogon, którym zaczął uderzać o swoje własne kolano. Następnie jeszcze na swoje wystające kostki przy dłoniach oraz nadgarstkach. Nadal były ciemne, tak samo jak wcześniej. Najwidoczniej nic się nie zmieniło.
- Szczerze? Myślę, że już sobie znaleźli kozła ofiarnego - mruknął szeptem, jakby nie chciał, aby Cora w ogóle to usłyszała. Zadrżał lekko i podciągnął nogi pod brodę.
- Czasem żałuję, że tutaj jestem, wiesz? Momentami mam ochotę stąd uciec, ale zostaję tylko dla kilku osób i dlatego, że nie chcę być kolejnym problemem ani powodem do zmartwienia - dodał i potarł lekko skroń palcami prawej dłoni. Sprawiał wrażenie zmęczonego, chociaż przecież nic się złego nie działo. Nie chodził pół dnia z rogami na wierzchu, ostatnio spał po dziesięć godzin i nawet starał się zdrowo odżywiać.
- Ech, Cora. Przepraszam, duży jestem, a marzę się jak dzieciak - mruknął i uśmiechnął się odrobinę sztucznie. Nie chciał być też dla niej problemem. Czuł, że może przez tę swoją wrażliwość woli od niego tego Francuza. Może też dlatego, że jest od niego starszy. Nie... Nie wiedział co ona w nim widzi, ale nie lubił się tym zadręczać, toteż uparcie milczał w jego temacie.

Blaise Teddy Miller

francuski piesek pisze...

Za długi język, za długi język! Toś się wkopał, chłopie. Jak teraz to wszystko wytłumaczysz? Powiesz jej prawdę, czy uda ci się jakoś wywinąć? Szybko, zmyśl inną historyjkę albo udaj, że masz atak i zacznij tarzać się po podłodze. Hmm, dobry pomysł!
- Wiesz co, nie sądzę żeby to był dobry pomysł. Serio. Głupia i nudna ta historia. - mruknął, drapiąc się po karku. Już tak bardzo chciał rzucać się po ścianie i podłodze, byleby skończyć z tym tematem. - Lepiej zaśpiewam... - po czym odchrząknął, wyprostował się i epicko zmarszczył czoło.
- Toi et moi ça a tout de suite était le coup de coeur
Malgré nos différences, les soucis et les coups de gueules
On a cru en nous en notre coup de foudre...
- biedaczek zaczął rapować jej jakąś starą, francuską piosenkę, co jednak nie wychodziło mu zbyt dobrze. Lepsze to, niż bezsensowne gadanie o tym, jak bardzo ją lubi.

Charles, który zamienia się w prawdziwego rapera

francuski piesek pisze...

Nigdy więcej nie rapować?! A przecież on wróżył sobie taką światową karierę!
- Złamałaś mi serce. Dziękuję bardzo. - odparł naburmuszony, wstając z jej łóżka i siadając na podłodze. Udawał małe, "sfochowane" dziecko, które nie dostało najdroższej zabawki ze sklepu. Lub niczym nastolatek, który chciał białego, a dostał czarnego iPhone'a. Różnie to teraz bywało. Chwilę później chłopak podskoczył ze strachu. Znowu zbliżała się burza? Czy to tylko ten piorun, którego "oswoiła" sobie Cora?
- Cora? Wszystko w porządku? - spytał, podnosząc swoje szanowne cztery litery i podchodząc do dziewczyny.

Charles, który ma focha, o

kiraj pisze...

