B U Z Z B R A D F O R D
... p r z e n o ś n y g e n e r a t o r b r e d n i.
Buzz Bradford wciąż z niedowierzaniem kręci głową, kiedy słupek rtęci w starym termometrze dobija do wartości trzydziestu pięciu stopni. Zdarza mu się bez przerwy wyglądać przez okno, aby ze sceptycyzmem zerkać na skąpane w słońcu szkolne błonia. W Brazylii mieszka od czternastego roku życia, aczkolwiek każdy nowy dzień traktuje niczym swój pierwszy. Zupełnie jakby znowu był dojrzewającym dzieciakiem obdarzonym dziwną zdolnością. Tym samym, który stał przed zamkiem z satysfakcją widoczną w oczach, gryzącą się ze smutkiem goszczącym na pyzatej twarzy. Obie emocje były jak najbardziej zrozumiałe. Nastoletni Buzz nie chciał opuszczać rodzinnego domu w Anglii, znajomych, rodziny. Inne mutanty z Recifle kojarzyły go przede wszystkim dzięki brytyjskiemu akcentowi oraz niezrozumiałej dla nich tradycji - tak zwanego Tea Time. Z drugiej strony jednak nie mógł się doczekać nowych wrażeń, doświadczeń. Nie można zaprzeczyć, iż egzystowanie w miejscu pełnym specyficznych osobowości znanych z nieraz śmiertelnych umiejętności to coś, co potrafi i niepokoić, i jednocześnie napełniać człowieka chorą fascynacją. Oczywiście podobne zjawisko występuje przede wszystkim u ludzi jego pokroju, a więc takich, którzy jeszcze nie zdążyli ogarnąć, że trzydzieste szóste urodziny to odpowiedni czas na wprowadzenie do życia chociaż krzty powagi czy rozsądku.
W gruncie rzeczy on sam nie zna prawdziwej etymologii swego przezwiska, który często nawet w formalnych sytuacjach zastępuje jego prawdziwe imię. Być może powstało ono dzięki temu, iż zwłaszcza za czasów szkolnych zachowywał się niczym natręty brzęczyk - zbyt wiele mówił, zbyt mało myślał, biegał za kolegami oraz maltretował ich albo kiepskimi żartami, albo bezsensowną paplaniną. Wciąż taki jest. Nie potrafi przestawić się na odpowiednie fale, dlatego często wręcz straszy infantylnością. Uśmiecha się szeroko, nie wstydzi się ukruszonej jedynki i nieco krzywych dolnych siekaczy. O dziwo zjednał sobie sympatię pewnej grupy uczniów, ponieważ głośno wyraża niepochlebne zdanie na temat obowiązku uczęszczania na wychowanie fizyczne.
Buzz skutecznie łamie stereotyp przekonujący o tym, że duży facet musi być groźny. On - ze swoim brzuszkiem oraz nawykiem spania z ulubionym pluszakiem - zdecydowanie nie sprawia wrażenia szczękołamacza i bandyty, mimo że urósł prawie do metra dziewięćdziesiąt. Zatrudniony jako przypalający wodę kucharz, aczkolwiek lepiej czuje się w fartuszku szkolnej kelnerzyny. Ze względu na skutki uboczne mutacji zmuszony jest chadzać na sesje psychologiczne. Nie można jednak powiedzieć, aby psycholog był z tego powodu szczególnie usatysfakcjonowany, ponieważ Buzz Bradford charakteryzuje się między innymi skrzywionym poczuciem humoru, skłonnością do pozostawiania po sobie bałaganu oraz przesadną szczerością. Z tą ostatnią cechą wiąże się brak wyczucia w stosunku do kobiet i nieumiejętność dobierania trafnych epitetów przy komplementowaniu. Ponadto należy dodać, że uwielbia prezentować cały arsenał dziwnych min. Ot tak, aby ludzie popatrzyli na niego jak na debila.
________________________________________________________________________________
Kartę sponsoruje drużyna, w której skład wchodzą: Tom Hardy oraz panowie z zespołu Zabili mi żółwia.
Buzz wszystkich kocha, a ja lubię wątki (zwłaszcza te dłuższe) i ciekawe powiązania.
Ostatnia aktualizacja: 4.08.2013
Czeeeść po raz drugi, bawmy się dobrze!
Ahoj, (niechciana) przygodo! Do zobaczenia w przyszłą środę!
Buzz wszystkich kocha, a ja lubię wątki (zwłaszcza te dłuższe) i ciekawe powiązania.
Ostatnia aktualizacja: 4.08.2013
Czeeeść po raz drugi, bawmy się dobrze!
Ahoj, (niechciana) przygodo! Do zobaczenia w przyszłą środę!