- Tak, teraz nic jeszcze po tobie nie widać, ale może za pięć, dziesięć, piętnaście albo dwadzieścia lat będziesz mieć czarny szkielet jak ja albo przy myciu zębów stwierdzisz, że masz rozdwojony język i tak jakoś dziwnie ci sczerniał - parsknął śmiechem, wyobrażając sobie starszą wersję Cory, która robi głupie miny przed lustrem oglądając swój język, pomimo tego, że gdyby ktoś zajrzał do łazienki to większą uwagę zwróciłby na pastę rozsmarowaną wokół ust. Cóż, nawet mutanci byli też w pewnym sensie ludźmi i przy okazji mieli dzięki temu ludzkie problemy, jak chociażby takie z pastą, jaką przykładowo Blaise potrafił się pobrudzić niczym pięcioletnie dziecko.
- Ty już lepiej nie kombinuj z tym prądem, Spongebob - burknął, ale potem zaśmiał się pogodnie. - Dobrze wiesz jak jest. Martwię się o ciebie. Traktuję cię jak młodszą siostrę i... - tutaj chłopak westchnął cicho - ...i boję się, że jakiś gnój może ci zrobić krzywdę.
Przez słowo "gnój" nie miał nikogo konkretnego na myśli, bo tego jej Francuzika praktycznie nie znał, ale ogólnie czuł się za nią w jakimś stopniu odpowiedzialny. W końcu byli przyjaciółmi, prawda?
Dla Blaise'a to "tylkoprzyjaciółmi", ale jakoś znosił to, że nie są i pewnie nie będą ze sobą. Nie zamierzał włazić jej w życie z butami. Wiedział, że to niefajne, kiedy ktoś obcy rozwalał ci związek i wszystkie plany. Nie chciał jej krzywdzić, dlatego nawet nie próbował popsuć tego, co wiązało ją z Charlesem.

smutny Blaise Teddy Miller

Bardzosmutnyczłowiek pisze...

- Nie uważasz, że powstrzymanie "zabierania" przez ciebie mocy nie jest jedynym rozwiązania tego co się wokół ciebie dzieje? Odwrotnie do sporej części ludzi tutaj sądzę, że lepiej będzie jeżeli postarasz się te moce trenować, tak jak każdy inny. - Porozumiewawczo kiwnął głową.
- Myślę, że lepiej ci będzie, jeżeli będziesz nad tym panować w relacjach z innymi. No chyba, że zamiast prowadzić normalnie rozmowę wolisz trzepać ludzi błyskawicami czy czymś innym co twój organizm stwierdzi za słuszne w danym momencie. -

francuski piesek pisze...

Po prostu jej dobrze? Dobrze? Przepraszam bardzo, każdy wie, że Charles jest uroczy i w ogóle, ale żeby w tym wieku robić dziewczynom DOBRZE?! Coś tutaj nie gra...
- Przepraszam... co? - zaśmiał się pod nosem, kręcąc głową. Dla nastolatka brzmiało to nieco śmiesznie. Tłumaczmy to po prostu tym, że ma dopiero szesnaście lat i wiele rzeczy nie rozumie, ot co. Charles ponownie usiadł na podłodze, ciągle śmiejąc się pod nosem. Przecież to było tak śmieszne, że aż wcale! Chłopie, do cholery jasnej, OPANUJ SIĘ!
Ona nic złego nie powiedziała, a ty i tak będziesz to obracał jako dwuznaczne wypowiedzi, które wprost uwielbiasz. Czasami się wydaje, że ty chyba w dokumentach masz wpisane o sześć lat za dużo.


Charles, którego śmieszą dwuznaczne zdania

francuski piesek pisze...

Nie minęło kilkanaście minut, a Cora już spała jak zabita. No i co teraz powinien zrobić Charles? Siedzieć tutaj i mordować ją swoim niezbyt ciekawym zapachem po dzisiejszym dniu? Chłopak poprawił jej kołdrę uważając, aby przypadkiem jej nie dotknąć, po czym stał tak jeszcze chwilę, wgapiając się w jej słodką twarzyczkę i... poszedł. Wolnym marszem ruszył w stronę swojego pokoju. Marzył mu się zimny prysznic i biała, puszysta pościel, która już na niego czekała. O dziwo zdążył to wszystko zrobić w mniej niż pół godziny. Brawo.
Obudził się dosyć wcześnie, więc postanowił poleżeć chwilę dłużej i przemyśleć kilka rzeczy. Niestety Charles nie potrafił się dłużej skupić na jednym, więc ubrał swoje czarne jeansy i biały podkoszulek, a następnie ruszył na stołówkę. Szybko coś przekąsił, wrócił do pokoju po książki do chemii i poszedł na jedną z najnudniejszych lekcji, jakie w ogóle mogły być. Miał jednak nadzieję, że uda mu się gdziekolwiek spotkać Corę i pogadać. Nawet o pogodzie, która nie była dzisiaj zbyt szczególna. Byleby wymienić kilka słów.

Charles, który jest głupi i praktycznie nieprzytomny po wczorajszych przeżyciach

francuski piesek pisze...

Przez cały dzień nie widział Cory. Nie wiedział, czy dziewczyna go unika, czy to po prostu przez przypadek. Jemu jednak po głowie chodziły inne rzeczy. Przecież jesteś dla niej za młody! Ona cię nigdy nie polubi tak, jak ty ją lubisz! Jesteś przerośniętym Francuzem, który nigdy nie przepadał za bagietkami i nawet nie ma zarostu! Tak, ta ostatnia myśl go dobijała. Brak zarostu to okropna strata. Charles bardzo chciałby mieć co golić, ale póki co zostaje mu pięć kłaków w siedmiu rzędach, które posiada na "klacie". A jak! Szaleć to szaleć.
Kiedy zegar wybił osiemnastą, chłopak postanowił zrobić coś pożytecznego. W ogóle coś zrobić, a nie czytać tą samą książkę pierdyliard razy. Kiedy Ida weszła do pokoju, po prostu zamienił z nią kilka słów. Tyle. Następnie wyciągnął z szafy swoją odlotową, czarną marynarkę, której rzecz jasna nie nosił cały czas i wyszedł. Uparcie maszerował w stronę pokoju Cory, jednak jego długie nogi ciągnęły go w zupełnie inną stronę. Znowu znalazł się na dworze. Spacerował kilkanaście minut, próbując ujarzmić swoje debilne myśli. Całe grono pedagogiczne go za to umorduje, ale Francuzik urwał jednego z pięknych, fioletowych kwiatów o delikatnym zapachu, po czym zdecydowanym krokiem ruszył pod pokój numer dziewięć. Wziął kilka głębokich oddechów, zastukał w drzwi kilka razy i klął pod nosem coś po francusku, starając się nie spanikować.

buntowniczy i romantyczny Charles, hoho

francuski piesek pisze...

Kiedy otworzyła drzwi Charles znowu omal nie padł na zawał. Biedny, szesnaście lat a już tendencje do takich rzeczy! Szkoda. Ale powracając do tematu - Cora wyglądała dzisiaj inaczej. Chłopakowi zajęło chwilę, żeby zorientować się co dodawało jej większej ilości uroku. Tak, jest, udało się! Dziewczyna rozpuściła włosy i ubrała sukienkę. No dalej chłopie, wykrztuś coś. Cokolwiek!
- Eh... Nic. Zupełnie nic. Tak po prostu zerwałem kwiatka ze szkolnego ogrodu, bo zamieniam się w buntownika. To chyba taki okres młodzieńczy, nie uważasz? - zaśmiał się nerwowo, wchodząc do środka. - Masz może jakąś szklankę? Bo nie sądzę, żebyś od razu miała przy sobie wazon... - mruknął, mrużąc oczy i rozglądając się po jej pokoju zamyślony.

Czarli, którego Gąbeczka zbiła z tropu, ehh

francuski piesek pisze...

Butelka też mogła być. Byleby kwiatek miał wystarczająco dużo wody i nie rzucał się, jak statek na morzu. Beznadziejne porównanie. Chyba trzeba iść spać, nie?
- A nic. Tak po prostu, o. Nie widziałem cię dzisiaj nigdzie więc pomyślałem, że coś się może stało, albo jesteś na mnie obrażona... No, nie ważne. - odparł, wzruszając ramionami. Czuł się w tej sytuacji trochę niekomfortowo, jednak starał się, żeby nie było tego zbytnio widać. Wygodnie usadowił się na jej łóżku tak, żeby mógł ją widzieć całą i swobodnie patrzeć w jej oczy. Westchnął głośno, uśmiechając się szeroko. - Tak więc, jak ci minął dzisiejszy dzień? - spytał, unosząc jedną brew ku górze. To było nawet więcej niż denne. Skoro już przyszedł z kwiatkiem i swoją czarną marynarką to mógł powiedzieć wszystko, co leży mu na sercu. Pytanie jednak, dlaczego tego nie zrobił...?

Charles, który ze swoją grą aktorską nadawałby się do opery mydlanej

Mitch Lucker, the King. pisze...

[Tak, Oli, ubóstwiany Oli c:]

Grimshaw.

francuski piesek pisze...

Z miłą chęcią wsłuchiwał się w jej słowa. Przynajmniej miał czas na zmyślenie jakiejś równie ciekawej historyjki, byleby tylko nie opowiadać o tym, jak strasznie dłużył mu się ten dzień.
- O, no to muszę przyznać, że miałaś dużo ciekawszy dzień ode mnie. - odpowiedział, drapiąc się po karku. Szybko Charles, wymyśl coś! - Wiesz, poszedłem na lekcje, później na obiad, następnie znowu na lekcje, później w pokoju poczytałem jedną z najdurniejszych książek świata, no i przyszedłem tutaj. Sama słyszysz, mało interesujący dzień. Oczywiście poza opcją siedzenia tutaj, aż nie zacznę cię denerwować, ot co. - zaśmiał się cicho, wygodnie rozsiadając się na jej łóżku. Tylko czekał, aż dziewczyna porządnie go ochrzani za ten wyczyn.

Charles, który dokucza Gąbusi swoim niedbalstwem

Rukia pisze...

[Uwielbiam Herosów :P Możemy zrobić tak, że za każdym razem gdy Cora widzi Declana jak używa swojej mocy do psikusów, sama może się na nim odgrywać. Może być powodem tych wszystkich nagłych i przypadkowych ożywień. Declan po prostu nie wie, że to nie on to robi, a tak naprawdę jego moc jest pod kontrolą. ]

Declan Ward

francuski piesek pisze...

Nie gadać głupot? W tym przypadku było to niezbyt możliwe, jednak Charles przyrzekł sobie w duszy, że będzie siedział cicho, ot co.
- No, mów coś. Zaczyna się robić niezręcznie, a przyszedłem tutaj po to, żeby się rozerwać, no halo. - wycedził przez zęby, śmiejąc się. Złapał za jedną z poduszek, które miał pod plecami i rzucił nią w Corę. Teraz miał pewność, że dziewczyna albo wygoni go z pokoju, albo będzie znowu chciała spalić swoim super genialnym prądem, hoho. Co to za dzień, gdyby Charles nie odpalał swoich kiepskich żartów pierdyliard razy na minutę. No jaki? Be-zna-dziej-ny!

Czarli, któremu chyba do reszty odbiło

francuski piesek pisze...

Wyjechać? Wyjeżdżać? Gdzie niby? Co ta Cora kombinuje? Przecież takich pytań nie stawia się bezpodstawnie! Miała coś w planach, tylko zapewne bała się przyznać. Wiadomo, że Charles zaraz wybiłby jej to z tej ślicznej główki, jednak póki co wolał się nie wygłupiać i nie stawiać pochopnych wniosków. Po prostu uniósł jedną brew ku górze, zabawnie cmoknął ustami i pokręcił głową z dezaprobatą.
- Jest kilka opcji, aczkolwiek nie mam zielonego pojęcia, czy chcesz je usłyszeć. - odpowiedział, kładąc ręce z tyłu głowy i opierając się o ścianę.

Czarli Czarli, co ty kręcisz

Unknown pisze...

[ Gąbka powiadasz? Nie powiem, ciekawe...
Co do wątku jestem chętna, aczkolwiek byłabym wdzięczna za rozpoczęcie. Nie jestem w tym orłem, jeżeli mam być szczera. No i upał działa na niekorzyść, bo mimo trzech litrów lodowatej coli obok mnie- mój mózg nie działa sprawnie...
Dostosuję się co do wszelakich pomysłów ^^.]

Wiedźma pisze...

[hahha, nie ma sprawy :D Świetny pomysł na postać i przyznaje, że podglądałem Core przed rejestracją, jej twarz przypomina mi bardzo Olivie Cooke z "Bates Motel". Co do wątku... Wymyślisz coś? Mogę zacząć :D]

Felix L.

Wiedźma pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Wiedźma pisze...

[Mam nadzieje, że będzie ok]
Szedł na lekcje nieco spóżniony. Za bardzo się tym nie przejmował, bo w instytucie panowały bardzo, jak na jego gust, płynne i umowne zasady. Pod pachą trzymał szarą teczkę, która kłuła go w bok. Z czego to cholerstwo jest zrobione? Zastanawiał się przecinając kolejny korytarz i w końcu stajac przed swoją salą. Swoja sala, to brzmi dumnie. Przesunął wolną ręką po włosach i otworzył z impetem drzwi.
- Witam obecnych - nie patrząc na uczniów, dotarł do biurka i położył na nim teczkę. Obszedł mebel, usiadł na jego kancie, podniósł głowę i zobaczył dziesiątkę oczu wpatrzonych w niego. Teatralnie położył dłoń na piersi i udawał przez chwile, że mdleje.
- Co za niesamowita frekwencja, jestem pełen podziwu. Podobno w normalnych szkołach sprawdza się obecność. I są dzienniki. Chore, prawda? - zapytał i nie czekając na odpowiedz zesłał na obecnych króciutką wizję pokazującą scene masakry na schodach w Odessie filmu "Pancernik Potiomkin"
- Ktoś wie co to jest? Chociaż wiek? Albo miejsce? Hmm... - spojrzał wyczekująco na lekko piegowatą dziewczynę bawiącą się w podpalanie skrawków karteczek.

Felix L.

francuski piesek pisze...

[To ja zaczynam kontynuację twojej przepięknej notki xD]

Mijały dni i tygodnie, a po Corze nadal nie było śladu. Ta cholerna bezradność go dobijała. Żeby chociaż wiedział, gdzie pojechała i na ile, byłoby od razu lepiej. Ale nie, nie, nie, przecież ona wie lepiej co dla niego dobre, tak? Charles jakoś nie odczuwał tego dobrego przesłania w jej wyjeździe. Znalazł się w czarnej kropce i nie mógł nic zrobić. Codziennie rano przechodził obok jej pokoju mając nadzieję, ze wyleci z niego jak torpeda, niczym ostatnim razem. Ale dziewczyna wciąż nie dawała żadnych znaków...
Wieczorem zaplanował sobie cały dzień. Miał zamiar pomóc Idzie w sprzątaniu pokoju, odnieść kilka książek do biblioteki i pomóc kucharkom w przygotowaniu kolacji. Wszystko rozplanował na dokładne godziny, nie przewidując niczego dodatkowego. Z tą myślą zasnął i nie śniło mu się nic, prócz śmiejącej Cory.
Czy to budzik? Nie, zaraz, przecież budzik nie telepie tobą na lewo i prawo... Szkoła się pali? Bomba w stołówce? Nie. Chłopak otworzył oczy i aż spadł z łóżka, odsuwając się pod ścianę. Gąbeczka? Tutaj? Wróciła? Już? Dotknęła Charlesa? Ona dotknęła go znowu? Francuzik wpatrywał się w nią tępo, próbując jakby zrozumieć całe jej postępowanie, ale jakoś nie potrafił. Chciał coś powiedzieć, jednak nie mógł. Język stanął mu niczym kołek i masz tu ci los. Musiał on wyglądać niemiłosiernie śmiesznie. W końcu siedział na tej podłodze jak jakaś sierota z potarganymi włosami i w samych bokserkach w francuskie flagi. O co tutaj chodziło?

Czarli, który prawdopodobnie zrobił taką minę, jak na gifie poniżej
http://24.media.tumblr.com/26b425b7ce8f3ff2a1dc31c4392deb1f/tumblr_mqy0wlPON41s5ichwo1_400.gif

queen b pisze...

[Tutaj również: zdjęcie <3 (chociaż założę się, że już to kiedyś pisałam).
Swoją drogą - miałyśmy mieć kiedyś wątek, prawda? Jeszcze przed moimi urlopami.]

Nikolaj Bukov

francuski piesek pisze...

Czy ktoś w końcu zbierze się na odwagę i zacznie powoli tłumaczyć Francuzikowi, o co w ogóle chodzi z tą całą sprawą? Dziewczyna przygotowywała go na swój wyjazd, a ten i tak nie był niczego świadomy. Myślał, że stroi sobie jakieś żarty albo po prostu tak pyta, bo to wiadome, że kiedyś prędzej czy później będą musieli opuścić Recifle. I jeszcze ten pocałunek, po którym zniknęła bez śladu. Chłopak zachodził w głowę, czy jeszcze kiedykolwiek ją zobaczy, a ona wraca po miesiącu, uchachana jak nie wiem i jeszcze zaprasza na herbatkę. Biedny Czarli, zaraz głowa mu wybuchnie.
Wziął kilka głębokich wdechów, wpatrując się w podłogę. Ciśnienie na każdym razem rosło i rosło, a na zewnątrz zaczęło się chmurzyć. Kurczę, a dzieciaki miały ochotę na poranną grę w piłkę na polu. Coś ty narobił, chłopie?!
- Ty... Ja... Ah merde! - wrzasnął, podnosząc się ze swoich szanownych czterech liter. Stanął centralnie na wprost Cory, wpatrując się w jej ciemne ślepia. - Tak bardzo cię nienawidzę za to, że zostawiłaś mnie bez żadnego słowa. - wykrztusił, załamując ręce. - Zostawiłaś mnie. Biednego, zrozpaczonego, bez mini-zawałów każdego dnia... i do tego z tym, co zdarzyło się przed twoim wyjazdem... - przekręcił głowę w bok, wpatrując się w każdy detal jej drobnej twarzyczki. - Tak okropnie stchórzyłem. Jestem tchórzem. Największym tchórzem w Recifle. Ba, na świecie! - wywrócił oczyma, mając pretensje sam do siebie, lecz nie wiadomo o co. Chyba o wszystko, co działo się pod nieobecność dziewczyny. - Cora, jak Boga kocham, zabiję cię, jak zrobisz mi coś takiego jeszcze raz. - ty frajerze, błagam cię, co ty odstawiasz? Czy ty ryczysz? Hej, masz już szesnaście lat, a chłopaki nie płaczą, no! Charles spojrzał do góry, próbując jakimś cudem wygonić te okropne łzy, które napływały mu do oczu. Idiota. I-dio-ta.

[Czarli wrócił i w ramach przeprosin wyskrobał to coś powyżej, hihi. :D]

Czarli, który wygląda jak chodzący szkielet w francuskich bokserkach, chcący mieć Gąbusie tylko dla siebie

francuski piesek pisze...

Słyszysz Charles? Nie gniewaj się. Wiesz, że nie potrafisz się gniewać akurat na twoją kochaną Gąbeczkę. Na innych możesz się wyżywać, ale jej nawet nie potrafiłbyś uszczypnąć. Kiedyś na pewno nie. Kto wie, jak będzie teraz? Przecież dotknęła go. Pocałowała. Jego moc automatycznie przeszła do jej drobnego ciałka. W tej chwili to chyba nie będzie miało większego znaczenia, czy ją poćwiartuje, udusi, zadźga, albo po prostu... złapie za rękę.
- Gdzie ty byłaś? Po co? I dlaczego tak długo? Cora, błagam cię, wytłumacz mi to wszystko dokładnie, powoli... Proszę... - jęknął błagalnym tonem, delikatnie obejmując dłoń dziewczyny, swoim ogromnym, chudym łapskiem. Poczuł dziwny dreszcz w dolnej części brzucha i skrzywił się. Biednego chyba złapały motylki. Jejku, to takie urocze. Aż można zwrócić wczorajszy obiad. Ale nie oto chodziło. Po raz pierwszy dotknął jej z własnej inicjatywy. Brawo Czaruś, w końcu ci się udało.

Czarli, który jest porno Czarlim i zapewne dziwnie wygląda w samych bokserkach. Chyba tak strasznie... porno.

francuski piesek pisze...

Stał jak wryty, wsłuchując się w jej słowa. Wszystko brzmiało jak scenariusz filmu dramatycznego, który jednak kończy się happy endem. Chłopak powoli przyswajał sobie każdą informację, starając się nie pogubić. Teraz rozumiał, dlaczego wyjechała. I popierał to. Zrobiła to dla własnego dobra. Kto chciałby nosić w sobie milion niebezpiecznych mocy, które prędzej czy później cię zniszczą?
Charles popatrzył na nią z góry i... uśmiechnął się. Delikatnie wplótł swoje długie palce w jej ciemne włosy, wzdychając ciężko. To wszystko wydawało sie być takie nierealne.
- Okej. - wykrztusił, przyciągając ją mocno do swojego chudego ciała. Chciał w końcu poczuć jej ciepło. Czuć, że jest tutaj z nim. Że to nie są żarty. - I tak cię kiedyś zamorduję, przysięgam na niepodległość Francji. - mruknął, śmiejąc się pod nosem. - Zrobiłaś to, co było dla ciebie dobre. Ja to rozumiem, poważnie. Ale mogłaś powiedzieć. Przecież mógłbym ci w tym pomóc... - dodał, wywracając oczyma.

Czarli, który nie ma zielonego pojęcia, co będzie się działo za chwilę, więc pozostawia wszystko w rękach Gąbuni

francuski piesek pisze...

Nie mordować przed trzydziestką, zgoda! Cała ta historia, którą dziewczyna opowiedziała, wydawała mu się być zupełnie nierealna. Jednak teraz, w tych czasach, kiedy w bezbronnych ludzi wstrzykuje się jakieś popieprzone geny - wszystko jest możliwe. Dlatego był okropnie zły, ale też szczęśliwy, że Cora wróciła. I, tak jak powiedziała, jest cała i zdrowa.
- Jak dalej tak pójdzie, to nie pozwolisz mi tobie pomagać, w ogóle. Taka z ciebie Zosia-Samosia, ot co. - parsknął śmiechem, przeczesując jej włosy palcami. Słysząc to co powiedziała, kiwnął głową dwa razy, a jego oczy zaświeciły się niczym dwa, urocze płomyki. Nachylił się nad nią, delikatnie muskając jej usta. Poczuł, jak robi mu się gorąco, ale było to całkiem przyjemne. Kilka razy cmoknął jej szyję, po czym zaśmiał się cicho, kręcąc głową. - Boże, to było takie dziwne.

Czaruś, który lubi cmokać to i owo

Anonimowy pisze...

O Boże, Charles, ty zawsze musiałeś odwalić coś niestosownego. "To było takie dziwne." Jej, może nie dziwne, a zaskakujące. W końcu było to dla niego czymś kompletnie nowym. Nie miał zielonego pojęcia, jak zachować się w takich sytuacjach, jednak kiedyś zawsze musiał być ten pierwszy raz (w dowolnym tego zwrotu znaczeniu).
- Przecież bym ci pomógł. Wiesz o tym. - powiedział, wzdychając ciężko. - A tak nawiasem mówiąc, to pięknie dzisiaj wyglądasz. - dodał, uśmiechając się delikatnie. Dziewczyna rzeczywiście wyglądała inaczej. Bardziej świeżo, weselej. Może to dlatego, że tak długo jej nie widział? A może to zasługa tego całego "leczenia"?

Czarli, który robi małe podchody

francuski piesek pisze...

Jezusie Maryjo i wszyscy święci, co się dzieje? Biedny Czarli stracił jakąkolwiek orientacje w terenie, a że z pokoju nie ruszył się nawet na krok, to i tak nie wiedział, że tutaj jest. Jakieś halucynogeny? Tak, tak! Halucynogenna szminka! Ale moment... Cora chyba nie używa szminek. Chyba, że za pomocą szminki kazali jej unicestwić biednego Czarusia. Aaaa, to wszystko nie ma kompletnego sensu.
Francuzik stał, stał jak wryty, odwzajemniając jej pocałunki, obejmując ją w pasie. Powoli wsunął swoje zimne dłonie pod jej podkoszulek i zaczął delikatnie gładzić plecy dziewczyny. Chwilę później uwolnił swoją twarz z uścisku jej drobnych łapek, po czym muskał szyję Gąbeczki i zagłębienie nad obojczykami.

Szalony Czaruś, który cmoka co popadnie

Anonimowy pisze...

I co dalej? Co dalej? Myśl Czarli, myśl. Chłopak nie przestawał muskać delikatnej skóry Cory. To było coś zupełnie nowego dla młodego Francuzika.
- Hhalo, Charles, podaj mi moje książki. - szepnął ktoś zza drzwi. Nie byle kto, a Ida, która wybierała się na zajęcia. Chłopak westchnął głośno, odsuwając się od Gąbeczki. Złapał w dłoń plecak współlokatorki i podał go jej, zamykając drzwi na klucz. Stał tak chwilę nieruchomo, po czym odwrócił się i oparł plecami o zimny kawał drewna. Patrzył tak na dziewczynę w milczeniu, uśmiechając się szeroko.

Czarli, który ma niecny plan, ot co

Anonimowy pisze...

Chłopak zaśmiał się cicho, przeczesując swoje niesforne kłaki, ręką.
- Wiesz może co znaczy "vous êtes la plus belle dans le monde"? - uniósł jedną brew ku górze, patrząc tym swoim przeszywającym wzrokiem w stronę Cory. Podszedł do niej, westchnął cicho, po czym palcem wskazującym zaczął kreślić niestworzone wzroki na jej szyi. Skóra Gąbeczki była taka delikatna, miękka, aż chciało się ją dotykać non-stop. Powoli zsunął podkoszulek z jej ramienia, cmokając go leniwie.

Czarujący Czaruś

Anonimowy pisze...

Hoho, złe myśli to nie tylko w jej cudownej główce. Charles jest jeszcze przecież młody, głupi, mógłby zrobić coś nie tak i zupełnie inaczej, niż Gąbeczka by oczekiwała.
- To znaczy, że jesteś najpiękniejsza na świecie, o. - wyszeptał do jej ucha, śmiejąc się pod nosem. Zaczął delikatnie muskać jej policzek, aż w końcu dotarł do ust, w które wpił się kilkoma pocałunkami. Lewą ręką powolutku zaczął robić kroki w stronę ściągnięcia z dziewczyny tego krępującego ubrania. W końcu on stał tutaj praktycznie nagi, a ta zawinięta od stóp do głów. Robił to na tyle sprytnie i niezbyt stanowczo, aby Cora mogła zaprotestować w każdej chwili.

Czarli rozbieracz

Anonimowy pisze...

- Wyglądasz jeszcze piękniej, niż w tym wszystkich ciuszkach. - zaśmiał się pod nosem, wpatrując się w Corę. Fakt, dziewczyna wyglądała zjawiskowo. Tylko kiedy ubierała na siebie osiem warstw koszulek, swetrów, szalików i Bóg wie czego, po prostu maskowała swoje drobne ciałko, które na prawdę było piękne. I o dziwo nie protestowała przy żadnym z ruchów Charlesa. Chłopak delikatnie muskał jej dekolt, obejmując ją w pasie. Powoli, powolutku cofał ją w stronę łóżka, nie zaprzestając pieszczot.
- Na prawdę, jeśli nie chcesz, to wiesz... Nie musimy tego robić... - mruknął, całując ją po szyi i kościach policzkowych.

Czarli z dobrymi manierami, o

Anonimowy pisze...

Nie było aż tak źle. Przynajmniej Cora nie chciała go poćwiartować na kawałeczki za jego pseudo-śmiałość. Czarli uśmiechnął się delikatnie, słysząc jej odpowiedź. Zatrzepotał rzęsami, wpatrując się głupkowato w jej ciemne oczy. Wpił się w jej usta, cmokając je kilka razy. Po chwili powrócił do "cofania" Gąbeczki w stronę łóżka, nie przestając jej całować. Minęło może dziesięć, może piętnaście sekund, a dziewczyna już leżała na jego białej, puchowej kołdrze. Chłopak nachylił się nad nią, podpierając się ręką o ramę łóżka. Zaczął delikatnie muskać skórę na jej dekolcie, a ręką, która sprytnym ruchem wsunęła się pod plecy panny Bright - rozpiął jej czarny, koronkowy stanik. No cóż, Czarli jak każdy osobnik płci brzydszej lubił to coś, czego nie posiadali oni sami. Tak, chodzi o piersi. Chłopak wciąż muskał jej gładką skórę, zataczając małe okręgi w okół jej sutków, skończywszy na podbrzuszu.

Czarli zboczuszek

Anonimowy pisze...

Lalala, jaka znowu pedofilia? No tak, osoby pełnoletnie nie powinny się wdawać w jakiekolwiek bliższe kontakty z osobami, które jeszcze osiemnastki nie skończyły. Ale błagam, różnica dwóch lat nie jest taka duża! Co innego, gdyby Charles był czterdziestoletnim oblechem, a Cora piękną, osiemnastoletnią kobietką, którą jest teraz.
Och ten Czaruś, skąd on wiedział to wszystko? Muskał delikatnie jej brzuch, dłońmi łapiąc ją pod udami. No i co teraz? Co teraz? Czarli, myśl! Chłopak nachylił się nad Gąbeczką, śmiesznie cmokając ją po calutkiej twarzy, po czym zagryzł delikatnie płatek jej ucha.
- Zadźgaj mnie, jeśli będę aż tak okropny. - szepnął. A później wiadomo co się stało. Charles starał się być delikatny. Starał się, aby jego ruchy nie były zbyt gwałtowne. Z początku powoli, później odrobinę przyspieszył. Pamiętaj Czarli, płynne ruchy, płynne ruchy!

Czarli dziki ogier